30 czerwca 2011

ffth


O ja pierdolę. Mam całe opowiadanie Tokio Hotel, Berlin i ja. A zaraz będę mieć Ganzer Toma!!!
kocham ffth, od kiedy miałam jedenaście lat. oj kocham kocham kocham. 
zaraz wlot plików na telefoniq i oooh. jakie piękne są wakacyjne lektury.
jami jami jami

29 czerwca 2011

facebook likes


Policzyłam ile na tym blogu jest opublikowanych postów. Jest 129. Jestem przerażona, ale jednocześnie trochę dumna. W niecałe trzy lata. Jak cudownie jest być całkowicie anonimowym.
Jest kolejny dzień wakacji. Nie licząc weekendów, czwarty. Nie mogę się zorganizować. Bardzo chcę wrócić do biegania, ale brakuje mi siły. Brakuje mi siły, żeby rano wstać! To takie śmieszne. Ale, kurde, takie prawdziwe. Kiedyś byłam taka szybka, byłam taka szczęśliwa. Nawet cieszyłam się na bieganie w małej kadrze. A teraz co. Nawet nie potrafię zawalczyć o coś, co kocham i co naprawdę potrafię. Jestem taka słaba. 
Jutro wyciągnę moje nike do biegania. Jutro.
Jestem po lekturze "Kolekcjonera" Johna Fowlesa. Długo wczoraj nie mogłam usnąć. 
Nadal słucham dużo muzyki. Nawet nie chce mi się szukać nowych artystów, rozkoszuję się surowym ambientem i trip-hopem, a najbardziej kocham Massive Attack. Są na czele mojej biblioteki na last.fm, za nimi duża przepaść. Nie wiem dlaczego tak ich lubię, ale oni w jakiś dziwny sposób działają na moją duszę, głowę, a może nie, może wcale tego nie mam, ale moje płuca się rozszerzają na sam pojedynczy bit. Mistyczna fantazja. To jest myślowy orgazm. 
A żeby było zabawniej, to od szóstej klasy lubię Tokio Hotel, to jest jedyny zespół, którego jestem fanką, a przed nikim się nie przyznam. Lubię tylko kilka ich piosenek, których skrycie słucham, ale najbardziej zachwycam się ich gitarzystą. Tym stworzonym przez ffth. I trochę przeze mnie. Patrząc na mnie, nigdy byś się nie domyślił, że lubię niemiecką muzykę. Bo nie lubię, ale w sumie trochę przez tych zabawnych chłopaczków nauczyłam się mówić w tym języku. Nawet na koncert nie chciałoby mi się iść. Ale lubię ich. No lubię.
Lubię też tego bloga, na którym od ósmego sierpnia dwa tysiące ósmego roku, jest już sto dwadzieścia dziewięć postów.
Teraz jest już sto trzydzieści.

28 czerwca 2011

heat misser


Jest tak beznadziejnie leniwie, że aż źle się z tym czuję. Okradł mnie fatalizm. To jest jeden z tych złych dni. Nie wiem dlaczego, ale postarałam się, żeby dla innych zły nie był. Ugotowałam zupę. 
Mam ochotę wrzeszczeć. Wszystkich, których spotykam mam obowiązek darzyć szacunkiem. Osiągnęłam już najwyższy stopień perfekcji i samokontroli, że nawet mnie to męczy. Brakuje mi ostatnio wyobraźni. Nie mogę dotrzeć do najgłębszych granic. 
Brakuje mi deszczu, niekończącego się deszczu, równego, takiego, który zabija kolory. 
Słucham dużo muzyki. Można powiedzieć, że rozwijam swoje gusta. Są już bardzo szerokie, ale nadal najbardziej kocham trip-hop. To trochę śmieszne, bo moja fascynacja tym stylem zaczęła się zaledwie pół roku temu, wcześniej byłam małą fanką Coldplay i innego alternatywnego usypiacza. Nadal zadziwiam mojego tatę, który pożycza mojego iPoda i razem nucimy sobie Hotel California. Naprawdę czuję się jakbym była gdzieś na wsi, a nie w mieście. Potem przełączam na Björk i Archive i przed oczami przewijają mi się wszystkie momenty, które powinny wydarzyć się w tej chwili. Nie wiem co jest w tych nutach. 
Nie przestaję czytać. Bardzo za tym tęskniłam. Czytam nawet sensowną literaturę, już nauczyłam się, co jest chłamem i co muszę omijać, aby nie zaśmiecać sobie głowy i nie tracić potem czasu na porządkowanie mojego małego chaosu, który zresztą lubię. 
Bolą mnie oczy. 
Naprawdę muszę się stąd już wyrwać. Chyba oszaleję. Wsadziłam mojego mężczyznę w samolot do Sousse, nawet trochę za nim tęsknię. Poszukam paszportu i chyba jutro ucieknę do Berlina, zanim moi przesadnie zorganizowani i w ogóle nie spontaniczni rodzice zdążą mnie zatrzymać na Ławicy.
Naprawdę bardzo tęsknię za ffth.

26 czerwca 2011

26


Jest tak dobrze, że czasami nawiedzają mnie myśli, że ja muszę się już uczyć do matury, bo ja tej rozszerzonej matmy nie zdam. Oczywiście będzie tak, że ja jej nie zdam bez względu ile się będę uczyć(albo nie będę się uczyć wcale, bo od kiedy chodzę do liceum, wyznaję zasadę "miej wyjebane, a będzie ci dane" i nawet całkiem dobrze na tym wychodzę). A więc matury z matmy rozszerzonej nie zdam. Z fizyki to myślę, że jakoś to będzie.
Okej, co ja o tym pierdolę, są wakacje. 
W ramach wakacyjnych przygód to zgubiłam się o trzeciej nad ranem w Poznaniu, w moim mieście, bardzo zabawowo! Oczywiście okazało się, że byłam gdzieś w okolicach Malty i gdy zobaczyłam polibudę to zaczęłam skakać z radości (oczywiście zostałam wrobiona, bo wszyscy inni wiedzieli, gdzie jesteśmy) Ja myślę, że ja + polibuda = przeznaczenie. No i chyba już czas, aby nauczyć się rozkładów jazdy tramwajów, albo zacząć wysiadać tam gdzie się powinno. 
Także ten, wybywam na jakieś wydupajewko z serduszkami, spadaj Poznaniu. Będzie epicko, tylko, że alkoholu nie będzie można pić. 
Jestem grzeczna, grzeczna, grzeczna.
Chce mi się trochę pisać, ale równocześnie chce mi się spać. Oglądam klasyki kina i czytam książki, które czytał mój tata w młodości. Ja ogólnie robię dużo rzeczy takich, jakie kiedyś robił mój tata. Jesteśmy nawet podobni. I słuchamy sobie razem AC/DC. Ale dzisiaj to ja mam fazę na Blue Foundation, IAMX i Prince'a.

22 czerwca 2011

vacations

Jak się czuje uczeń, który najpierw nie chciał pokazać swojego świadectwa rodzicom, a potem dostał opieprz, że nakłamał, bo ma średnią 4.4, a nie 4.5, tak jak powiedział wcześniej? Jak skurwiel. Czyli tak jak ja.
Będąc świadoma, jak bardzo są ze mnie dumni moi rodzice, mam zamiar dzisiaj poświętować chociażby te wakacje. Może zapiję się na śmierć, albo utopię się w jeziorze. No trudno. Witajcie, wakacje.

21 czerwca 2011

why not a tumblr?


Na dwa dni odpuściłam sobie trochę triphopowanie (oprócz IAMX, z nich nie mogę zrezygnować, są cudowni) i utonęłam drżeniu gitarowych strun, jak za dawnych czasów (Radiohead + Foo Fighters + The Pretty Reckless = love for ever). Jest fajnie. Jutro idę sobie po moje śmieszne świadectwo, bez czerwonego paska, typowo matfizowskie, z którego łatwo można się doczytać, że sensem mojego pierwszego roku w liceum były tylko lekcje matematyki i fizyki, na inne nie chciało mi się nauczyć (lub chodzić). Ale i tak lubię tę szkołę. Nawet lubię ją za to, że od półtora roku mam chaos w głowie i nie wiem, co mam robić.
Jest cudownie. Mam czas na buszowanie po bibliotekach i księgarniach, jestem taka stęskniona literatury, chociaż ostatnio nic mnie nie zachwyciło. Uciekłam od tłumów i znajomych i delektuję się słowami. Nawet nie chce mi się fotografować.
Witaj, lato.
Berlin -> Rodos -> Gdańsk -> Lwów -> Hamburg -> Amsterdam
 

17 czerwca 2011

wakacje ciąg dalszy


Minął kolejny tydzień wakacji. Ten spędziłam w małym miasteczku, u babci, z moim milionem kuzynów, śpiąc ściśnięta na dwuosobowym łóżku, które wydawało mi się, pomieściło chyba z tysiąc. No więc tak - zgubiłam się na przejażdżce rowerem po jakiejś okolicznej wiosce (która była wioską opuszczoną, nawiedzoną, poniemiecką i obleciał mnie taki strach, że zapieprzałam rowerkiem bez przerzutek jakieś 10 na godzinę, nie kłamię!), zdarłam kolana na rolkach, wykupiłam połowę zapasu lakieru do paznokci w jakimś tanim sklepiku, grałam w Osadników z Catanu, sympatyczną gierkę, bardzo, bardzo, poza tym popsułam telefon, nie czytałam książek, zgubiłam górę od bikini w jeziorze (gdyby to było morze to jeszcze pół biedy), jadłam tony babcinego żarełka i ani trochę się nie opaliłam. Kompletny dziecior? Spoko. Uwielbiam takie wakacje. Kilkanaście kilometrów od domu. 
Jutro chyba pójdę do salonu T-mobile po jakiś nowy telefonik. HTC mi się podoba. Z tatusiem, jestem mało wiarygodna jako klient biznesowy. 
I jeszcze muszę zaliczyć Harrego Pottera!
Co do dalszych wakacyjnych planów, zaczęłam pakować się w Bieszczady, ale pogoda totalnie powinna dostać wpierdol.

15 czerwca 2011

hey summer

Wytrzymałam w liceum 10 miesięcy. Nie było ciężko. Rozwijałam się twórczo jako leń. Paska nie mam, a mogłabym, trochę źle się teraz z tym czuję. Jest piętnasty czerwca, wywaliłam fizykę i matematykę od szafy, nie mam zamiaru do niej zajrzeć przez całe dwa miesiące. Do szkoły już chyba w tym roku też nie trafię. 
Pozostaje mi modlić się i niezmiernie kochać moich rodziców, aby udzielili mi błogosławieństwa i pozwolili mi szaleć na plaży na Rodos.

7 czerwca 2011

true story

1. Height?
    not a model being, though fashion addicted
2. Shoe size?
    so damn sexy feet in louboutin's thirty eight
3. Sexual orientation?
    straight
4. Do you smoke?
    nope
5. Do you drink?
    not gonna tell the truth
6. Do you take drugs?
    life is going crazy
7. Age you get mistaken for?
    sixteen
8. Do you have tattoos? 
    no
9. Do you want any tattoos?
    no
10. Do you have any piercings?
      yes
11. Do you want any piercings?
      no more
12. Best friend?
      johnny
13. Relationship status?
      in a relationship. shit, that's kinda complicated
14. A turn on?
      him
15. An embarrassing story?
      that's embarassing
16. Favorite movie?
      russel's crowe fan
17. I’ll love you if…
      you breathe me
18. Someone you miss?
      my lover i haven't seen for a week
19. Most traumatic experience?
      my gone grandpa
20. A fact about your personality?
     my heart is getting smaller

5 czerwca 2011

big wishes


Beznadziejnie szukam inspiracji i nie mogę ich znaleźć. Za dwie godziny moje zdjęcia życia. Podpisałam kontrakt. Zaczynam obawiać się każdych kolejnych publikacji. To zabiera mi za dużo mnie. Zaczynam oddychać komercją. Tak, tym razem się boję.
Wyczyściłam obiektywy, znalazłam grip, kupiłam kilogram kodakowskiej kliszy i filmu sześć na sześć, i schowałam je w szafie. 
A przez to wszystko pewnie jutro dostanę pałę z matmy. Oh, wakacje, przyjdźcie już i natchnijcie mnie mocą, którą kiedyś kochałam.
Ok, jednak cieszę się niemiłosiernie. Nawet tego, że zostałam gwiazdką photobloga. 

4 czerwca 2011

feel the night air flowing through me

Jestem taka trzeźwa, ostatnio źle żyję z ludźmi, uwielbiam nocne powietrze. Już niczego się nie boję. Uważam, że miłość to zero względne. Unoszę się w powietrzu. A może to ta próżnia, której przecież wcale nie ma. Jarają mnie wystające kości. Moje włosy są wesołe, tak mi się wydaje - rozmnażają się jak stułbie. Mój chłopiec mówi do mnie słodkie rzeczy, a ja mam wyrzuty sumienia. Okej, nie mam ich, bo tak naprawdę nie wiem co to jest. Codziennie ubywają mi kilogramy duszy. Jakoś tak wszystko się toczy, mimo naszych zapewnień, milionów obietnic, ciepłych słów. Czasami zaczynam drżeć, gdy czuję jego ciepły oddech na moim karku. Myślę. Nie wiem kim on jest. Nie wiem kim ja jestem.
Chciałabym przewidzieć jutro, przytulić je, a potem słodko je wypuścić. Poczuć jak jego mgiełka mnie otula i szybko znika. Zniszczyć je.