Dzisiaj zachowałam się bardzo głupio, więc mama postanowiła wmówić tacie, że go nie kocham. A to było kłamstwo.
Trochę mi przykro, ale jestem próżną dziewczynką i mam nowe spodnie.
31 marca 2012
26 marca 2012
6425
Nie jem. Nie zjem. Dam radę.
Bądź piękna, śliczna, chuda, modna, wyciągnięta z wybiegu, bądź mądra, błyskotliwa, inteligentna, wygadana, ponad wszystko, śmiej się, nie płacz, ucz się, marz, fotografuj, pisz, fantazjuj, zakochaj się, pij wódkę, czytaj, biegaj, nie jedz, nie przejmuj się nikim, nie ufaj, bądź tylko dla siebie.
PAMIĘTAJ, DZIEWCZYNO.
Bądź najlepsza.
Bądź piękna, śliczna, chuda, modna, wyciągnięta z wybiegu, bądź mądra, błyskotliwa, inteligentna, wygadana, ponad wszystko, śmiej się, nie płacz, ucz się, marz, fotografuj, pisz, fantazjuj, zakochaj się, pij wódkę, czytaj, biegaj, nie jedz, nie przejmuj się nikim, nie ufaj, bądź tylko dla siebie.
PAMIĘTAJ, DZIEWCZYNO.
Bądź najlepsza.
20 marca 2012
próżnia
Wyglądaj świetnie, zapij się na osiemnastce i powiedz swojej fizyczce, że nie wiążesz z jej przedmiotem przyszłości (i zastanawiaj się jak ty przetrwasz jeszcze rok). Ucz się, dziewczyno. Albo pożegnaj się z prawem. Wtedy zostaną ci byle jakie kierunki na polibudzie albo modlitwy o filmówkę. Opcja druga, London College of Fashion, kolejne marzenie i na chuja ta cała matura.
Czytam pierdoły, jestem bez hajsu, słucham beznadziejnych piosenek, mało się uczę, nie robię zadań z matmy, od dwóch dni jaram się, że dostałam pionę z wypracowania z polaka (tak, to jest wyczyn matfizowski), nie kupuję ciuchów, zadaję się z nieodpowiednimi ludźmi, nie jestem zakochana, biorę antybiotyki, a w weekendy piję wódkę, rozdwajają mi się włosy, trochę poprawia się cera, non stop chodzę w wysokich obcasach, zrywam się z lekcji, dużo milczę, dużo jem i śnię o moich czterdziestu kilogramach, chcę dużo pisać, nie jara mnie już fotografowanie, oglądam się za dziewczynami, które wyglądają jak modelki. Jestem zimna. Nie znam słowa motywacja.
16 marca 2012
12 marca 2012
kiedy czytam, zawsze utożsamiam się z głównym bohaterem
Z Łęcką nie muszę. Bo nią jestem.
Panna Izabela była niepospolicie piękną kobietą. Wszystko w niej było oryginalne i doskonałe. Wzrost więcej niż średni, bardzo kształtna figura, bujne włosy blond z odcieniem popielatym, nosek prosty, usta trochę odchylone, zęby perłowe, ręce i stopy modelowe. Szczególne wrażenie robiły jej oczy, niekiedy ciemne i rozmarzone, niekiedy pełne iskier wesołości, czasem jasnoniebieskie i zimne jak lód.
Uderzająca była gra jej fizjognomii. Kiedy mówiła, mówiły jej usta, brwi, nozdrza, ręce, cała postawa, a nade wszystko oczy, którymi zdawało się, że chce przelać swoją duszę w słuchacza. Kiedy słuchała, zdawało się, że chce wypić duszę z opowiadającego. Jej oczy umiały tulić, pieścić, płakać bez łez, palić i mrozić. Niekiedy można było myśleć, że rozmarzona otoczy kogoś rękoma i oprze mu głowę na ramieniu; lecz gdy szczęśliwy topniał z rozkoszy, nagle wykonywała jakiś ruch, który mówił, że schwycić jej niepodobna, gdyż albo wymknie się, albo odepchnie, albo po prostu każe lokajowi wyprowadzić wielbiciela za drzwi...
Ciekawym zjawiskiem była dusza panny Izabeli.
Gdyby ją kto szczerze zapytał: czym jest świat, a czym ona sama ? niezawodnie odpowiedziałaby, że świat jest zaczarowanym ogrodem, napełnionym czarodziejskimi zamkami, a ona - boginią czy nimfą uwięzioną w formy cielesne.
Mając lat osiemnaście, panna Izabela tyranizowała mężczyzn chłodem. Kiedy Wiktor Emanuel raz pocałował ją w rękę, uprosiła ojca, że tego samego dnia wyjechali z Rzymu. W Paryżu oświadczył się jej pewien bogaty hrabia francuski, odpowiedziała mu, że jest Polką i za cudzoziemca nie wyjdzie. Podolskiego magnata odepchnęła zdaniem, że odda swoją rękę tylko temu, kogo pokocha, a na co się jeszcze nie zanosi, a oświadczyny jakiegoś amerykańskiego milionera zbyła wybuchem śmiechu.
Takie postępowanie na kilka lat wytworzyło dokoła panny pustkę. Podziwiano ją i wielbiono, ale z daleka; nikt bowiem nie chciał narażać się na szyderczą odmowę.
Raz zobaczyła w pewnej galerii rzeźb posąg Apollina, który na niej zrobił tak silne wrażenie, że kupiła piękną jego kopię i ustawiła w swoim gabinecie. Przypatrywała mu się całymi godzinami, myślała o nim i... kto wie, ile pocałunków ogrzało ręce i nogi marmurowego bóstwa ?... I stał się cud: pieszczony przez kochającą kobietę głaz ożył. A kiedy pewnej nocy zapłakana usnęła, nieśmiertelny zstąpił ze swego piedestału i przyszedł do niej w laurowym wieńcu na głowie, jaśniejący mistycznym blaskiem.
Siadł na krawędzi jej łóżka, długo patrzył na nią oczyma, z których przeglądała wieczność, a potem objął ją w potężnym uścisku i pocałunkami białych ust ocierał łzy i chłodził jej gorączkę.
Odtąd nawiedzał ją coraz częściej i omdlewającej w jego objęciach szeptał on, bóg światła, tajemnice nieba i ziemi, jakich dotychczas nie wypowiedziano w śmiertelnym języku. A przez miłość dla niej sprawił jeszcze większy cud, gdyż w swym boskim obliczu kolejno ukazywał jej wypiększone rysy tych ludzi, którzy kiedykolwiek zrobili na niej wrażenie.
Uderzająca była gra jej fizjognomii. Kiedy mówiła, mówiły jej usta, brwi, nozdrza, ręce, cała postawa, a nade wszystko oczy, którymi zdawało się, że chce przelać swoją duszę w słuchacza. Kiedy słuchała, zdawało się, że chce wypić duszę z opowiadającego. Jej oczy umiały tulić, pieścić, płakać bez łez, palić i mrozić. Niekiedy można było myśleć, że rozmarzona otoczy kogoś rękoma i oprze mu głowę na ramieniu; lecz gdy szczęśliwy topniał z rozkoszy, nagle wykonywała jakiś ruch, który mówił, że schwycić jej niepodobna, gdyż albo wymknie się, albo odepchnie, albo po prostu każe lokajowi wyprowadzić wielbiciela za drzwi...
Ciekawym zjawiskiem była dusza panny Izabeli.
Gdyby ją kto szczerze zapytał: czym jest świat, a czym ona sama ? niezawodnie odpowiedziałaby, że świat jest zaczarowanym ogrodem, napełnionym czarodziejskimi zamkami, a ona - boginią czy nimfą uwięzioną w formy cielesne.
Mając lat osiemnaście, panna Izabela tyranizowała mężczyzn chłodem. Kiedy Wiktor Emanuel raz pocałował ją w rękę, uprosiła ojca, że tego samego dnia wyjechali z Rzymu. W Paryżu oświadczył się jej pewien bogaty hrabia francuski, odpowiedziała mu, że jest Polką i za cudzoziemca nie wyjdzie. Podolskiego magnata odepchnęła zdaniem, że odda swoją rękę tylko temu, kogo pokocha, a na co się jeszcze nie zanosi, a oświadczyny jakiegoś amerykańskiego milionera zbyła wybuchem śmiechu.
Takie postępowanie na kilka lat wytworzyło dokoła panny pustkę. Podziwiano ją i wielbiono, ale z daleka; nikt bowiem nie chciał narażać się na szyderczą odmowę.
Raz zobaczyła w pewnej galerii rzeźb posąg Apollina, który na niej zrobił tak silne wrażenie, że kupiła piękną jego kopię i ustawiła w swoim gabinecie. Przypatrywała mu się całymi godzinami, myślała o nim i... kto wie, ile pocałunków ogrzało ręce i nogi marmurowego bóstwa ?... I stał się cud: pieszczony przez kochającą kobietę głaz ożył. A kiedy pewnej nocy zapłakana usnęła, nieśmiertelny zstąpił ze swego piedestału i przyszedł do niej w laurowym wieńcu na głowie, jaśniejący mistycznym blaskiem.
Siadł na krawędzi jej łóżka, długo patrzył na nią oczyma, z których przeglądała wieczność, a potem objął ją w potężnym uścisku i pocałunkami białych ust ocierał łzy i chłodził jej gorączkę.
Odtąd nawiedzał ją coraz częściej i omdlewającej w jego objęciach szeptał on, bóg światła, tajemnice nieba i ziemi, jakich dotychczas nie wypowiedziano w śmiertelnym języku. A przez miłość dla niej sprawił jeszcze większy cud, gdyż w swym boskim obliczu kolejno ukazywał jej wypiększone rysy tych ludzi, którzy kiedykolwiek zrobili na niej wrażenie.
8 marca 2012
8 marca
I ja chcę zdać maturę z matmy? Co? Rozszerzoną?! Niezły żarcik!
No więc tak wygląda moje życie, dostałam dzisiaj dużo kwiatków, nie uczę się wcale, dbam jedynie o to, żeby super wyglądać i błagam o piątek wieczór.
Subskrybuj:
Posty (Atom)