30 grudnia 2011

true story


Ok, jestem zarozumiała. Jestem piekielnie inteligentna. Może inni też są, ale ja jestem bardziej. Nie da się mnie tak po prostu okłamać. Trzeba wspiąć się na wyższe wyżyny ściemniania. Ale na razie nie nam nikogo, kto potrafiłby kłamać tak pięknie jak ja.
Jestem dziś bardzo zła. Nie wiem jak to jest mieć prawdziwych przyjaciół. Nie znam świata.
http://www.youtube.com/watch?v=yWgZbEpSk8U&feature=related

26 grudnia 2011

really not cute


Te święta miały być dobre. Wcale dobre nie są. 
Nie wiem czy to nie zabrzmi dość groteskowo, ale czułam, że coś się posypie. Nie mogło być tak lajtowo. W noc przed wigilią obudziłam się z płaczem. Śniło mi się, że miałam krzywe zęby. Moje zęby oczywiście były okej, bielutkie i prościutkie, ale jakoś tak mnie to poruszyło o tej czwartej nad ranem. Próżność, próżność. Coś mnie tknęło, żeby sprawdzić to w senniku, bo tak mi się wydawało, że to nie jest dobry znak i w ogóle to rzadko pamiętam, co mi się śni, albo śnią mi się takie rzeczy, których wolałabym nikomu nie opowiadać. Nie żebym wierzyła w takie bzdury. Oups, ale coś się sprawdziło. Damn it.
Wiecie, ja ogólnie jestem bardzo ugodową osobą, chociaż często głośno mówię, to co myślę. Nie mam wrogów, ani nic takiego. Ale teraz wywinę komuś ostry numer. Nikt, kto burzy szczęście i spokój mojej rodziny, nie będzie spał spokojnie. I teraz naprawdę zdecydowałam się na jakie studia będę zdawać.
Ten post brzmiałby inaczej, gdyby był pisany wczoraj, ale nikt jeszcze nie opracował aplikacji na Andoida, która umożliwiałaby pisania bloga na Onecie.

23 grudnia 2011

coming chrismas


Jest już choinka, więc ja zaraz będę robić serduszkowy bokeh, jak co roku. Bo nie umiem wyciąć renifera. No więc 50mm w ruch i bawię się bawię się bawię się omomomomnom.
Mała relacja z mojej próbnej maturki z rozszerzonej matemy, jak będzie sześćdziesiąt procent to zacznę całować moje własne osobiste odbicie w lustrze, a jak będzie siedemdziesiąt to jak normalnie zacznę ćwiczyć jogę, żeby lizać swoje stopy. What the fuck was that. "Podaj jaki jest pierwszy i czwarty wyraz ciągu, skoro suma ich kwadratów jest najmniejsza", a ja sobie kwadrat sumy liczę. Hihihi. Fucking idiot. Ale to sześćdziesiąt to ja myślę, że to taki minimalny pewniak, no. Co ja odpierdalam na tym mat-fizie w ogóle. Jestem takim strasznie wielkim leniem. Szkoda, że nic nie od tego nie boli. Kurczę, a ja się do nowego roku mam zdecydować na studia. Tydzień. Półtora roku do matury. Hmmm. Hmmmmmmmmm.
Ale żeby było słodki, mój brat zamknął się w łazience i pakuje dla mnie prezent! <3
To będą dobre święta.

15 grudnia 2011

mmmmmmmmmmm


Czasami chciałabym napisać coś tak ważnego, przejmująco, ale po prostu się nie da. Ja taka nie jestem. Patetyczna. Ja lubię starego rocka. Lubię gitary i fortepiany, skrzypce. Zdaje mi się, że za czymś tęsknię, ale kompletnie nie wiem co się dzieje. Nie będę już słuchać tylu ballad. Chciałabym być artystką, a nie tylko kochać sztukę.
Ale teraz coś na prawdę. Świat jest pojebany. Uważam, że geje są uroczy. Jestem gotowa w ekstremalnych warunkach zostać lesbijką. Lubię nosić wąskie dżinsy. Jarają mnie wystające kości biodrowe. I żebra. Moje żebra już są tak wystające, że mój chłopiec nie wie czy całować je czy moje piersi. To nie jest chore. To jest nasze. Nie lubię piwa, piwo śmierdzi. Jestem bardzo cyniczna i bardzo dużo kłamię. Gubię różne rzeczy. Jestem totalnie bez hajsu. Trochę mi się wydaje, że mój intelekt sobie powoli obumiera. Nie cierpię matematyki. Intensywnie myślę o mojej rozszerzonej maturce.

4 grudnia 2011

i'm good, i'm gone


Jest niedziela. Jak zwykle nic mi się nie chce, a miałam taki ambitny plan zrobić wszystkie zadania z matmy. A zamiast tego siedzę w netku i słucham sobie Massive Attack. Aha, no i frustruję się cenami telefonów w t-mobile i play. hmmmm. 
Hmmm. Hmmm.
Próbna maturka za dwa tygodnie. Hmmm.
Chcę znowu chodzić po podstawówki, naprawdę. Miałam Motorolę V295 i byłam największą szpanerką w klasie. I się nic nie trzeba było uczyć. I mnie wszysycy nauczyciele lubili. I nie było facebooka.

28 listopada 2011

podkreśl właściwe


Czy miłość do jednej osoby może wchłaniać całą miłość, którą darzymy swoich bliskich?
Tak. 
Nie.
Nie wiem.
Czy cała miłość do tworzenia może po prostu zniknąć? 
Czy powinno się robić to, co się kocha, czy robić to, co przynosi zyski?
Czy powinno się być inteligentnym czy uczuciowym?
Czy wstyd i lęk to to samo?
Pytania szczegółowe: 
Jak zacząć kochać?
Jak skończyć kochać?
Co takiego jest w tym kochaniu, że tak bardzo chciałabym to poznać? (pytanie podchwytliwe, być może ja już to robię)
I co powinno się zrobić, gdy się wie, że to coś jest bardzo złe, ale nie potrafi się przestać?
Jestem zgubiona i wcale nie zakochana. I mało obiektywna. Optymalna.

25 listopada 2011

magnetic

cały miesiąc bez wpisu na blożka? o nie, tak nie może być.
a więc wszystko sobie leci niesłychanie prosto, niesłychanie gładko, gubię różne ulubione przedmioty, takie jak chusty i kolczyki etc. nie uczę się na fizykę i na matematykę, nie czytam lektur, nie czytam jakichkolwiek książek, zdjęć robię mało, siedzę dużo na fejsie, lubię jeść galaretki w cukrze i słuchać frenic - punish me, moja ulubiona piosenka w tym tygodniu. cierpię na chroniczny brak nowych ubrań. gardło mnie nie boli. nie podobają mi się kolory, na które maluję paznokcie. nie potrafię się uczyć. chcę być dobra, ale nie wiem jak. zalegam ze zdjęciami testowymi. boli mnie brzuch. kocham niemiecki. kocham colę. cola jest dobra. kocham dobry tiphopowy bit. kocham granatowy atrament, pachnące włosy, herbatę earl grey, cyrtynę, czarne dźinsy, suche gałęzie i zapach stresu.
ok, jestem pijana. 
to był dobry dzień.

28 października 2011

nieobecności zielone


wenn nichts mehr geht werd ich ein engel sein für dich allein
liście są 
coraz bardziej żółte
pomarańczowe
czerwone
hej, tu ja, dawno nie pisałam na blożku i tęskno mi trochę. ciągle liczę zadania z matematyki fizyki chemii fizyki matematyki. mam bardzo brzydkie oceny i popsuty telefon. i nie mogę czytać sobe na lekcjach harrego pottera. 
a dziś jest piątek, rozpoczął się długi weekend, a ja będę się uczyć, kurwa. gotować starą kliszę, zużywać nową, może jutro, pojutrze, za kilka dni. 
nieee, ja już wiem co dzisiaj będę robić. będę PISAĆ. moje chore myśli z mojej chorej głowy, w której nie ma nic/jest o wiele zbyt wiele.

10 października 2011

hmmmmmmmm


Pierwszy prawdziwie jesienny dzień. Tęskniłam za tobą, jesieni. Jest zimno. Pada deszcz. Marzną mi dłonie i stopy. Mam czerwone policzki, kręcą mi się włosy od wilgoci. W domu jest ciepło. Po raz pierwszy pali się w kominku. Uwielbiam ten dzień. 
Mój tata robi obiad. Zapach pomidorowego sosu rozchodzi się po całym domu.
Ale żeby nie było zbyt ckliwie, uciekłam dzisiaj z dwóch ostatnich lekcji, zabrakło mi pół punktu do maximum na sprawdzianie z angielskiego i dostałam także piękne trzy z pracy klasowej z matematyki. Zaraz wypływam na angla, żeby coś sobie nowego przyswoić i jutro mam sprawdzian z fizyki, z którego umiem totalnie nic. Nic. Zero. A muszę dostać minimum cztery. Kurde.

4 października 2011

eis


"Nikt nie umiera bez utraty dziewictwa... Życie pierdoli nas wszystkich" Kurt Cobain
Życie? Oby.
Ciekawe co by było gdyby zebrało mi się na takie zwierzenia na sprawdzianie z religii, pod pytaniem o swoje ulubione motto. Ciekawie by było.
A na serio? Brakuje mi tego bloga. I ffth. I pisania. Ale piszę, sprawdzian z matmy, jutro. Nie chce mi się. Tata każe mi robić trening interwałowy. A dzisiaj na zawodach musiałam, na starcie, na oczach wszystkich wymienić się koszulką i usłyszeć oooohhh. 
Ja pierdzielę.
Może jutro?

25 września 2011

stresix mam

Zaćpałam się lakierem do paznokci i teraz mam stresa. Nie wiem przed czym. Ale jestem strasznie zdenerwowana. What is wrong? Nie wiem. Pojutrze mam sprawdzian z fizyki, z której nawet mi dobrze idzie, ale jakoś ciężko mi się robi te zadania z ruchu w dwóch wymiarach. Pojutrze czeka mnie też bieganko na wuefie, a ja mam mega stresora, bo zrezygnowałam z biegania w kadrze, bo mi się nie chciało i nie mogę się teraz zbłaźnić; jednakże kondycję mam zerową. Ale ma padać.  Jutro prawdopodobnie wyskoczy jakaś kartkówka z matmy, ale lajtowo, bo materiał jest prosty. Ah, kartkówka z biologii, ale pani profesor z pewnością zapomni i to przecież tylko jeden temat z genetyki. Jak dostanę buta z tej fizy to sobie poprawię przecież. Będzie mi smutno, bo chcę wyjść na koniec semestru przynajmniej na dobrą czwórę, a to dość duże wyzwanie przy mojej tendencji do obiboczenia się i bujania w chmurach. No ale trudno. W domu dobrze. Grzeczna jestem. 
Aaaaa, serducho mi łomocze.
Johnny poleciał dzisiaj do Budapesztu. 
K*, a jak się samolot rozbił?
:(

9 września 2011

Je t'enculerai comme le diable


Moja głowa płonie, myśli topią się od nadmiaru wspomnień. Jesteś moim prywatnym cudem. Chociaż nie istniejesz. A może tak. Przecież cię dotykam. Słyszę strzały. Nie, to nie strzały, to grzmoty w sercu i krwawiące rany. Nie założę dziś wielu warstw, krótko po zachodzie sprawisz, że będę naga, rozbierzesz mnie z chorych emocji. Będziemy jeść tosty z pomidorowym nasieniem.
Jestem pięknym kłamcą, jestem mistrzem. Ślicznie gryzę. Wyłączyłam się już na dźwięki.
- I love you.
- Cool, I love food too!

6 września 2011

it creeps


JESTEM GEJEM.
A Massive Attack to mój chłopak.
You know what do I mean.
Pierwszy tegoroczny maraton z zadankami z matematyki? Hmm. Nie. Photoshopik hello i seansik ze zdjęciami testowymi. Friday, friday. Oh, tuesday.

3 września 2011

tweet

Poryczałam się na Królu Lwie. Po raz kolejny. Beksa ze mnie.

2 września 2011

school dear school


Kocham niemiecki, uwielbiam mówić w tym języku, uczyć się go, bawić się w weekendowe tripy za zachodnią granicę, ale przysięgam, zajęć w tym roku nie zniosę. Moje ostatnie i pierwsze lekcje, przepadam, do widzenia. Czy ja piszę doktorat z gramatyki, przepraszam? Nauczyciele po studiach, spełniajcie swoje ambicje w przedszkolach!
A tak weekendowo, po kilku lajtowych godzinach, czekam sobie na pierwsze tegoroczne lekcje fizyki i matematyki, co by nie było zbyt nudno w tej szkole. Hej, maturko. Można by w tym roku na coś się wreszcie zdecydować, hmm. Trzy czy cztery rozszerzonka? A tak w ogóle to dzisiaj zdarzyła mi się przemiła rozmowa z panią z sekretariatu! So shocked! 
Mózg mi jeszcze wolno myśli, jestem totalnie rozkojarzona i chyba muszę pozbierać trochę śmieciowych informacji z internetu.

1 września 2011

damn it


Szkoła, szkoły, szkole, szkołę, szkołą, szkoło. 
O matko, nie chcę o tym myśleć. Ale z drugiej strony to trochę nawet mi się chce uczyć.
Zum Geburtstag viel Glück! Zum Geburtstag viel Glück! Zum Geburtstag lieber Tommy! Zum Geburtstag viel Glück!

22 sierpnia 2011

happy oh dear

Pojutrze są moje urodziny. Boję się. Nie lubię mieć urodzin, chociaż jestem jeszcze ze mnie dzieciak. Wstaję rano, a przy łóżku czekają na mnie prezenty, których wcale nie chciałam. Albo jakaś kasa. A ja nienawidzę dostawać pieniędzy. Potem zostaję wyściskana przez mamusię i tatusia. Żenada. Na co dzień mój ojciec pyta się mnie ile mam lat. "No tak, moja córka teraz do liceum". Teraz było rok temu. Okej. Potem do pracy. Ah tak, w tym roku obudzę się jednak sama, chyba, że mama obdaruje mnie kawowym buziakiem o szóstej rano. Po południu przyjdzie ciocia i kuzyn, zadzwoni babcia. Nawet lubię, gdy przychodzą. Na moje urodziny, w które jemy tort z cukierni. Gdy byłam mała, mama zawsze piekła kolorowe ciasto ze świeczkami. 
Lubię też czekać na telefon od babci. Znaczy się, nie czekam na niego, ale moja babcia zawsze do mnie dzwoni. Czasami nawet przyjedzie. Jest taka ciepła. Czasami mama przypomina mi, że babci może kiedyś zabraknąć. Ryczeć mi się wtedy chce. Mam jeszcze jedną babcię, ale ona się nie liczy, bo nigdy nie pamięta kiedy mam urodziny albo imieniny. Za to, kiedy obchodzi je mój brat wie idealnie. Nie żebym była zazdrosna czy coś, ale czasami po prostu mi przykro. Eh...
Przez cały dzień będę musiała siedzieć w sukience, bo to tak cieszy mamę no i przecież dzisiaj moje święto. Będę musiała posprzątać mój burdel. Wszystko na pokaz. Przecież to mój dzień, nie mogę go świętować gnijąc w łóżko, cholera? 
Tysiąc życzeń na Facebooku. Znajomi zawsze chcą mnie wyciągnąć do jakiegoś klubu. Albo liczą na to, że ich gdzieś zaproszę. W tym roku się nie dam. Kiedyś robiłam imprezy w ogrodzie dla porno wróżek. Ale ja już nie lubię ludzi tak jak kiedyś. 
Co roku mam urodziny w lato, osiem dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, co roku jest piękna pogoda. W tym roku może będzie padać. Nie mogę mieć psa, ale kupię sobie chomika. Jadę nad morze. Kurde, ale gorąco. Co jest z tym światem? Nie może być normalnie w moje ostatnie dwa dni bycia szesnastolatką? Pusto w tym domu... Jak codziennie.

19 sierpnia 2011

plastik


Zrobić z tego twittera?
A tak w ogole to rzygam internetem, zabrali mi całą radość z fotografowania. jestem martwym egzemplarzem na fotoblogu. nie stać mnie na hasselbalda h4d-60, to prawda. ja nawet nie mam obiektywów z autofokusem, oprócz lekkiego kitu. szkoda mi siana, ja kocham ciężkie heliosy z brudnymi szkłami. kocham owijać się zużytą kliszą, gotować ją w starym garnku i gwałcić ją w ostrej chemii. lubię też bawić się w fotoszopa ołówkami, mieć dużo czasu, nie bawić się w zlecenia. give me hands, give me eyes, give me fifty mm.
czy pogoda naprawdę wpływa na stan duszy? kocham cię, nieustający deszczu o zachodzie słońca. 
muszę nakarmić szczura. to naprawdę ciekawy przyjaciel.
hehehe, zbliżają się moje urodzimy, mama obiecała mi tarzanie się w ciuchach z zary, zaiste święto. schowam się w szafie czy coś. zboczeniec modowy?
szczur zdycha z głodu. a to nawet nie mój szczur. 

13 sierpnia 2011

lovely shutter


Szukam inspiracji. Beznadziejnie, jest ich tak dużo. Ale moja głowa buzuje od samego nawału moich własnych historii. Wracam do gry. Aparat w dłoń. Muszę dalej poszerzać swój warsztat. Przecież to jedyna rzecz, którą tak naprawdę kocham. Jak mogłam tak sobie odpuścić. 
Będę dalej szukać sztuki. Jutro fashion o zachodzie słońca. Mam nadzieję, że uda się połączyć to z nutką ekspresji. Po cichu liczę na jakieś dobre zlecenie. I na wymianę puszki, ale najpierw muszę się wykazać.
A tak poza tym to kończą się wakacje, czytam książki tak mądre, że ich nie rozumiem, mam obsesję na punkcie ciuchów, znowu pokochałam sportową pływalnię, pada deszcz i jakoś tak... zrobiło się cicho...

7 sierpnia 2011

:)

Pada deszcz, nic nowego, ale kurde, co jest z tym latem w ogóle. Na dworze jak zwykle ponuro, ale ja jestem kolorowa, bo noszę zwiewne sukienki, które nadawały by się gdzieś do noszenia w jakiś śródziemnomorskich klimatach, a nie w Polsce. Mam pomalowane paznokcie, każdy na inny kolor i tatuaże z henny na plecach, haha. W słuchawkach Lykke Li, jest impreza. A tak nawiasem to wczoraj na zakupach wyhaczyłam jadowite zielone pióro Parkera za dychę, jaram się i piszę sobie piękne rzeczy, takie jak te, ze jutro wbija do mnie Olsi i będzie balanga przez cały tydzień i we wtorek jest wielka nocka filmowa u mnie w salonie i zbiera się cały mój milion kuzynów! O matko, jak ja się cieszę, że ich mam! Najlepsza zabawa jest zawsze z nimi, a nie z jakimiś tam przyjaciółmi na tydzień. A tak naprawdę tym razem będzie nas tylko sześciu, bo reszta smaży się na plaży w jakimś europejskim kurorcie. Będzie epicko, już to czuję ;).
Znacie jakieś dobre horrory?

1 sierpnia 2011

li lykke li


Uwielbiam Lykke Li! Kocham ją! Może głosowo to nie jest jakieś cudo. Ale to jest sama poezja w indie popie. Niech się schowa jakieś tam Coldplay. Ja oddam wszystko, no prawie wszytsko, jednakże bardzo wiele, żeby znaleźć się na jej koncercie. Naprawdę, nigdy nie zależało mi, aby zobaczyć na żywo jakiegoś artystę, nawet Gagę czy Jacksona. Ale teraz. Ohh.. ciekawe jak Lykke potrafi czarować muzyką na scenie. 
Wounded Rythmes pozostanie jednym z moich ulubionych albumów na zawsze. Kurczę, dlaczego nikt wcześniej nie wymyślił jak idealnie przejść z jednego utworu do drugiego, jak w I follow rivers do Love out of lust. A Silent my song... Rozpływam się normalnie ;).
Nie mogę wyjść z podziwu. Nie potrafię się uwolnić od tej muzyki. Niech się schowa jakaś Katy Perry czy nawet Adele. Wszystkie emocje w jednej nucie.
Co do tych koncertów to jednak przypomniało mi się, że więcej bym dała za bilet na Massive Attack, ale no cóż... To klasyka mojego ulubionego gatunku.
Jest sierpień, było słońce, ale już się schowało. Hmm... chyba urodziny mam niedługo.

31 lipca 2011

honej


Hej, może założę sobie słodkiego bloczka na blogspocie i zostanę drugą Honey? Kusząca ta perspektywa, ale jednak nie, nie chce mi się. Kurde, ja się nawet boję odkrywać siebie na facebooku. Co dopiero dodawać zdjęcia swojej cipki. Ciuchy to ja nawet mam fajne, dużo h&m'u i zary, moja sporotwa szafa pełna adidasów, nike i reeboków, byłby lansiq, c'nie. I tak tego nie noszę. Śpiewać mi się nie chce, playbackiem bym zaszalała. Albo nie, będę taka jak Kenza! Ehhh... ale nie lecę na wakacje do ciepłych krajów co miesiąc i nie jestem z Maroka. Kurde, jestem z Polski i się uczę w liceum. Hmm... czy ta Kenza nie studiuje? Nie ma czasu, cały czas pisze bloga, przecież to jest zrozumiałe...
Ale co ja pieprzę, teraz mój blożek. Za oknem jest jakaś paskudna jesień, żyć się nie chce... Pisać trochę też. Dzisiaj nie będzie już wielkich myśli, będzie moje życie, zabawnie. No więc wstałam trochę przed piętnastą, bo obudził mnie telefon. Potem poszłam do kościoła. To było takie budujące, od razu poczułam się wartościowszym człowiekiem! WINGS UP! Nie poddawajcie się nigdy i dążcie do swoich marzeń! Gdy wróciłam do domu to poszłam zrobić kupę i napisałam esemesa do mojego M.  Potem poszłam na zakupy do H&M, bo jest wyprzedaż i się okupiłam w workowate ciuchy, bo ja zarabiam więcej niż moi rodzice. Teraz pakuję się, bo mam rano pociąg do Mielna, jadę na melanż! Love yall!
O kurwa, naprawdę. Jak można pisać takie coś. Niestety nie mam czasu na pisanie słodkiego bloga, bo mam zamiar zostać inżynierem, a nie słodką gwiazdeczką. Nie nadaję się, nie uwielbiam Warszawy, ja z Poznania jestem. I nawet nie lubię muzyki komercyjnej, nie chyba że ktoś ma niezły głos. Honey go nie ma. Honey ma takich fanów, którzy nawet nie potrafią wypowiedzieć jej pseudonimu :).

27 lipca 2011

alfabet

jaram się zdjęciami w vogue, jaram się męskimi perfumami, deszczem, który jest wszędzie, chmurami, muzyką the pretty reckless i brucem spreengstem, pieprzę na wszystko, chodzę w trampkach po moim mieście, maluję wargi czerwoną szminką, noszę rozpuszczone włosy, wącham alkohol, chociaż go nie piję, jestem zajebistą singielką i uwielbiam wszystkich chłopców, mam rozchylone wargi, łączę nasze skóry, nasze umysły, uwielbiam dżins i koronkową bieliznę, obiektywy pachną pomarańczami i czekoladą, mdły jest dziś ten zapach, jestem taka szalona, wulgarna i źle wyostrzona, zapomniałam jak się nazywam, kim jestem, szumi mi w głowie, jestem chujowo szczęśliwa, trochę smutna, nie potrafię nazywać emocji,je życie osobiste już dawno wygasło, nie chcę nikogo kochać, wszystkiego się boję, chciałabym mieć chomika, przemalowuję swój pokój, wącham wodę, dotykam powietrze, rozdwajają mi się włosy, rozdwajają mi się paznokcie, rozdwaja mi się jaźń, moje wielkie ego. jestem taka sama pośród wszystkich ludzi, którzy mnie dotykają.
dzisiaj odpowiadam brzydkimi słowami.

23 lipca 2011

poland sweet poland

Moja mama często powtarza "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Myślę, że ma to coś wspólnego z moim zachwytem nad Berlinem i częstymi wypadami za zachodnią granicę (ale ludzie, ja tam mam po prostu blisko, chociaż byłoby jeszcze bliżej i szybciej, gdyby warszawiacy przestali blokować projekt autostrady z Poznania do Berlina! Wylotówka z Wawy na Łódź to po prostu masakra, zazdroszczą nam, poznaniakom, tej mini autostradki). Tak więc mały, tygodniowy trip do Warszawki. Przyznaję, że tym razem w pełni poświęciłam się zwiedzaniu, a nie dryfowaniu po miejscach typowo rozrywkowych :). Tym razem Warszawa zupełnie mnie oczarowała. Nawet Poznań wydał mi się jakiś taki zwyczajny. Ale Poznań, jest mój, codzienny, a ta cała stolica... inna. Nawet ładna. Dziur w drogach nie mają, skubańcy. 
Kolejny tydzień miał być spędzony po prasku, ale jeszcze myślę. Zbyt spontanicznie ostatnio mi się żyje. Na razie chce mi się uczyć. To śmieszne, ale naprawdę chcę coś zrobić. Ciągle myślę nad studiami i coraz bardziej przekonuję się, że moi rodzice jednak mieli rację... Może jeszcze dostanę się jakimś cudem na tę medycynę. Od września biologiczna mobilizacja sił. 
To takie fizycznie sprawy. A duchowo... jest dziwnie. Namieszałam. Dużo tęsknię. Napiszę o później. Może. Kiedyś pisałam takie poetyckie posty, kurde. A teraz, jak na moim pierwszym blogasku, kiedy miałam 10 lat. 
Ale odnalazłam moją ukochaną piosenkę w przedszkola/podstawówki. Samanta Mumba i Gotta tell you, proszę państwa!

17 lipca 2011

wakacje ciąg dalszy


Minął kolejny tydzień wakacji. Ten spędziłam w małym miasteczku, u babci, z moim milionem kuzynów, śpiąc ściśnięta na dwuosobowym łóżku, które wydawało mi się, pomieściło chyba z tysiąc. No więc tak - zgubiłam się na przejażdżce rowerem po jakiejś okolicznej wiosce (która była wioską opuszczoną, nawiedzoną, poniemiecką i obleciał mnie taki strach, że zapieprzałam rowerkiem bez przerzutek jakieś 10 na godzinę, nie kłamię!), zdarłam kolana na rolkach, wykupiłam połowę zapasu lakieru do paznokci w jakimś tanim sklepiku, grałam w Osadników z Catanu, sympatyczną gierkę, bardzo, bardzo, poza tym popsułam telefon, nie czytałam książek, zgubiłam górę od bikini w jeziorze (gdyby to było morze to jeszcze pół biedy), jadłam tony babcinego żarełka i ani trochę się nie opaliłam. Kompletny dziecior? Spoko. Uwielbiam takie wakacje. Kilkanaście kilometrów od domu. 
Jutro chyba pójdę do salonu T-mobile po jakiś nowy telefonik. HTC mi się podoba. Z tatusiem, jestem mało wiarygodna jako klient biznesowy. 
I jeszcze muszę zaliczyć Harrego Pottera!
Co do dalszych wakacyjnych planów, zaczęłam pakować się w Bieszczady, ale pogoda totalnie powinna dostać wpierdol.

11 lipca 2011

european


Uwielbiam być w domu na weekend. Nic nie robić i delektować się samotnością we własnym pokoju. Lubię w nim siedzieć sama, bo wtedy nie muszę nic jeść i nikt mnie nie pilnuje. Tylko czasami skoczę sobie do kuchni, aby zmylić przeciwnika. Chociaż weekend już się skończył, wyjeżdżam dopiero jutro. Cieszę się niezmiernie, cudowny tydzień w piasku z najwspanialszymi ludźmi na świecie. Plany wakacyjne chyba uległy zmianom i będę się bujać do września po Polsce i może trochę po środkowo-zachodniej Europce, świeetnie, za duży dziób, za duży dziób, za dużo słów, zgubiony paszport. 
Heey heey, ja mam jeszcze dowodzik osobisty. Wolna Europo, wielkie twe bogactwo kulturowe, skoczę sobie do Grecji, ale bardziej do Egiptu mi się chce. 
Ohh, smutno mi troszkę. Chyba jutro zrobię coś szalonego z Olą, naprawdę.

3 lipca 2011

bye sweet home


Przesłuchałam cały nowy album Brodka. Nie pojechałam na Open'era, więc ukradłam płytę z internetu, przyznaję się. Zresztą sama Brodka pobłogosławiła piratów na TopTrendy. Wreszcie jakaś zajebista muza w tym kurewsko smutnym kraju! 
Nadal zachwycam się Bjork, Archive i Jamiem Woonem. Fajna muza na letnie noce, nawet te deszczowe i zimne. Co się dzieje z tym światem, listopad w lipcu. Do Grecji chcę!
Jutro wio i zaczyna się impreza. Zaczynamy od berlińskich nocy, lecimy jeszcze bardziej na zachód, cofamy się, przystanek na śródziemnomorskiej/jońskiej (sama nie wiem) plaży, potem słowiańska biba po ukraińsku. Do zobaczenia w sierpniu. A może złapię u jakiegoś szejka darmowego neta.

1 lipca 2011

teens + teens

Dzisiaj był fajny dzień. Taki zamulasty. Nic nie robię w te wakacje. Jutro na jakieś zdjęcia wyruszam z modelkami z agencji hook. Mam nadzieję, że to jakieś sensowne modeleczki będą... 
Jutro także wieczorem wielka biba. Będę musiała wyglądać jakoś trzeźwo i przyjść dość wcześnie, bo tata będzie w domu. Cieszę się niezmiernie, bo zobaczę te moje kochane mordeczki z podstawówki. Stęskniłam się za nimi. Nawrzuca im trochę bajerów z mojego sucharskiego życia, niech zobaczą jaka jestem super i zaczną żałować, ze tak rzadko na siebie wpadamy. Nie potrafię się spotkać z ludźmi inaczej niż na jakiejś imprezie u mojego byłego/obecnego/przyszłego chłopaka. To dziwne. 
Wieczorem nogi jakoś tak same zaprowadziły mnie nad Wartę. Usiadłam sobie na promenadzie i słuchałam muzyczki, tak długo, aż ipod mi nie padł. Poszłam dalej i spotkałam chłopaków z mojej dzielnicy. Nie znałam ich, ale czułam się jakoś samotnie, przedstawiłam się, znali mnie, usiadłam między nimi. Palili faje. Nie chciałam, brzydzę się nimi, ale bezmyślnie się nimi zaciągałam. Niezły kolor ma ten dymek... Jak przyszłam do chaty to tak ode mnie brzydko pachniało. Jebało papierosami po prostu, nie lubię takich określeń, ale no cóż... Śmierdziałam. Na szczęście nie musiałam się nikomu tłumaczyć, bo na nikogo nie wpadłam w domu. Wywaliłam moją nową koszulkę z zary na śmietnik. Zła byłam okropnie. No i jaki sens jest poznawać nowych ludzi, skoro człowiek po prostu od nich śmierdzi? 
Chyba zakochać bym się chciała.

far too weak

totalnie przeszła mi ochota na dryfowanie na rodos.
coś złego się dzieje.
pada deszcz i jest zimno. podoba mi się

30 czerwca 2011

ffth


O ja pierdolę. Mam całe opowiadanie Tokio Hotel, Berlin i ja. A zaraz będę mieć Ganzer Toma!!!
kocham ffth, od kiedy miałam jedenaście lat. oj kocham kocham kocham. 
zaraz wlot plików na telefoniq i oooh. jakie piękne są wakacyjne lektury.
jami jami jami

29 czerwca 2011

facebook likes


Policzyłam ile na tym blogu jest opublikowanych postów. Jest 129. Jestem przerażona, ale jednocześnie trochę dumna. W niecałe trzy lata. Jak cudownie jest być całkowicie anonimowym.
Jest kolejny dzień wakacji. Nie licząc weekendów, czwarty. Nie mogę się zorganizować. Bardzo chcę wrócić do biegania, ale brakuje mi siły. Brakuje mi siły, żeby rano wstać! To takie śmieszne. Ale, kurde, takie prawdziwe. Kiedyś byłam taka szybka, byłam taka szczęśliwa. Nawet cieszyłam się na bieganie w małej kadrze. A teraz co. Nawet nie potrafię zawalczyć o coś, co kocham i co naprawdę potrafię. Jestem taka słaba. 
Jutro wyciągnę moje nike do biegania. Jutro.
Jestem po lekturze "Kolekcjonera" Johna Fowlesa. Długo wczoraj nie mogłam usnąć. 
Nadal słucham dużo muzyki. Nawet nie chce mi się szukać nowych artystów, rozkoszuję się surowym ambientem i trip-hopem, a najbardziej kocham Massive Attack. Są na czele mojej biblioteki na last.fm, za nimi duża przepaść. Nie wiem dlaczego tak ich lubię, ale oni w jakiś dziwny sposób działają na moją duszę, głowę, a może nie, może wcale tego nie mam, ale moje płuca się rozszerzają na sam pojedynczy bit. Mistyczna fantazja. To jest myślowy orgazm. 
A żeby było zabawniej, to od szóstej klasy lubię Tokio Hotel, to jest jedyny zespół, którego jestem fanką, a przed nikim się nie przyznam. Lubię tylko kilka ich piosenek, których skrycie słucham, ale najbardziej zachwycam się ich gitarzystą. Tym stworzonym przez ffth. I trochę przeze mnie. Patrząc na mnie, nigdy byś się nie domyślił, że lubię niemiecką muzykę. Bo nie lubię, ale w sumie trochę przez tych zabawnych chłopaczków nauczyłam się mówić w tym języku. Nawet na koncert nie chciałoby mi się iść. Ale lubię ich. No lubię.
Lubię też tego bloga, na którym od ósmego sierpnia dwa tysiące ósmego roku, jest już sto dwadzieścia dziewięć postów.
Teraz jest już sto trzydzieści.

28 czerwca 2011

heat misser


Jest tak beznadziejnie leniwie, że aż źle się z tym czuję. Okradł mnie fatalizm. To jest jeden z tych złych dni. Nie wiem dlaczego, ale postarałam się, żeby dla innych zły nie był. Ugotowałam zupę. 
Mam ochotę wrzeszczeć. Wszystkich, których spotykam mam obowiązek darzyć szacunkiem. Osiągnęłam już najwyższy stopień perfekcji i samokontroli, że nawet mnie to męczy. Brakuje mi ostatnio wyobraźni. Nie mogę dotrzeć do najgłębszych granic. 
Brakuje mi deszczu, niekończącego się deszczu, równego, takiego, który zabija kolory. 
Słucham dużo muzyki. Można powiedzieć, że rozwijam swoje gusta. Są już bardzo szerokie, ale nadal najbardziej kocham trip-hop. To trochę śmieszne, bo moja fascynacja tym stylem zaczęła się zaledwie pół roku temu, wcześniej byłam małą fanką Coldplay i innego alternatywnego usypiacza. Nadal zadziwiam mojego tatę, który pożycza mojego iPoda i razem nucimy sobie Hotel California. Naprawdę czuję się jakbym była gdzieś na wsi, a nie w mieście. Potem przełączam na Björk i Archive i przed oczami przewijają mi się wszystkie momenty, które powinny wydarzyć się w tej chwili. Nie wiem co jest w tych nutach. 
Nie przestaję czytać. Bardzo za tym tęskniłam. Czytam nawet sensowną literaturę, już nauczyłam się, co jest chłamem i co muszę omijać, aby nie zaśmiecać sobie głowy i nie tracić potem czasu na porządkowanie mojego małego chaosu, który zresztą lubię. 
Bolą mnie oczy. 
Naprawdę muszę się stąd już wyrwać. Chyba oszaleję. Wsadziłam mojego mężczyznę w samolot do Sousse, nawet trochę za nim tęsknię. Poszukam paszportu i chyba jutro ucieknę do Berlina, zanim moi przesadnie zorganizowani i w ogóle nie spontaniczni rodzice zdążą mnie zatrzymać na Ławicy.
Naprawdę bardzo tęsknię za ffth.

26 czerwca 2011

26


Jest tak dobrze, że czasami nawiedzają mnie myśli, że ja muszę się już uczyć do matury, bo ja tej rozszerzonej matmy nie zdam. Oczywiście będzie tak, że ja jej nie zdam bez względu ile się będę uczyć(albo nie będę się uczyć wcale, bo od kiedy chodzę do liceum, wyznaję zasadę "miej wyjebane, a będzie ci dane" i nawet całkiem dobrze na tym wychodzę). A więc matury z matmy rozszerzonej nie zdam. Z fizyki to myślę, że jakoś to będzie.
Okej, co ja o tym pierdolę, są wakacje. 
W ramach wakacyjnych przygód to zgubiłam się o trzeciej nad ranem w Poznaniu, w moim mieście, bardzo zabawowo! Oczywiście okazało się, że byłam gdzieś w okolicach Malty i gdy zobaczyłam polibudę to zaczęłam skakać z radości (oczywiście zostałam wrobiona, bo wszyscy inni wiedzieli, gdzie jesteśmy) Ja myślę, że ja + polibuda = przeznaczenie. No i chyba już czas, aby nauczyć się rozkładów jazdy tramwajów, albo zacząć wysiadać tam gdzie się powinno. 
Także ten, wybywam na jakieś wydupajewko z serduszkami, spadaj Poznaniu. Będzie epicko, tylko, że alkoholu nie będzie można pić. 
Jestem grzeczna, grzeczna, grzeczna.
Chce mi się trochę pisać, ale równocześnie chce mi się spać. Oglądam klasyki kina i czytam książki, które czytał mój tata w młodości. Ja ogólnie robię dużo rzeczy takich, jakie kiedyś robił mój tata. Jesteśmy nawet podobni. I słuchamy sobie razem AC/DC. Ale dzisiaj to ja mam fazę na Blue Foundation, IAMX i Prince'a.

22 czerwca 2011

vacations

Jak się czuje uczeń, który najpierw nie chciał pokazać swojego świadectwa rodzicom, a potem dostał opieprz, że nakłamał, bo ma średnią 4.4, a nie 4.5, tak jak powiedział wcześniej? Jak skurwiel. Czyli tak jak ja.
Będąc świadoma, jak bardzo są ze mnie dumni moi rodzice, mam zamiar dzisiaj poświętować chociażby te wakacje. Może zapiję się na śmierć, albo utopię się w jeziorze. No trudno. Witajcie, wakacje.

21 czerwca 2011

why not a tumblr?


Na dwa dni odpuściłam sobie trochę triphopowanie (oprócz IAMX, z nich nie mogę zrezygnować, są cudowni) i utonęłam drżeniu gitarowych strun, jak za dawnych czasów (Radiohead + Foo Fighters + The Pretty Reckless = love for ever). Jest fajnie. Jutro idę sobie po moje śmieszne świadectwo, bez czerwonego paska, typowo matfizowskie, z którego łatwo można się doczytać, że sensem mojego pierwszego roku w liceum były tylko lekcje matematyki i fizyki, na inne nie chciało mi się nauczyć (lub chodzić). Ale i tak lubię tę szkołę. Nawet lubię ją za to, że od półtora roku mam chaos w głowie i nie wiem, co mam robić.
Jest cudownie. Mam czas na buszowanie po bibliotekach i księgarniach, jestem taka stęskniona literatury, chociaż ostatnio nic mnie nie zachwyciło. Uciekłam od tłumów i znajomych i delektuję się słowami. Nawet nie chce mi się fotografować.
Witaj, lato.
Berlin -> Rodos -> Gdańsk -> Lwów -> Hamburg -> Amsterdam
 

17 czerwca 2011

wakacje ciąg dalszy


Minął kolejny tydzień wakacji. Ten spędziłam w małym miasteczku, u babci, z moim milionem kuzynów, śpiąc ściśnięta na dwuosobowym łóżku, które wydawało mi się, pomieściło chyba z tysiąc. No więc tak - zgubiłam się na przejażdżce rowerem po jakiejś okolicznej wiosce (która była wioską opuszczoną, nawiedzoną, poniemiecką i obleciał mnie taki strach, że zapieprzałam rowerkiem bez przerzutek jakieś 10 na godzinę, nie kłamię!), zdarłam kolana na rolkach, wykupiłam połowę zapasu lakieru do paznokci w jakimś tanim sklepiku, grałam w Osadników z Catanu, sympatyczną gierkę, bardzo, bardzo, poza tym popsułam telefon, nie czytałam książek, zgubiłam górę od bikini w jeziorze (gdyby to było morze to jeszcze pół biedy), jadłam tony babcinego żarełka i ani trochę się nie opaliłam. Kompletny dziecior? Spoko. Uwielbiam takie wakacje. Kilkanaście kilometrów od domu. 
Jutro chyba pójdę do salonu T-mobile po jakiś nowy telefonik. HTC mi się podoba. Z tatusiem, jestem mało wiarygodna jako klient biznesowy. 
I jeszcze muszę zaliczyć Harrego Pottera!
Co do dalszych wakacyjnych planów, zaczęłam pakować się w Bieszczady, ale pogoda totalnie powinna dostać wpierdol.

15 czerwca 2011

hey summer

Wytrzymałam w liceum 10 miesięcy. Nie było ciężko. Rozwijałam się twórczo jako leń. Paska nie mam, a mogłabym, trochę źle się teraz z tym czuję. Jest piętnasty czerwca, wywaliłam fizykę i matematykę od szafy, nie mam zamiaru do niej zajrzeć przez całe dwa miesiące. Do szkoły już chyba w tym roku też nie trafię. 
Pozostaje mi modlić się i niezmiernie kochać moich rodziców, aby udzielili mi błogosławieństwa i pozwolili mi szaleć na plaży na Rodos.

7 czerwca 2011

true story

1. Height?
    not a model being, though fashion addicted
2. Shoe size?
    so damn sexy feet in louboutin's thirty eight
3. Sexual orientation?
    straight
4. Do you smoke?
    nope
5. Do you drink?
    not gonna tell the truth
6. Do you take drugs?
    life is going crazy
7. Age you get mistaken for?
    sixteen
8. Do you have tattoos? 
    no
9. Do you want any tattoos?
    no
10. Do you have any piercings?
      yes
11. Do you want any piercings?
      no more
12. Best friend?
      johnny
13. Relationship status?
      in a relationship. shit, that's kinda complicated
14. A turn on?
      him
15. An embarrassing story?
      that's embarassing
16. Favorite movie?
      russel's crowe fan
17. I’ll love you if…
      you breathe me
18. Someone you miss?
      my lover i haven't seen for a week
19. Most traumatic experience?
      my gone grandpa
20. A fact about your personality?
     my heart is getting smaller

5 czerwca 2011

big wishes


Beznadziejnie szukam inspiracji i nie mogę ich znaleźć. Za dwie godziny moje zdjęcia życia. Podpisałam kontrakt. Zaczynam obawiać się każdych kolejnych publikacji. To zabiera mi za dużo mnie. Zaczynam oddychać komercją. Tak, tym razem się boję.
Wyczyściłam obiektywy, znalazłam grip, kupiłam kilogram kodakowskiej kliszy i filmu sześć na sześć, i schowałam je w szafie. 
A przez to wszystko pewnie jutro dostanę pałę z matmy. Oh, wakacje, przyjdźcie już i natchnijcie mnie mocą, którą kiedyś kochałam.
Ok, jednak cieszę się niemiłosiernie. Nawet tego, że zostałam gwiazdką photobloga. 

4 czerwca 2011

feel the night air flowing through me

Jestem taka trzeźwa, ostatnio źle żyję z ludźmi, uwielbiam nocne powietrze. Już niczego się nie boję. Uważam, że miłość to zero względne. Unoszę się w powietrzu. A może to ta próżnia, której przecież wcale nie ma. Jarają mnie wystające kości. Moje włosy są wesołe, tak mi się wydaje - rozmnażają się jak stułbie. Mój chłopiec mówi do mnie słodkie rzeczy, a ja mam wyrzuty sumienia. Okej, nie mam ich, bo tak naprawdę nie wiem co to jest. Codziennie ubywają mi kilogramy duszy. Jakoś tak wszystko się toczy, mimo naszych zapewnień, milionów obietnic, ciepłych słów. Czasami zaczynam drżeć, gdy czuję jego ciepły oddech na moim karku. Myślę. Nie wiem kim on jest. Nie wiem kim ja jestem.
Chciałabym przewidzieć jutro, przytulić je, a potem słodko je wypuścić. Poczuć jak jego mgiełka mnie otula i szybko znika. Zniszczyć je.

18 maja 2011

moliq


n=m/M
Dlaczego ciebie nie ma w karcie wzorów, głupi molu?
Napisałabym coś fajnego, ale mi się nie chce i nie bardzo jest chwilowo nastrój. Mam tróję z fizyki, przez jebanego mola, za przeproszeniem. Mam także tróję z matematyki i pani profesor już mnie nie lubi, czego nie potrafi ukryć. Żeby było ciekawiej, ja jestem na rozszerzeniu. Chodzę do mat-fizu. No i czy to leniwe trzy to mało czy dużo? Oooh, ja pamiętam moje śliczne cztery na semestr.
Wakacji w tym roku nie będzie.

3 maja 2011

you've been what you love


Let's have some fun. Matura is coming. And maybe next step in esol examinations?
btw, it's snowing in MAY!!! (hopefully, not in my place)
I've found very interesting interview in the net. And I still remember what i said and can't get rid of the red colour on my cheeks (oooh so embarassed).

Tell us a little bit about yourself and where you live.
Hi guys, my name is m and i'm sixteen years old. I'm a very blonde teenage gypsy with a camera in my hands and the entrie world at my feet. I'm an up-coming fashion photographer. It's a tough job to choose which moments keep alive forever but i live for it. I can't imagine my live without it and i try to show my artwork to the whole world. Currently, i live in Poland, poz and study in high school, mathematic and physic class.
What are your greatest passions?
I'd say photography, travelling, fashion, music and art in general. 
How did you first get interested in photography and why is it important?
Photography has been always prevalent in my live. My grandfather took pictures, my dad does and that's why did i start. In my house, there were always big cameras, long lenses and the smell of photographical chemistry. I can't remind when my my fascination of it began, i think i was born to be a phototaker. When i was ten maybe, i loved taking pics of nature, macro ones but while i was growing old, it became boring to me and i started to photograph people. I wanted to become a documentary master and i still want to but it's a very hard job. While fashion was taking more and more place in my life, i realised i want to be a fashion photographer. I followed my dreams blindly and i do not regret it. 
What do you love about living in Poland?
Honestly, nothing typical to Poland. I love my family and friends and i'm too young to start living on my own. I wish i could travel more. 
Top 3 places to visit in Poland:
Poznan, the top one city; Cracow to see the old beauty and the Tatras.
Describe your personal style of photographing and its influences / inspiration.
I love playing with light and colours and that's why i'm not technical genius ;). I try to break the schemes. I want to show real portraiure of my models, what they have in their hearts. People think photographing young faces is very dummy thing to show but i don't. My inspirations are mostly music, fashion shows, fashion magazines, books and their own stories and everything what happens all around me.
Favorite photographers?
Tim Walker and Federico Erra, these are those worldwide ones. My personal is my father, who tought me everything. 
The first thing you look at in another person is:
His smile, eyes and clothes (some kind of my fashion deflexion ;).
Tell us someting about your own fashion style. What do you skimp on?
T-shirts, i always buy them low cost because i love having lots of them ;). I also don't buy a lot of accessories.
What do you splurge on?
Designer shoes and blazers!
A fashion rule you never break:
I usually don't wear too much bright and conflicting colours together.
What do you think is the most recent notable trend to appear/reappear, and what are your thoughts on it?
I don't like the trend of wearing bronzes and beiges, my complexion is to fair to look good in them. And i would rather choose well-fitting blouse than a loose one. But i love flower patterns and i'm so happy they came back. 
What is the most underrated item in menswear and womenswear?
Skirts, i think girls should wear them more. Especially those mini ones, globed and colourful.
What is your next "must have" purchase?
I'm looking for raspberry or coral blazer! I saw one in Bershka once but i couldn't find my size (i'm petite ;).
Are there any fashion icons or famous people whose style you admire?
Catwalk models. 
What's on your iPod / bookshelf / DVD player at the moment?
My iPod is full of trip-hop music, Massive Attack, they're geniuses, i love them. EspeciallyLive with me, my favourite song ever. Tricky is my second music hero. There are also some classical tracks, when i hear Chopin, my heart stops. My bookshelf is full of history books (oh school) and my DVD player? Horrors, which i watch with my friends, rather to have fun, not to get scared ;).
What can't you live without?
My camera, my old lenses (russian helioses), my iPod, my Adidas adi hoop mid and people i love ;).
Next place you want to travel to:
I wanna get to Berlin again, as soon as possible and for longer journey my next dream is New Zealand.
In the year 2016 you will be:
22 years old, polytechnic's university student and famous fashion photographer.
What would you say to someone seeking photography advice?
Your expensive camera doesn't mean how much people will admire your pictures.

29 kwietnia 2011

oups


Źle się dzieje. Marty nie było dwa dni w szkole i nie miał mnie kto przypilnować. To wszystko przez tego Johnnego! Zaczęło się od tego, że jakoś nie dotarłam na wuef w czwartek rano. Nooo, da się przeżyć te dwie enki. Ale dziś. Wychodzę z domu, od tyłu napada na mnie Johnny. Masz wolną chatę? No. To otwieraj te drzwi, nie chce mi się opierdalać te trzy godziny na po i religii. Już nigdy nie posłucham Johnnego! Nigdy, nigdy! Ale przynajmniej weekend troszkę się rozciągnął. 7+1.
A tak w ogóle to Kelis to jest taaaka równa babka i ma taaaaki głos!http://www.youtube.com/watch?v=iQSqBG2ji7I

28 kwietnia 2011

maturens


kurwa za dwa lata matura, a ja dzisiaj dostałam dwie tróje z matmy i gdy tak dalej pójdzie to ja nie wiem jak ja napiszę to rozszerzone gówienko, naprawdę nie mam pojęcia, muszę wycisnąć te osiemdziesiąt procent, muszęęęę!!!
politechniko!
oh, witaj cudowny weekendzie majowy, zaczęty ucieczką z wuefu i zaplanowanym nieprzyjściem piątkowym. i witajcie matury, piękne żeście, bo nie moje :) i spanie i jedzenie i fotografowanie. 
btw ile czasu przyzwoicie sie jest jarać, gdy się dostało daily devation i polecane na fotoblożku równocześnie?
myślę o ffth. i robię. i piszę zgodnie z zasadami ortografii. ale słucham za dużo trip-hopu i nudzi mnie indie. coś nie halo.

21 kwietnia 2011

you've been so cute in that one


Love, pain, lust, misery, sorrow, agony, blame. 
Death.
Tears. 
Visions of emerald eyes and white lace, 
ruby lips and cold hands.

16 kwietnia 2011

hey my sweet bloggie

Jakoś tak mnie naszło, żeby wejść sobie na onet-bloga, w zakładkę teen i zobaczyć co też ciekawego teraz znajduje się w rankingu. Zrobiło mi się jakoś tak cieplutko, bo kiedyś sama się w nim szukałam, gdy jeszcze zabawy w photoshopie były fajne. Pamiętniki i dzienniki - i patrzę. Nigdy nie uważałam, żeby blogi z gwiazdką były godne uwagi, ale co tam, czytam. Pierwszy - rozprawka. Drugi - rozprawka. Trzeci - rozprawka. Czwarty - oooo coś esejopodobnego, ale jednak rozprawka. Jakie to chujowo gimnazjalne. Ktoś wrzucił jeszcze soundtrack w stylu indie. Potem przerzucam się na opowiadania, moja druga ulubiona kiedyś kategoria. FFTH... Awww. Może znowu znajdę coś ciekawego, od czego serce mi urośnie i pokocham to bardziej niż księgarniany zapach. No i znowu się zaczyna - Szkoły dla umysłowo chorych? Czuję nutkę zaciekawienia, chociaż jednak nie tego szukałam. Po dwóch zdaniach spadam stąd, coś mi zajeżdża Modą na sukces. Potem kilka dalszych części Harrego Pottera, czy też tam Jamesa i Lily. Ale nie lubię takich rzeczy. Jakieś znajome nzawiska bohaterów Zmierzchu, ale niezbyt godne uwagi, przy samym oryginale zasypiałam. Coś o Justinie Bieberze. Znaczy się bardzo dużo, ale nie interesuje mnieten mały Dżej Bi Beej Bi. Trafiam na Letzte Beichte, ale to już minęło, zresztą bez żadnych wybuchów. Dobra, patrzę do setnego miejsca i spadam. Oczywiście nic z ffth. Czyli już umarło. I zrobiło mi się trochę smutno. Tyle lat się w tym siedziało. Nie chce mi się już go ratoać, ale ciągle coś kusi. I tak mnie kusi już od pół roku. Dobra, więcej. Ale jednak nic z tego nie będzie. 
Ok, ale głupia ta mini rozprawa. Miałam przecież liczyć zadania z funkcji kwadratowej, a liczyłam coś z trygonometrii, bo trochę bardziej mnie to jara. Co ja odpierdalam na tym mat-fizie w ogóle?

4 kwietnia 2011

xxx


O boże. Jestem mistrz. Wciągnęłam moje słuchawki od ipoda odkurzaczem. Kurde, nie mogę ich wydostać. A bezprzewodówki się ładują. A ostatnia płyta Trickiego na mnie czeka!!! grrr
Ale dzisiaj lecę na zdjęcia i się mega jaram. A po fotach wbijają najlepsze gnomy na świecie, idziemy w nasze stare tajemnicze miejsca i w ogóle będzie fajowsko, będzie fajny weekend. a w poniedziałek fizyka, joł.

30 marca 2011

anyway


Dzisiaj jestem smutna, tak troszeczkę. Trochę mocno, albo mniej, nie wiem jak to policzyć. Trochę ratuje mnie jeszcze ten cały trip hop, nauczyłam się już testów prawie wszystkich piosenek Faithless, dobrze, że nie są aż tak ambitne. 
Jak co roku rekolekcje napawają mnie wielką niewiarą. Albo może w kolejne dziwne przemyślenia typu: boże, natchnij tych ludzi. 
Wszytko znowu do mnie wróciło. Spotkałam starych znajomych, wyciągnęłam stare książki i płyty, chodzę w miejsca, gdzie nie powinno mnie być. Nie powinnam się tak cofać, ale, kurde, jestem wtedy taka szczęśliwa.
http://www.youtube.com/watch?v=o_mi7rD-_9c

22 marca 2011

a new daydreaming

Oh, miałam napisać coś fajnego, ale oczywiście wszystko zapomniałam, trochę zmienił mi się nastrój po czytaniu różnych głupot w internecie i zmieniłam stację na last.fm z Amy Winehouse na Massive Attack, awww, nie potrafię się uwolnić od tych gości. Moja głowa szaleje od nadmiaru downtempo. Ale jest dobrze, tak niesłychanie dobrze, jest wiosna, nie chce się chodzić do szkoły, prawie codziennie urządza się piękny wagarowy dzień. 
Dobra, nie chce mi się pisać. Skoczyłoby się na Maltę znowu. A chyba jutro mam z czegoś sprawdzian. Tylko sobie nie mogę przypomnieć z czego. Oh, to liceum. Jest w wystarczającej odległości od domu, że gdy przy nim jestem, myślę sobie, że dam radę przejść się jeszcze kawałek do parku.

4 marca 2011

little busters

Znowu przegięłam i wszystko skończyło się na tym, że mama wysłała mnie do internisty. A ja raczej tak średnio lubię internistów. Najbardziej to lubię laryngologów, kardiologów i jednego pana chirurga, który mnie ostatnio zszywał. Ale dobra. Skutkiem mojej nieleczonej choroby były mistyczne przeżycia na języku niemieckim z temperaturą ciała jakieś trzydzieści dziewięć sześć, ale po lekcji jeszcze odbyłam trzykilometrowy spacerek do domu w mrozie. No i było źle. Bardzo źle. 
Mogę teraz powiedzieć, że nigdy nie pomyślałabym trudno jest walczyć. Cieszę się teraz każdym oddechem jak małe dziecko. Oddycham. Śpię spokojnie, nie muszę się pilnować, żeby się nie udusić. Jeszcze zatoki trochę nawalają, boli głowa, czasami mam ochotę wypluć płuca. Ale powoli odżywam. Nawet myślę o szkole, chociaż odpisywanie lekcji przyprawia mnie o mdłości.
Mam zamiar postąpić, cóż, nieodpowiedzialnie, wypłynąć sobie jutro na osiemnastkę, chociaż jeszcze czuję słodkawy posmak antybiotyku. 
Czas choroby to całkiem spoko czas na nadrabianie zaległości kulturalnych. I kradnięcie z internetu filmów. Jest spoko. Szkoda, że się już kończy.

27 lutego 2011

unfinished sympathy


Jest niedziela, jest świetnie, nie powiem, że nie. Jestem chora, wysiadła mi krtań, bolą mnie wszystkie stawy i się rozpierdalam po mieście. No i na dodatek mój big bro wyrwał mi gniazdo w moim słodkim laptopisiu (dobra, to byłam ja, ale do czegoś ma się rodzeństwo) no i jakoś nie mogę podłączyć słuchawek, a ja mam taką ochotkę na massive attack, ooojjaaa. No to myślę sobie, poczytam sobie jakąś książkę z mojej całkiem rozbudowanej biblioteczki, potem uświadamiam sobie, że wszystkie ciekawe pozycje porozdawałam mojej babci kotomaniaczce z jednym kotem i cioci polonistce, czytam jakieś Kwiaty Pustyni i Zhańbione, różne ckliwe opowiastki o tym, jak to na Zachodzie mamy zajebongo, według Johnnego.
Dobra, nauczyłam się już ograniczać swoje ciało, tak aby samo ustalało sobie odpowiednią temperaturę ciała, gorączka przechodzi mi samoistnie bez "tatuuuusiiiuuu' (btw, mój tata jest spoko gościem, jest supcio). Po co mam się nad sobą rozczulać, skoro i tak jutro wywalą mnie do szkoły za szmaty. 
A mi przez te chore choroby przeszły koło nosa dwie osiemnastki, nooo.
moja ulubiona chorobowa nuta http://www.youtube.com/watch?v=ZWmrfgj0MZI
no i takie małe what the fuck http://www.youtube.com/watch?v=QK-GKqFReZQ