29 grudnia 2009

welur


Brakuje mi siebie.
Brakuje mi siebie w tej całej plątaninie słów, chciałabym się wreszcie nauczyć wyrażania siebie nie poprzez słowa, a poprzez obrazy, świecące i monochromatyczne, żebym mogła patrzeć i się sobą zachwycać, że potrafię odtworzyć ekspresję słabym obiektywem. 
Już po świętach. I dobrze, bo dziwnie się czułam siedząc wyprostowana w nylonowych rajstopach i w kozaczkach zamiast reeboków. Nowe słuchawki od nowej empeczwórki na uszach, super lans, dotykowa, dla kochanej córeczki od tatusia, dlaczego córciu się nie cieszysz, przecież lubisz szpanować kasą rodziców. Bluza nike za trzysta pięćdziesiąt złotych od tatusia, no i te śmieszne wisiorki z yes do bransoletki my charms, które mi się tak podobają. No już sama nie rozumiem czemu nie wzbudza to we mnie euforii, ale ludzie, proszę, rozbierzmy już tę choinkę i pozbądźmy się pozłacanych gwiazdorków z półki nad kominkiem. Plastik wzbudza we mnie wstręt. Jak i poliester i welur. 
Szykuje się gruba biba u mnie na sylwestra, moi kochani rodzice się zgadzają, frajerzy, bo ufają córeczce, że barek będzie w tej samej zawartości i że będzie się grzecznie bawić ze swoimi psiapsiółkami, ale prawda jest taka, że to jednak dobrze, dziewczynki w wieku dziesięciu lat są uświadamiane o hiv i różnych sposobach antykoncepcji.
W czasie świąt było mi bardzo smutno, bo nie spotkałam się z Johnnym i Matu, ale jutro sobie odbijemy w pizzerii, bo już obejrzałybyśmy wszystkie dobre filmy w kinie na ten rok, czytaj: bilet ulgowy w cinemacity kinepolis <tudzież plaza> poznań, co dwa tygodnie, bilet ulgowy - szesnaście polskich narodowych, nie jestem zbyt dobra z matmy, ale teraz wiem dlaczego zawsze jest u mnie tak ciężko z kasą. 
Stan aktualny, chociaż już nie ma filmów, w portfelu pięćdziesiąt złotych i dwadzieścia euro, to się równa absolutny brak hajsu. 
Ale nie przejmuję się kasą, najważniejsze to to, co ma się w środku, nie? Patrzę na swój brzuch i widzę tylko oparcie od krzesła, no trudno, gdzie podziało się moje wnętrze, gdzie podział się mój brzuch, moje jelita, mojej dwie nerki i moja całkiem dobrze działająca wątroba.
?

21 grudnia 2009

list

Drogi Święty Mikołaju!
Wszystko, co chciałabym na te święta, to nowy zestaw zmysłów i nowy zasób słów. Przyznaję szczerze, że używałam ich zbyt dużo, zbyt nieostrożnie, do złych celów. Dostałam już jednak przestrzeżona, nauczona, może nawet trochę doświadczona przez życie, że nie warto zmysłów marnować, ale moje zużyły się już, naprawdę. Nie mają żadnej wartości, nadają się tylko na śmietnik, tak jak i słowa, które nie są w stanie być bronią artysty.
Na drugim, albo i na piątym miejscu mojej listy jest taka wielka pralka, do której mogłabym włożyć głowę, od tak, kiedykolwiek najdzie mnie ochota, włączyć pranie, wirowanie, a może, w ostateczności, jakieś przemielenie. Wyciągnę całkiem czystą głowę, wypełnioną równie czystymi myślami i lśniące bielą sumienie, porozwieszam wszystko w łazience, jak fotografie w czerwonym świetle, i będę podziwiać moje obrazy, wyciśnięte - tak, żeby wszystkie problemy spokojnie powyciekały, będę wtedy naprawdę zadowolona.
Co do tych zmysłów to przypomniało mi się, że najbardziej to przydałyby mi się oczy. Tak, oczy, żeby nadal widziały tyle sztuki, żeby nic się nie zmieniło w środku, tylko żeby nie miały wady minus jeden, bo to trochę męczące. No i żeby nie miały takiej limonkowej barwy, bo nie chcę wyglądać jak tajemnicza czarownica, tylko trochę bardziej przyjazną, szmaragdową.
Poproszę Cię jeszcze o kilka momentów, może raczej chwil pełnych sentymentu, które jeszcze się nie wydarzyły, a bardzo bym chciała. Chciałabym, żeby mój tato był ze mnie dumny, gdy będzie patrzył na moje pierwsze, prawdziwe portfolio. Trochę dziwne to marzenie, wiem, może bardziej przydałoby się zadowolenie przyszłego pracodawcy, jednak to piękne móc uprawiać wolny zawód. Tego właśnie bym chciała.
No i już ostatnie, najbardziej samolubne, ale jeżeli Ciebie o to nie poproszę, to chyba nikt nie będzie w stanie tego zrobić. Drogi Gwiazdorku, czy mógłbyś wypierdyknąć tych wszystkich zakłamanych fotografów, którzy kupili lustrzanki dla szpanu i nie widzą w fotografowaniu żadnego artyzmu, no, gdzieś na koniec świata?  Jako potwierdzenie słuszności mojej prośby mogę powiedzieć, że są to osoby bardzo irytujące, gdy chcą dowieść, że potrafią, a tak w rzeczywistości nie potrafią nic, bo nawet nie stracili czasu na nauczenie się czegoś w tej dziedzinie, tacy są doskonali. Mógłbyś? Naprawdę dzięki.

19 grudnia 2009

czesc


Wymyśliliśmy sobie wczoraj w nocy, to znaczy ja, Dżonny, Matt i Tomasz, że w ferie kopsniemy się do Berlina, bo dawno nie byliśmy, a fajne to miasto. Ale coś jest nie halo, bo przypomniało mi się, że kiedyś w Hanno byłam bez paszportu, więc szukamy z Majksem mój paszport, super ekstra, nie ma go w najbardziej prawdopodobnych miejscach w domu, ba, nie ma go także w miejscach nieprawdopodobnych, toteż czat na farta, co by tam nas specjalnie zatrzymywali, niby Schengen, niby wspólna Europa, a dali Bog coś się przytrafi i będzie mnie musiał Jarosław z granicy odbierać, o nie. No i plus mój stan psychiczny jako uchodźca.
Dziś sobota, moje elo ziomy pojechały tramwajem do teatru, a ja jestem pięć dych w plecy, bo mam grypę i piję zakichaną polopirynę es, co mi sie od niej rzygać chce, ale przynajmniej nie mam już czterdziestki na termometrze, oglądam Misję na ekstra elsidi 42 cale. Nadrabiam sobie zaległości, to, czego nie chciało mi się nauczyć rok temu, i mogę szczerze rzec, że chemia to pedał. 
Dzisiaj miałam dużo przemyśleń i złotych myśli, ale coś w głowie mi się poprzewracało i nie napiszę nic.
Mój tato odebrał mi okulary od optyka, żebym wyglądała jak seksi sekretara w dresie nike.

18 grudnia 2009

fotoszlam


Ludzie są wkurzający. 
Dziewczątko zrobiło kompaktem typu panasonic pięć zdjęć, niestety, bez euforii na dewiancie, ale nie przejmuje się, już czas na lustrzankę! Głupia Marta (czyli ja) gdzieś powiedziała, że nie kupuje w tym roku żadnych nowych szkiełek, bo chce wymienić cały sprzęt na Canona Eosa 5d Mark II, i jest to bardzo dobry wybór, choć trochę kosztowny, bo po trzech latach dobrego fotografowania, przynoszącego dochody, no cóż, eos 5d się należy. Przeraża mnie to, że każdy kupuje lustro dla szpanu, chcociaż wcale nie wie jak się tym posługiwać, bo kiedy ja kupowałam Olka nikt nie wiedział co to jest.
Może jestem trochę przewrażliwiona, mam grypę, bedę w łóżku na święta, musiałam odwołać wszystkie sesje do końca roku. 
Szlag by to wszystko trafił, a najbardziej sony alfa i nikony de sześćdziesiąt. 
Mój aparat to już teraz szuszfol, ale jestem najlepsza, bo wiem jak się wkręca obiektyw do body, nie wiele nastolatek to potrafi. 
Nawet wiem jak przerobić tele canona, żeby się trzymał w olympusie i żeby jeszcze miał autofokus.
By the way, dostałam pięć plus za mój esej o fotografice.

16 grudnia 2009

rozważania typowo schizofreniczne


Dzisiaj, o piątej nad ranem miałam jakieś wiksy, że jestem na imprezie u Dżenksa, narajałam się grzybków i zrobiło mi się tak zimno i niedobrze, że musiałam się skulić w kłębek i nieźle jęczeć, bo mamuśka mi chciała wszczepić penicylinę w dupę (btw, czy lekarz może mi to dać w pośladek?).
No to sobie siedzę w domku i piszę, bo mi się nudzi, z laptopa taty na moim nowym stoliczku z ikea (ikei, ikeji? doesn't matter), bo ciepłota mojego ciala spadła już poniżej trzydziestu ośmiu stopni, ale Hannah Montana ma naprawdę słaby głos i nie mogę go ścierpieć.
No więc będę sobie odpoczywać do końca tygodnia, a mój tatuś (kocham cię, tato) będzie mi kupował mandarynki, kubusie i różne jogurciki, i nawet pozwoli mi kruszyć w swoim łóżku.
A teraz moja dear trzecia i ma chemię, ofiary!
Święta tuż tuż i może zacznę ten temat od czułego stwierdzenia: ja pierdolę. Od kilku dni dochodzę do wniosku, że zaczynam transcendentować, moje ciało mnie ogranicza i nie mogę sobie z tym poradzić, dlategoż cieszę się, że ciężko znoszę okres zimowo jesienny i chodzę po ścianach z gorączką trzydzieści siedem, może to jakaś okazja do powrotu do rozmiaru iks es. Teraz wszystko się kręci wokół szkoły, niedługo egzaminy, staram się, ale to tak syzyfowa praca, bo Ci ponad mną czują władzę, chociaż czasami się opierają mojemu urokowi osobistemu (frajerzy), ale się wyżywają, nie da się tego inaczej określić, i bynajmniej nie jest to narzekanie typowej trzecioklasistki, bo co ci ludzie ostatnio odpierdalają to skandal, ot co. Ale nie jest źle, semestr ten ukończę z średnią, mam nadzieję 5kropkajeden z tendencją wzwyż, co ze strony moich załamań nerwowo-szkolnych mnie zadowala. 
Święta coraz bliżej, a ja teraz nie mogę iść do apartu kupić mamuśce jakieś biżu pod choinkę, bo jeśli się wykuruję to chcę iść w sobotę do teatru wielkiego, a Dżony i Martu będą mi dzielnie towarzyszyć, bo się kochamy (wiem, słońca, że nie lubicie). Nie czuję tej bożonarodzeniowej atmosfery, ważne, że będzie wolne, czas do nadrabiania pustek w mózgu (czytaj, nic nie umiem z historii z drugiej klasy), jednakże moim zdaniem i tak będzie go za mało. Co do aspektu religijnego, w akcie predestynacji, zostałam umieszczona w grupie "nijacy, później się zastanowię".
Od rana się nie uczesałam i postanowiłam, że to będą takie moje dredy.

13 grudnia 2009

komin ap on prodżekt ranłej


Wszystkim wydaje się, że jestem taka inteligentna, a ja na nich patrzę i uśmiecham się słodko, chociaż nic nie rozumiem, żadnego wyrażenia i zwrotu padającego z uszminkowanych ust. Zachwyceni moim urokiem i tym, że tak namiętnie wkuwam chemię i fizykę, bo tak bardzo nie chcę skończyć na kasie w Dino, tudzież Biedronce, a na UAMie, wydział dziennikarstwa lub językoznawstwa, mierzą mi poziom IQ testami w Focusie, i zachwycają się wynikiem sto.sześćdziesiąt, nie kłamię. 
Niczego nie kumam, o co kaman, heloł? 
Mam słaby wzrok i widzę wszystko trochę inaczej, wszyscy o tym wiedzą, ale nie mówią, bo też nie rozumieją, a tego czego nie potrafią określić, jest złe i pozbawione jakiegokolwiek intelektu ze strony artysty. 
Jednakże kogo to obchodzi, mnie chyba już też nie, najważniejsze żeby spokojnie zdać testy z fizyki, iść do kina i ubrać się w bluzy adidas originals oldschool, buty nike high dunk i pory z krokiem w kolanach/bershka ma fajne/, i te ciuchy już są moje, bo jestem fajna i mam fajnego tatusia.
Święta tuż tuż, jednak wcale za nimi nie czekam, chociaż w tym roku jestem uzbrojona w całkiem niezłą sumkę na prezenty dla rodziców (babcia jest już stara i trochę jej się kręci jak daje wnukom kasę, ale co tam, jestem jej najlepszą wnusią, nie da się ukryć). No i oczywiście nie jestem wcale takim zimnym skurwysynem jak o tym myślałam. Ukochałam moją niziutką babcinkę całą miłością w moim małym serduszku (money money money makes me funny). Cale miasto udekorowane śmiesznymi świecidełkami, hepeningi na rynku, kolejny epizod pod tytułem martu foci, ejtikru tańczy hyphop, kręci się, będzie choinka, pierniki dobre, i całkiem fajne, że nie mamy kota, bo smutny byłby los Grizłoldów.

Ale na mnie jak zwykle czeka język polski, napisz sto rozprawek w tydzień i naucz się dwustuczterdziestusześciu środków stylistycznych, po jaką cholerę, ja się pytam. Więc soł tyz iz krismas and e hepi nju jer będzie obchodzone, jak co tydzień, w piątek z moimi psiapsiółkami, w sinemasiti kinepolis poznań, w sali numer sześć.

28 listopada 2009

sweetie


Super jest, nie powiem, że nie.
Codzienne sprawdziany, przyprawiające o dreszcze, i super kompetity, żeby się tylko dostać do rejonu i dostać szóstkę na koniec roku, co daje gwarantowane kilka punktów za świadectwo, nie mam czasu na naukę, albo go nie mam, albo mi się nie chce, bo jaka to przyjemność wkuwać na chemię, której nie możesz znieść i obiad podchodzi ci do gardła pod ławką. 
Ale żeby nie było, że ciągle marudzę, można by napisać coś wesołego, mimo iż, nic sensownego nie przychodzi mi teraz do głowy.
Czas leci jak cholera, święta tuż tuż, a ja nie wiem czy wygrzebię się kiedyś spod książek i zdążę kupić tacie prezent pod choinkę. Chyba już czas planować sylwestra, co by nie spędzić go w towarzystwie sopli w dupie z picollo na rynku. 
Czekając na lepsze jutro, myślę niedziela, o men, jak ja nie lubię niedziel.
No to myślę o tych bucikach nike, których mama mi nie chciała kupić, może się skusi podarować mi jakiś model high dunk na gwiazdorka, do mojej kolekcji.
Btw, wiecie kto się dostał do wojewódzkiego konkursu języka angielskiego i ma zamiar go wygrać? O tak, to będę ja, o ilę przestanę mylić verboten z forbidden.

8 listopada 2009

cinderella stay away


Jesteśmy razem. 
Jesteśmy razem, ale tak, jakby nas nie było.
Dwa ciała przyklejone do siebie taśmą samoprzylepną. 
Ale coś w tym jest, coś magicznego, coś intrygującego, jednak coś, czego nie chciałby nam pozazdrościć nikt w świecie, jednakże każdy z nich chciałby mieć w swojej przeszłości taką historię. 
Historię o dwóch ciałach wypełnionych jedną duszą. 
Historię pełną ciepła, uśmiechu, namiętności i pożądania, ale jednocześnie historię pełną cierpienia i lęku o kolejne jutro. Historię tak prawdziwą, że aż piękną. Opowieść o przetrwaniu. Opowieść, o której usłyszał cały świat.
Coś, o czym śni się po nocach, aby tylko nigdy nie zaznać bólu. Życie jest przecież pełne zakłamanych modlitw, do których Bóg i tak nie ma dostępu. Bo chociaż każdy tworzy swoją własną historię, nam stworzył ją ktoś inny, ktoś, kto panuje nad naszymi umysłami, nad każdym ruchem, każdym dotykiem, każdym dreszczem, każdym pocałunkiem, każdą nutą naszej muzyki. Jesteśmy historią o miłości pełnej nieświadomości.
Jesteśmy historią o dwóch artystach, którzy sami stali się sztuką.
 - Jesteś jak ta słodka dziewczynka z 'This is it'.
muzyka: You are not alone - Michael Jackson

30 października 2009

sweet friday


Już chyba nie ma dnia bez myśli o przetrwaniu, bez myśli bólu głowy, bez myśli jak bardzo dziś smakowała mi twoja szyja, bez tych miliardów myśli, które w istocie odgrywają bardzo istotną rolę w życiu nastolatka. 
Żyję od piątku do piątku, lubię w poniedziałek myśleć, że za 4 dni będę mówiła o piątku jutro. Dziś piątek. Fajny dzień. Jedyny, który ratuje mnie przed utonięciem w książkach od niemieckiego. Przychodzisz do domu, rzucasz torbę w kąt, zakładasz legginsy w panterkę, trochę sprzątasz w kuchni, co bardzo cieszy mamę <ave zmywarka>, bierzesz telefon, kładziesz się przed telewizorem i mtv 2, wisisz na telefonie przez godzinę z Johnnym, może ktoś zrobi obiad, a może nie, telepizza, potem jakiś czilajt i gadugadu. Boże, bless guys who have created the world.
Nie wiadomo czy istnieje coś takiego jak Halloween, anyway, Johnny przychodzi po mnie w nocy i wymykamy się na cmentarz, łaaa, lubię Johnnego, krzyczy nawet przy tak beznadziejnych horrorach jak Gdy dzwoni nieznajomy. 
W ogóle to uwielbiam z nim być w nocy. Urok miasta, jego śmiech, mroźne powietrze, taki dreszcz przechodzi po ciele, gdy miliony świateł rozbryzguje się w oczach.
Jutro akcja Znicz, fajnie, lubię Hannover, niezłe to miasto. Lubie słuchać radia w samochodzie i ciepły podmuch klimatyzacji.

26 października 2009

the most


Jak się powinno zachować kiedy się wie, że coś co się robi jest złe, bardzo złe, ale nie może się przestać? Ja po prostu nie mogę przestać o tobie myśleć i zastanawiam się dlaczego tracę czas. 
Jak gdyby dwóch serc było za mało, ale ja już w to nie wierzę. Idiotyczne krzywe na papierze.
Boli mnie już od tego głowa i kręgosłup, i tak dziwnie się czuję, jakbym znów była zamknięta w tej całej owodni, którą ktoś mi kiedyś pokazał, jakbym się czegoś bała. Calikiem przyjemne to uczucie.
Wszystko jest w superlatywach, dotyk w kanalikach czuciowych skóry, w sześćdziesięciu kościach stopy, jak głos Dżeksona w balladzie, który rozchodzi się w ciepłym dreszczu.
Podobało mi się gdy ukradłeś mi ciastko z ręki, chociaż udawałam, że jestem na ciebie zła. Ale kocie, wiem, że  tobie podobał ci się truskawkowy zapach moich ust, miałeś taki śmieszny wyraz twarzy.
Chyba cierpię na zmęczenie materiału.
muzyka: Cry - Michael Jackson

23 października 2009

czterdzieści osiem


Na rogu hot-dog śmierdzi gównem, kiedy jest gorąco, paruje cały smród.
Smród stoi w mieście, mdli mnie, ale lubię moje miasto. 
 Nasza sprawa, tu między nami, więc zaczyna śmierdzieć,
jak hot-dog u tej starszej pani, co sprzedaje je z warzywami;
za trzy złote bułka z błotem.
Jutro spektakl, do którego przygotowywałam się niecałe dwa tygodnie, mam kiecę, w której moja talia ma dokładnie czterdzieści osiem centymetrów w obwodzie, a moje włosy, natapirowanie, stoją we wszystkie strony. Moja miłość do przedmiotów ścisłych ogranicza się tylko do grania Skłodowskiej-Curie.
Nie lubię marynarki mojego męża, kurde, co to jest, jakaś dziwna wełna, gryzie.

2 października 2009

paranoidalna


Jestem szamanem i robię focie, a także nie lubię żółtego sera i pieprzu też. 
Mam obiektyw tamrona, który się nie trzyma, ale uwielbiam wszystko co ma pięćdziesiąt w opisie i przysłonę mniejszą niż dwa.
Pada deszcz i świeci słonce, świat jest popieprzony.
Mam ochotę na romansidło i białą czekoladę.

25 września 2009

nie mów go nie z boku, o


W ogóle nie kłamie ostatnio. Prawie wcale. Wcale.Dzisiaj był hiszpański, a ja zapomniałam kupić pepsi, no trudno, o wszystkim teraz zapominam, przydałby się jakiś żeń-szeń, cokolwiek to jest. Idę sobie do kościółka, żeby ksiądz jednak raczył mnie bierzmować ze skserowanej karteczki, którą podmieniłam Aśce, ale jednak ją zgubiła, więc i tak wszystko jedno.Po raz drugi w tym tygodniu idziemy z Martu i Dżonnym do cinemacity kinepolis, tudzież plaza na jakiś głupkowaty film o 22, ale kurde, po naszej dzielnicy grasuje pedofil, dzisiaj jak szłam do szkoły to jakaś dziewczynka ze skośnymi oczkami mnie nastraszyła.

21 września 2009

xoxo


Dzisiaj się prawie spóźniłam na religię, bo wszedł we mnie lajt i Majkel Dżekson, ale przyszedł Dżonny i zrobił mi bułeczkę z serkiem Almette (dzięki, Asia).
W ogóle to jest dziwnie, Melon udaje, że jest mądry, głupiec.
Mam nową kurteczkę, w kolorze kurczakowym, lajlajlaj, jestem megafajna i tatosponsor też ;>

16 września 2009

thanks god we're students


Dzisiaj jest środa, a środa to jest dzień gwizdania, więc Aśka sobie gwizdała idąc do domu ze szkoły, po podwójnej lekcji języka polskiego, (po drodze wstąpiłyśmy do Marty na herbatkę, rozchorowała się, biedaczka) i zagroziłam jej, że dostanie w mordę, a ona jeszcze większy zaciesz, ten mój Bodzio Smrodzio, ma koszulkę w świński kolor, Pigi ;).
Mamy takie wiksy w szkole, tworzymy jakieś PUAELLE na historii, ale ostatnio odgarniałam wąsa Majkelowi, nie pamiętam co się działo. Na geografii otworzyłam sobie studio tatuażu, lubię geografię i narysowałam mojemu klientowi, coś co wyglądało bynajmniej jak Szwajcaria, kurde, ale jestem głodna, idziemy na kebeba pod Billę? (napis pod spodem).
Mamy kryzys, skończyły się fundusze na ciuchy, Cosmopolitana i Kubusie ze sklepiku (Aj low ju, Szefowa!).
Ała.
.Dżenz 20:45:53
ja nic nie umiem z fizyki
Ja2 20:46:11
ja tez nic
Ja2 20:46:13
nic nic 
Ja2 20:46:16
kompletnie lalilaialai

13 września 2009

oł je


Plaża. Travemunde, powtórka.
Marta mi przypomniała i cholernie zachciało mi się śmiać. 
m: Tomeeeek, myślisz, że mam cellulit?
t: Coooo? 
m: No wiesz, cellulit.
t: Chyba niee... No ale pokaż.
m: <wypina tyłek>
t: Nie. Nie wiem. Nieee... Nie widaaać... Co ja kurna jestem, jakaś baba, żeby wiedzieć jak to wygląda?!
Idę grzecznie do kościółka, żeby ksiądz zechciał mnie bierzmować, czy jak to się nazywa. o.
muzyka: Like a prayer, Madonna

9 września 2009

czilajt


Latam sobie po domu w bluzce I :heart: MJ, białych skarpetkach i superturkusowej oldskulowej bluzie Najki, którą znalazłam u babci z strychu, wylewa mi się uchem, ałć. Ale mam w nich siłę, czuję to ;).
Jesus loves me. On lubi lajt.
W domu trwa prawdziwy roz.pier.do.land., śmiać mi się chce, ale naprawdę mam ściany w kolorze śliwka węgierka.
Pijemy sobie kawę z automatu ecoland, nie lubię kawy, ale tylko ona nie śmierdzi grzybem. Nie udało mi się wywinąć z niemieckiego, poziom zaawansowany wita, mniam. Mam śliczny niedostateczny w dzienniczku za zbyt duży sarkazm, pani nie zrozumiała mojej autoironii, powiedziała coś o marginesach, nie zrozumiałam jej dokładnie, ale się uśmiechnęłam nawet, wiem, że widzi moją przyszłość na UAMie, ha!
Idę spać, mózg mi chyba wybuchnie, jeśli na chwilę nie zapomnę od fizyce.

4 września 2009

ganzer


Boli mnie ucho. Może mi się wydaje, mam jeszcze nierówny oddech, przebiegłam dzisiaj pięć kilometrów. Dziwnie się czuje siedząc w ławce pod oknem, bo świeci mi w oczy i grzeje mi w twarz, i nic nie widzę na fizyce. Śmiać mi się chce, bo dopiero teraz dowiedziałam się, że chodzę do klasy o profilu dwujęzycznym, dwujęzycznym, że ja pierdziele. Mam mało ambitnych planów na ten rok, nie umrzeć przed egzaminem matematycznym i dostać się do wymarzonego liceum, do klasy o profilu trójjęzycznym, takim prawdziwym, że ja pierdziele, super human, super innowacja, a po tym super filologia, super facet, super samochód i super domek w super mieście. Gadałam z Kłestowskim i coś gadał o marzeniach, chyba go nie słuchałam uważnie, ale coś mi się wydaje, że mówił, że to jest najważniejsze.
Gówno prawda, teraz najważniejsze są białe skarpetki i jakieś szkiełko do Olka.
Włożyłam dwie godziny temu zdjęcie na naszą klasę i mam już czterysta wejść, czuję się mega-popularnym-ziomem. Czilajcik, oni kochają wszystko co nazywa się lustrzanką.
Wszystkiego najlepszego, kochanie.

31 sierpnia 2009

koks

Naprawdę nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak pro-anoreksja i gdy przeczytałam bloga jednego motylka, ponieważ tak same siebie pro-anorektyczki nazywają (nie rozumiem dlaczego porównują się do delikatnego motyla, grubasy) zrobiło mi się dziwnie wesoło. Może nie świadczy to o mojej kompetencji, ale dlaczego ważąc 59 kilo przy wzroście metr60 można się nazwać jakąkolwiek anorektyczką? 
Jakie te wszystkie dziewczynki są nieszczęśliwe, bo nikt ich nie kocha i ciągle żrą, żrą, żrą. I żrą. I palą. I żrą. I liczą. I żrą. Auć, czy ja aby nie jestem złośliwa? Haha, uwielbiam swoje BMI wynoszące dokładnie 17,9.

24 sierpnia 2009

futerko


Wróciłam z wakacji.
Poparzyłam sobie dłonie i nie mogę jeść garściami cukierków.
I dobrze, od cukierków boli żołądek.
Dzisiaj mam urodziny.

14 sierpnia 2009

mon dieu


Mam to co chciałam. Mam Słowację. Mam góry, wysokie buty Reebok Gilded <black-black-champange> za 289zł, Sony Eriscsson W595, lustrzankę z kilkoma obiektywami i setki piosenek Michaela Jacksona. 
Pożegnałam Krzycha na amen i jestem jakaś ogłupiała. Trochę krzyczałam i gardło mnie teraz boli. Cholera. Potem poszłam poderwać faceta w Erze, który miał mi pokazać mój nowy telefon, ale trzęsły mu się ręce i mruczał coś niezrozumiale, że sobie odpuściłam i poszłam z Aśką na zakupy. Kupiłam sobie w Diversie spodnie dresowe z wielkim krokiem, rozmiar XL i okazało się, że mając 60 centymetrów w talii można zmieścić jeszcze trochę więcej.
muzyka: MJ - Leave me alone

31 lipca 2009

escobàr

Uciekłam, zakopałam się w pościeli w papierosach (jednocześnie i dosłownie), chociaż tak bardzo nienawidzę ich zapachu.
Kiedyś byłam taka nieskomplikowana, a teraz sama się nie mogę połapać co zrobiłam źle i dlaczego nagle wokół mnie zrobił się taki tłum i zrobiło mi się strasznie duszno, przez moment nie mogłam oddychać. Przecież nigdy nie stworzyłam niczego pożytecznego, chociażby dobrego. Zawsze byłam tylko małą egoistką z własnym zdaniem, którego i tak nikt nie chciał słuchać.
Życie w dzisiejszych czasach jest życiem dla drugiego człowieka. Zupełnie nie nadaję się do tego świata, bo i tak zawsze zrobię to co chcę i jak jest mi najwygodniej.
Nie mówię zbyt dużo, ale i tak jestem hipokrytką; może Bob Marley mnie okłamał mówiąc "Every little thing gonna be alright".
Światu przydałoby się trochę rewolucji, bo nie ma już co oglądać na National Gerographic.
Wczoraj siedziałam z Krzychem w jego salonie, jedliśmy popcorn, oglądaliśmy Moonwalkera na wielkiej plaźnie i trochę się całowaliśmy. Gdy wchodziliśmy do mojego domu uświadomiłam sobie jak bardzo nie lubię piwnego posmaku jego ust. Potem powiedziałam coś całkiem bez sensu a on tylko uśmiechnął się cwaniacko i pogłaskał mnie po włosach, specjalnie zrobiłam sobie gęste loki. Później zawiał wiatr, żebym już nie mogla czuć jego perfum i zniknął śmiejąc się pod nosem.
W lustrze zauważyłam, że wszystko było ze mną okej, nawet błyszczyk mi się nie rozmazał.
Jestem próżną dziewczynką, przyznaję się, wymusiłam na tacie 80-200mm f/4 chociaż i tak nigdy mi się nie przyda. 
Mam ochotę na czekoladę z chilli.
Lustrzanki są zbyt popularne, ale dziwi mnie Magda, ze ty jej jeszcze nie masz ;).
muzyka: MJ - Heartbreaker

29 lipca 2009

malta shopping center


Wkurza mnie już to wszystko, ile można chodzić po centrach handlowych, ale fajnie jest usiąść sobie na ławeczce z widokiem na piękną Maltę i poczytać sobie Cosmo z Joanną, najprzyzwoitszą gazetkę pod słońcem. Potem ruszamy tyłek i marnujemy stówy z karty kredytowej szanownego pana taty na papcie z Hałsa i jakieś Konwersy, śmieszne bluzy i pory z opuszczonym krokiem z Dajwersa i Nju Jorkera (w Haemie sprzedają szmaty), pijemy szejki z Magdonalda i w ogóle jest git, potem zdziwko, że nie moge uzbierać na nowy obiektyw.
Znalazłam w kiblu serduszko autorstwa Majka na jednej z wielu książek o fudbolu i tekłondo (czyli to jest to co robisz gdy uwalniasz orkę ;>) i zrobiło mi się dziwnie ciepło i wesoło.
W ogóle to chcę już na wakacje, ale takie prawdziwe, bo juz mi się znudził kurs Poznań-Hannover, powąchało by się słonego słońca Chorwacji albo górskiego powietrza słowackich Tatr.
M: No pięknie, zaczyna padać, a ja sobie pół godziny prostowałam włosy, żeby teraz mieć szopę, tej.
A: Ej, Tucha, ale czaisz ten zapach? Jakbyśmy były nad morzem! ;)
muzyka: MJ - Rock with you

28 lipca 2009

f/1.7


O Boże, już nigdy więcej nie będę kłócić ludzi przed ślubem, bo prawie by do niego nie doszło i zrobiło mi się cholernie głupio. Niech sobie ludzie robią co chcą, nie ważne jak bardzo się ich kocha, i tak oni lepiej wiedzą co jest dla nich dobre.
Ludzie, przecież to nie jest dobreee!
A w sumie to po co się przejmować czyimiś widzimisiami, nie mam czasu, lansuję sie od wczoraj moim superzajelensiwem 50mm f/1.7, na którego naciągalam tatuśka od kilku dobrych miesięcy, wkońcu sama sobie wykombinowałam, trochę nie taki jaki mial być, ale dobre jest wszystko co ma przysłonę jeden w opisie.
W ogóle to jestem zła, bo ślub jest w sobotę, a mnie obcierają buty i będe musiała fotografować za kasę coś, czego wcale nie chcę fotografować. Nie lubię kiedy ktoś mnie zmusza do robienia czegoś, co lubię. A jak ma być komercja (samozuo) to po co się produkować, Harry Potter i Książę Półkrwi i tak mi się nie podobał, bo przede mną siedział seksowny szczur Krzysztof i się przedstawial mojemu tacie co mnie bardzo wkurwiło i wysypałam na niego mój popkorn (z zestawu duet za 20pln w cinema city) (po co komu tyle kalorii?).

22 lipca 2009

yours faithfully


Za tydzień idę na wesele, ale życzę mojemu najukochańszemu wujkowi, żeby się jak najszybciej rozwiódł, po co się będzie męczył biedaczek z największym fochmenem i mataczem na świecie, w skarpetkach z formuły jeden. 
Pojadę do nich za kilka dni, może jeszcze ich pokłócę.
Z Aśką obstawiamy, że jeszcze dziewica xD.
Mysiu Pysiu.
Asiula 12:22:48
<lol2> Ty sie smiejesz a zobaczysz jej cyce jak będzie miala mleko bedą jej sikać do kolan xD :D
Marta 12:23:05
Zwisy jej się zrobią ^^ <hahaha>
muzyka: MJ - Dirty Diana (cóż za ironia :)

16 lipca 2009

neverland


Trzymasz mnie za rękę, czuję Twoją wilgotną dłoń na szyi i jestem na Ciebie wściekła, jak gdybym dostała bilet wycieczkowy.
Nikogo już nie ma, za dużo kłamałam. Nawet Twój oddech stał się rzadszy. 
A przecież mieliśmy być nieśmiertelni.
Robale łażą mi po monitorze. Zadusiłam je, dobrze im tak.
Jackson był nieźle pierdolnięty, ale kocham jego muzykę. Jest w niej tyle kłamstwa i fałszywych emocji, ale fajnie było gdy w Black&White trzymał się za krocze, jedyny oryginalny artysta. 
muzyka: MJ - Break of Dawn

26 czerwca 2009

mj

Nie wierzę. Po prostu nie wierzę.
NIGDY nie będzie drugiego Michaela, i nikt nie będzie dorastał mu do pięt.

10 czerwca 2009

jestem miękka jak podbrzusie kota


Zapomniałam słów, ale to całkiem miłe. Zawsze byłam tylko zwykłym kłamcą, więc czego się po mnie spodziewać. Zresztą zawsze bawiło Cię moje zachowanie, wreszcie mam trochę dystansu, więc chodź, pośmiejemy się razem.
W zasadzie to nie wiem kim chcę być; codziennie budzę się kimś innym - zasypiam innym. Gram na okrągło, nie pasuje mi żadna rola; w każdej czuję się nazbyt fatalnie i każda mnie wykańcza, jednocześnie każdą z nich odgrywam po mistrzowsku. 
Niekoniecznie przed innymi. 

Tylko mnie nie przytulaj, bo nie zniesiesz dotyku niestrudzonych modlitw z moich spierzchniętych ust.

6 czerwca 2009

krótko


Intryguje mnie moja odmienność. Przeraża. Sprawia, że zapominam o tym co ważne i zamykam się w mojej owodni egoizmu. W skroniach pulsuje mi jakiś dziwny ból, którego jeszcze nigdy nie poznałam. Podoba mi się. Jest taki samodzielny, nie używa mojej świadomości do działania.
Kręcę się w kole zwątpienia.
Lubię kiedy jest mi zimno.
ZAWALIŁAM NIEMIECKI!
O tak, dopiero co napisałam test końcowy, ale już to czuję. Nie zdam matury i zamiast studiować w Berlinie będę woźną w gimnazjum.

O Boże, nienawidzę tego, co ze sobą robię.

30 maja 2009

aimer


  Lubię światłoLubię kiedy odbija się w Twoich szafirowych tęczówkach. Lubię kiedy się schylasz się ze swoim szyderczym uśmieszkiem, a słońce spada razem z Tobą i muska Twój policzek. Lubię kiedy kładziemy się razem na trawie, a Ty wtedy tak zabawie mrużysz powieki, albo odwracasz się w moją stronę. Lubię czuć Twój dotyk na swojej skórze. Lubię kiedy wyciągasz z torby swój aparat i ze skupieniem wymieniasz obiektyw lub kiedy zbliżasz się do mnie i prosisz, abym pożyczyła Ci swój.
  Lubię kiedy do mnie mówisz. Masz wtedy taki zabawny wyraz twarzy, kiedy starasz się być poważny. Czasami jestem zła na Ciebie, bo jesteś inny niż wszyscy, chociaż czasami wolałabym, żebyś był taki sam.
  Lubię kiedy jesteśmy razem, a nikt o nas nie wie. Lubię oprzeć się na Twoim ramieniu, a Ty znowu tak cwaniacko się uśmiechasz i coś do mnie mówisz, ale ja za cholerę nie mogę zapamiętać co, chociaż tak lubię Cię słuchać. Lubię kiedy trzymasz mnie za rękę. Masz taką wielką, miłą łapkę. Lubię wtulić się w Ciebie i spijać woń Twoich męskich perfum przesiąkniętych przez za dużą koszulkę. Lubię gnieść jej materiał w pięściach.
  A najbardziej lubię czuć Twój ciepły oddech na karku.
Przecież nie powiem, że Cię kocham, bo kompletnie nie wiem co to znaczy.

20 marca 2009

jeśli nie jesteś gotowy na ból, wyrzuć to słowo ze swojego słownika


Czy naprawdę istnieje takie coś co nazywamy wolnością?
Nie wiem, mam uczucie, że każdy mój ból przebija następny, mimo iż powoli każdy staje słabszy. Nie wiem czy sama to tak dobrze znoszę czy jestem już do niego przyzwyczajona. A może uzależniona.
Jestem w mojej klatce, do której staram się nie wpuszczać nikogo. Nie potrafię już rozróżniać dobra od zła. Nie potrafię rozróżniać sztuki od artyzmu. Mam ciągłe wrażenie, że jestem głupia i naiwna, ale kiedy staram się to zmienić czuję, że moja pycha drwi sobie ze mnie.
Coraz częściej myślami jestem gdzie indziej. Nie panuję nad tym.  Nie potrafię się kontrolować. Kiedyś potrafiłam się zamykać w samotności,kiedy nikt mnie nie widział, nikt nie słyszał. Teraz przestało mnie obchodzić gdzie jestem. Potrafię przy wspólnym obiedzie odwrócić się do okna i nie zwracać uwagi na nic innego.
Cholernie się boję. Moja samotność, moja indywidualność mnie przerasta.
Dziadek umarł. Widziałam jak Ola płacze, ale ja po chuja nie potrafiłam jej przytulić, pocieszyć. Stałam na cmentarzu i chyba się rozpłakałam. Chyba było mi przykro.

13 marca 2009

pułapka


Chce mi się krzyczeć.
Mam jakąś dziwną ochotę napisać, że już nigdy nie będę nosić rękawiczek.
Jestem gdzieś tu, pośrodku, wśród żywych, ale jakby mnie nie było. Przepuszczam przez palce piasek. Chyba zapomnę jak się nazywam i ucieknę, chociaż na chwilę, aby zapomnieć, przemyśleć. Zbyt wiele wątków przelatuje przeze mnie niezauważalnie.
Już nie chcę śnić samotnie. I nie będę.

1 marca 2009

odwrócony obiektyw


Nie chce mi się wracać. Do Polski. Do tego pierdolonego Poznania. Do szkoły.
Od dwóch tygodni nic nie robię. Chodzę po niemieckich ulicach z lustrzanką w ręku, fotografuję ludzi. W domu zapycham się cukierkami i kombinuję z obiektywami, albo po prostu nic nie robię. Mam za dużo w głowie, za dużo pomysłów, za dużo nauki, za dużo tęsknoty.
Jestem zła na siebie, bo nie potrafię wykorzystać swojego czasu maksymalnie, potrafię się tylko lenić i trzymać nogi do góry.
Trochę się boję tego co będzie, trochę wraca mi zdolność do panikowania. Mam dziwną zdolność do histeryzowania w najgłupszych momentach i przez najgłupsze rzeczy. Chciałabym wszystko zmienić, wszystko odwrócić, patrzeć jak przez szkiełko. Mieć coś delikatnego, ale coś, o co nie musiałabym się bać.

muzyka: "Thinking of you" Katy Perry 

30 stycznia 2009

amateur


Uhhhuhuh. Ale dawno mnie tu nie było.
Obecnie funkcjonuję na photoblogu i da, aczkolwiek w bardzo zwolnionym tempie.
Fotografuję, coraz bardziej amatorsko. Cofam się.
Miło jest sobie co jakiś czas wrócić na onet, poprzeglądać stare blogi, popatrzeć na zawiechy i blog o podanym adresie nie istnieje. Miło jest wejść na stare gadu i pogadać sobie z starymi sprzymierzeńcami grafikowni.
Zmieniłam się. Trochę wydoroślałam. Trochę więcej rzeczy zaczyna mi wisieć.
Photoshopa już dawno porzuciłam jeśli chodzi o arcydzieła sztuki w sferze bloggowej, jednak bardzo pomaga mi udoskonalać swoje fotografie. Lecz jeśli jednak o to chodzi, to jestem dawno w tyle, straciłam swojego canona eosa i żyję w syntezie z olympusem, choć profesjonalną lustrzanką z szumem przy iso czterysta to nie można nazwać. Męczę się z nowym nikkorem, który zupełnie nie pasuje do korpusu.
Ciężkie jest życie fotografika, a jeszcze cięższe jeśli jest się topornym w temacie kreatywności na każdą chwilę i przyciskanym ze strony otoczenia.
Ale czasami dobrze mi idzie. Wczoraj wzbogaciłam się o kolejne sto funtów.
Jednak cieszę się, że mam swoją pasję. Mam ją i cieszę się, że moi najbliższi we mnie wierzą, chociaż ja sama już nie wierzę, że nadejdzie na mnie olśnienie z nieba i dowiem się gdzie schowałam statyw.
Po południu wybrałam się na sesję na starym mieście z moją ulubioną modelką i po przyjściu do domu mój tato mnie uświadomil, że przewaliłam przysłonę. Połowa sesji w h*j.
Jutro idę z Joanną i Martą do cinema city, kupimy sobie dużo popcornu i będziemy cięższe o pięć kilo po seansie.
Kasia ma dzisiaj urodziny! Cieszymy się razem z Kasią i życzmy jej kolejnego roku tak wspanialej pracy oraz kolejnego canona.