5 września 2008

Kolejny pierwszy dzwonek


Chodzę do szkoły. Trochę się uczę. Nie przyjaźnię się z zbyt wieloma osobami. Codziennie biję się z Ulką kto ma siedzieć pod oknem.
Są pierwszaki. Trochę ich skociliśmy. Trochę ich nastraszyliśmy. Panoszą się, chodzą środkiem korytarza, śmieją się, żeby pokazać kto to niby idzie i cały tydzień noszą arafatki, które w ogóle nie pasują do ich stroju... Ah... To zwykłe koty.
Nie jestem jeszcze przyzwyczajona do tego szkolego zgiełku: dwa zadania z matematyki robię w dwie godziny, bo cały czas coś zwraca moją uwagę. Wstać o szóstej też nie mogę... Na pierwszej lekcji to niemal że śpię, ale ktoś mnie co jakiś czas szturcha. Chemiczka chce znam zrobić sprawdzian z całego zeszłego roku... Nasza wychowawczyni odeszła (bo już chyba nie mogla wytrzymać ze słynną 'i') i dali nam w zastępstwie matematycę (o zgrozo). Ciapek się trochę pluje, nowa babka od historii jest troche niestabilna emocjonalnie (co już moja klasa wyczuła i zrobila cyrk na pierwszej lekcji).
Nauka pochłania cały mój czas. Chcialam się trochę zająć portretówką, ale gdy stałam ze statywem przed dziewczynami to pomyślalam, że chyba nie zrobiłam zadania z chemii i sobie poszłam. Pisać tutaj też nie mam czasu, a to co się już uda naklepać na klawiaturze, to i tak się nie nadaje do przeczytania. O Augenie już nie wspomnę.
muzyka: S. O. S. Jonas Brothers

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz