25 lutego 2012

scarless


Ferie skończyły się. Tona ciuchów + litry lakieru do paznokci. Dekadżule lenistwa. Hektoniutony siły trzymającej mnie w łóżku. Kiloomy oporu naukowego. Megawolty napięcia melanżowego. Gigaherce miłości. Terawaty miłości. Petapaskale miłości. Eksa-, zetta-, jotta- miłości.
Szybko zginę w szkole. Teraz walczę o swoją pewność. Jestem już taka niezależna, że to aż boli. Jest mi z tym dobrze, a trochę źle. W te ferie wyłączyłam telefon i facebooka, wypłynęłam do innego miasta i rozkoszowałam się pełną (chciałabym pełną, ale jednak częściową) anonimowością, wykreowałam nową siebie i byłam naprawdę zajebista. Szczęśliwa. Chciałabym zawsze być szczęśliwa, ale ten świat mnie zjada. Po co tyle udawać. Jestem mała, a on taki duży. Jest zły w swej dobroci. A ja nie mogę być krucha. Jestem silna i odważna. Jak można lubić ludzi jednocześnie będąc pewnym siebie i znając swoje wartości? Kontrasty. Nie mam siły. Jestem zmęczona, jest mi zimno. Kupiłam dzisiaj zbyt drogie i zbyt modne ubrania, aby być cichym przeciętniaczkiem. Noszę głowę zbyt wysoko. Biorę wszystko, albo nic. Jestem zbyt inteligentna, alby dać się stłamsić. Zbyt przebiegła i zbyt sprytna. Bardzo starannie wybieram sobie przyjaciół. Nie używam wielkich słów. 
Z obawą myślę o maturze, ale nie mogę się jej doczekać.
Aha, w ferie jeszcze się zatrułam. Nie, nie alkoholem.

21 lutego 2012

nothing tastes as good as skinny feels


Oh
Oh Oh Oh oH
nie mam siły, nie mam weny i nie mam nic.

12 lutego 2012

6982


Nowy wygląd blożka. Mam ferie, pani profesor chora, na żadną próbną maturę się nie wybieram! Od jutra zlot secondhandowy na Starym Mieście, farbowanie mojej kurtki od Dolce&Gabbana, przerabianie ciuszków, farbowanie końcówek na różowo, pieczenie tarty, pieczenie tysiące innych ciast, zdjęcia zdjęcia, party party, om nom nom nom! Mama mnie wczoraj przyłapała na przyjściu do domu w stanie średnio trzeźwym, ale spłynęło to po mnie totalnie. Wypieprzyłam się w dziesięciocentymetrowych obcasach na przejściu dla pieszych, bo ta biała farba była śliska. Mam siniaka na udzie. Całe szczęście nic nie jechało. Musieli mnie zbierać. Fajne są sobotnie noce. Dostałam kilka zaproszeń na te sztywne osiemnastki, ale nie chce mi się. Coś wykombinuję. 
I w ogóle to chyba pojawił się pewien chłopiec... 
Jutro napiszę coś bardziej produktywnego.
Nie mam dzisiaj siły na słuchanie Whitney, sorka.

11 lutego 2012

6981

Jestem do dupy, jem Nutellę i chce mi się ryczeć. Sama zaprogramowałam się na porażkę. Żałuję wszystkiego i wszystko zrobiłabym teraz inaczej. Kiedyś byłam taka popularna, a teraz zrobiłam się całkiem niewidzialna. Byłam spoko, bo robiłam fajne zdjęcia, a teraz nie robię, albo publikują mnie na okładkach jakiś zagranicznych książek, do których nikt nie ma dostępu. Pomijając to, że olewam wszystkich chłopaków i ścięłam włosy. Muszę odciąć się od tych moich niby znajomych, którzy tylko ściągają mnie na dno.
Muszę być bardziej próżna, ale nie wiem czy się da.

10 lutego 2012

hip & collar bones


Water -> Green Tea -> Diet Coke ->Chewing Gum -> 40kg
Ok, nigdy nie dojdę do czterdziestu, bo ciągle wpierdalam czekoladę. I wszytko mi idzie w dupę, a ciągle maleją mi cycki i jeszcze bardziej wystają mi żebra. Kocham i nienawidzę moich żeber.
Dzisiaj wielkie poznańskie party dla uczczenia dwutygodniowego opierdalania się. Oczywiście ja bawię się ukradkiem. Bo w poniedziałek mam próbną maturę z fizyki (fizdy pizdy, i'm sorry). Będę musiała wszamać jakiegoś trzystu kalorycznego batona przed tym dwu i półgodzinnym maratonem.

4 lutego 2012

jeśli Bóg istnieje, to dlaczego zabija?


Wczoraj umarł Kuba, syn przyjaciół moich rodziców. Kuba miał dziesięć lat. Gdy miał osiem, pewnego dnia zaczęła go boleć głowa. Lekarze wykryli u niego guza mózgu. Przestał chodzić do szkoły. Przeszedł operację, chemię, lampy. Po roku przepychanek między szpitalami, lekarze orzekli, że guz zniknął i Kuba jest wyleczony. Mały Kuba z łysą głową zaczął się uśmiechać. Jego zmęczeni rodzice odetchnęli z ulgą. Ale pół roku później okazało się, że choroba wróciła. Na rezonansowym zdjęciu było widać nacieki w środku głowy. Były tak głęboko, że nie można ich było usunąć chirurgicznie. Ciało Kuby było zbyt wycieńczone, aby ponownie zacząć maltretować je chemią. Kuba nie lubił szpitali. Został w domu. Znowu bolała go głowa. Zaczął mieć problemy z koncentracją. Zapominał jak nazywają się poszczególne przedmioty. Tracił równowagę. Pewnego dnia obudził się i już nic nie zobaczył. Ciągły ból głowy zabierał mu tyle energii, że nie miał już siły, aby samodzielnie się poruszać. Leżał w swoim łóżku, w swoim pokoju, w swoim małym hospicjum. Jego rodzice organizowali pieniądze na kosztowne leki przeciwbólowe. Ale Kuba cały czas cierpiał. Czasami zastygał w agonii. Krzyczał i płakał swoim dziesięcioletnim głosikiem. Kiedyś w nocy wyznał swojej mamie, że wie, że umrze. Jego mama też to wiedziała. Potem Kuba przestał słyszeć. Przestał czuć. Przestało bić jego serce. 
Dzisiaj pochowano jego dziecięce ciałko. Kuba miał dziesięć lat.
Piekło mnie gardło, gdy to pisałam. Trzy lata temu umarł mój Dziadek. Cierpiał tak mocno, że mama nie pozwalała mi go odwiedzać. 
Wstydzę się, że kiedykolwiek wierzyłam i słuchałam tego całego bullshitu o miłosierdziu.

2 lutego 2012

początek

      Załóżmy, że właśnie się obudziłaś. Nie otwierasz oczu, bo wiesz, że gdy to zrobisz świat będzie wirował, a twoim jedynym marzeniem będzie cofnięcie czasu. Jest ci jednak niewygodnie i zastanawiasz się czy przypadkiem nie leżysz na ziemi w swoim pokoju, czego niejednokrotnie już doświadczyłaś. Mimo tego powoli otwierasz jedno oko. Widzisz ścianę przed tobą, białą i trochę brudną.  Dopiero po dłuższym czasu dociera do ciebie fakt, że w twoim pokoju ściany są granatowe. Przypominasz sobie jak wybierałaś ten kolor kilka tygodni temu. Próbujesz się obrócić, jednak każdy ruch wydaje ci się niemożliwym cierpieniem, więc nie zmieniasz pozycji. Czujesz, że jest ci zimno, więc powoli, bardzo powoli naciągasz na siebie kołdrę, która wydaje się szorstka i lodowata. Zamykasz oczy w nadziei, że gdy obudzisz się ponownie będziesz w swoim przytulnym, ciepłym i czystym pokoju.
      Twoje najgorsze przewidywania urzeczywistniają się gdy czujesz dużą, ciepłą i zdecydowanie męską rękę na talii. Nie chcąc budzić swojego towarzysza sprawdzasz czy jesteś całkiem goła,i gdy wszystko jest jasne mocno zaciskasz oczy marząc o cofnięciu czasu. Bierzesz głęboki i głośny wdech, co powoduje, że chłopak obok ciebie jeszcze bardziej się do ciebie przybliża. Teraz dokładnie czujesz, że on również jest zupełnie nagi. Postanawiasz pozostać w takiej pozycji, aż twój ‘nowy przyjaciel’ pójdzie do łazienki. Wtedy ty niepostrzeżenie ubierzesz się i wyjdziesz z jego domu. Zmieniasz jednak zdanie, gdy jego dłoń przemieszcza się w kierunku twojej klatki piersiowej, jesteś jednak pewna, że nadal śpi. Jego równy oddech łaskocze cię w szyję. Wolno wyślizgujesz się z jego objęć i chwile później jesteś już nad łóżkiem. Patrzysz na czarnowłosego chłopaka, który ma wyjątkowo śliczną twarz. Można powiedzieć, że wręcz uroczą, jednak biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji się znajdujecie, do grzecznych na pewno nie należy.
      Wczoraj dobrze się bawiłaś, jednak teraz czujesz się wyjątkowo podle. Szukając swojej bielizny wpadasz na szafkę nocną. Przeklinasz głośno zapominając o chłopaku. Dotykasz bolącego miejsca na nodze i zastygasz w bezruchu, ponieważ słyszysz szelest kołdry. Odwracasz się powoli i widzisz, że twój towarzysz naciągnął ją na głowę odsłaniając przy tym swój tyłek. Wyjątkowo ładny tyłek. Teraz już wiesz, czemu tu się znalazłaś. Lokalizujesz swoje majtki, i zrezygnowana przeklinasz Boga, zastanawiając się, dlaczego akurat leżą w łóżku dokładnie przy brzuchu chłopaka. Wściekła podnosisz wzrok i ku twojemu zaskoczeniu widzisz swój biustonosz na wiatraku przy suficie. Podskakujesz, aby go zdjąć, jednak to nic nie daje, więc z kąta pokoju przynosisz krzesło. Wchodzisz na nie i zastanawiając się jak on tam trafił, szybko go zdejmujesz.
      Czujesz jego spojrzenie na swoich pośladkach i słyszysz jego lekko ochrypły seksowy głos
  - Hej – Tak gwałtownie się obracasz, że zapominasz, że jesteś zupełnie naga i to w dodatku na niestabilnym krześle. Przez chwile nie możesz złapać równowagi, a kiedy już stoisz na obu nogach zauważasz, że chłopak intensywnie wpatruję się w ciebie. Szybko zeskakujesz z krzesła i zakrywasz się męską koszulą znalezioną w pośpiechu na podłodze.Czujesz zapach alkoholu unoszący się w powietrzu zmieszany z dymem papierosowym. Tego ranka ten odór przyprawia cię o mdłości.
  - Powinieneś tu posprzątać – Oznajmiasz szukając wzrokiem swoich ubrań. Pokój wygląda jak pobojowisko. Wszystko, co możliwe leży na ziemi. Trudno nawet było ci przejść.
  - Z tego, co pamiętam, to wczoraj było tu jeszcze… -Szuka odpowiedniego słowa. Odwracasz się w jego stronę i widzisz, że usiadł, a kołdra zakrywa go tylko od pasa w dół. Z przyjemnością zauważasz, że nawet pijana masz dobry gust. – Czysto – Dokańcza patrząc ci się prosto w oczy.
      Nie wiesz co powiedzieć. Czujesz mieszaninę wstydu z chęcią ucieczki z tego małego i zabałaganionego pokoju. Zupełnie nie wiesz jak zachować się w takiej sytuacji. Sekundy mijają nieubłaganie, a ty nadal stoisz bezradna i goła, nie wiedząc co powinnaś powiedzieć. Twojego towarzysza najwyraźniej bawi twoje zakłopotanie.
  - Przepraszam, ale nawet nie pamiętam jak masz na imię – Zakłopotana mówisz idąc w stronę swojej sukienki. Leży zwinięta w roku pokoju.
  - To smutne – Odpowiada rozbawiony wstając. Zaskoczona patrzysz na niego, a on jakby nigdy nic kieruje się do łazienki. Podświadomie wyobrażasz sobie jak ładnie brzmiałoby twoje imię w jego ustach.

1 lutego 2012

dwa razy


Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.
Nie chcę wypisywać tutaj banałów. Lubiłam takie wiersze.