14 grudnia 2008

christmas sucks


Mam anginę.
Tuż przed świętami.
Christmas sucks.
Nie czuję tej świątecznej atmosfery.
Christmas sucks.
Trudno, chyba i tak w tym roku świąt nie będzie, bo i tak nikogo w domu nie ma.
Christmas sucks.
Muszę Kubie kupić prezent (ciekawe kiedy i ciekawe co), ale na wigilii klasowej się nie pojawię, bo nie mogę patrzeć na otaczającą mnie wredotę.
Christmas sucks.
Chciałam tego Nikona D90, ale jak wczoraj zobaczyłam tę reklamę przed Brucem to mi się odechciało.
Boli mnie gardło i jest mi zimooo!
*jaka ja jestem biedna...*
postawmy sobie znicza.
PS. Laptopy bez myszki są do dupy.
PS2. Augen! Właśnie, Augen!

6 grudnia 2008

nie widać mikołaja


Już po premierze. 
Spektakl miał trwać godzinę, ale pani reżyser nieoczekiwanie zażyczyła sobie dziesięć piosenek pod rząd i nie wiedziała chyba co z nami zrobić, bo staliśmy na środku sceny jaktakie sieroty i się tak tylko kiwaliśmy z przerażonymi minami.
Mam śliczne zdjęcie w moim czepku, zrobione komórką oj i chyba je sobie wstawię na nk.
Moja mama zapomniała, że dzisiaj była premiera.
Zabrałam Aśkę na lodowisko i postanowiłam nauczyć jeździć na łyżwach. Normalnie nie wiem już, szlag mnie bierze, jak ona leży to ja też leżę. 
Przez tę pierdoloną konferencję o klimacie, czy czymś tam, ruszyć dupy w tym mieście już nie można, ot co.
Nie dostanę Nikona D90 na Gwiazdkę. A zaproponowali mi bycie głównym fotografikiem na ślubie. No i czym ja będę robić te zdjęcia? Olympusem?!
Nie czuję tej świątecznej atmosfery. Nie rusza mnie to. 
Trochę słodyczy dzisiaj miałam w bucie, zeżarłam wszystko na próbie z Łukaszem i Kornelem, ale potem przyszła Aśka i policzyła mi kalorie.
-.-.
muzyka: "Miss Independent" Ne-yo

29 listopada 2008

gwóźdź i szpilka


Nienawidzę pogrzebów. Po prostu nienawidzę.
Heh, ale kto lubi?
Denerwuje mnie ta stypowa tradycja. Na początku wszyscy ryczą, a potem cieszą się, bo jest wyżera.
Ukradli mi zdjęcia! Pierdoleni blogerzy od dodatków z FotoFiltre.
Ku*na, trzeba by coś napisać na Augena.
muzyka: "Miles Away" Madonna

23 listopada 2008

euforycznie


Dochodzę do wniosku, że moja lustrzanka typu Olympus nie taka znowu zła. Jedno zdjęcie z pomysłem, trochę fotoszopa i euforia po wejściu na Devianta. Nie wiem co się dzieje, ale jeśli dalej tak pójdzie to ja zamiast iść na wymarzoną polonistykę skończę na jakimś wydziale fotografiki. Tylko najpierw muszę zdać maturę. Oh, módlcie się za mnie na zapas. 
Ale tak naprawdę, fotografia to naprawdę wredny fach. Tutaj każdy ma swoje zdanie i każdy o nie walczy. Ludzie mają jakieś dziwne usposobienie, aczkolwiek podoba mi się taka społeczność fotografików. Tylko tam mogłam objechać korpusy Eosów i całokształt Sony Alfa.
Spektakl już za dwa tygodnie i aż żal tyłek ściska, bo jeszcze nic nie jest przygotowane. Ludzie nie potrafią mówić roli, strojów nie ma, ponieważ pani "reżyser" zażyczyła sobie przygotowań ze własnym zakresie, czasu na próby nie ma, a spektakl już za dwa tygodnie. Spektakl już za dwa tygodnie!.
Napadało trochę śniegu, więc była to niezmierna okazja do pocieszenia Aśki. Założyłam moją tatrzańską czapę z warkoczykami i poleciałam po dziewczę, tylko że ta już stała pod moim płotem z kulką w ręku. Zrobiłyśmy aniołki w parku i pokręciłyśmy się trochę po osiedlu. Dzisiaj czuję, że chyba jakaś grypka mnie bierze. 
Dzisiaj już śniegu nie ma, takie są uroki życia w mieście. Jest katar i cudowne marzenia, że święta już tuż tuż... 
A niech to szlag, nie mogę być teraz chora, bo premiera już za dwa tygodnie!!!
ożesztyku**aszl**japie**ole.
muzyka: "Beggin" Madcon
A szablon taki, bo podoba mi się to zdjęcie, ale chyba jest zbyt kawowo.

21 listopada 2008

listopadowo


Nie lubię listopada.
Po prostu nienawidzę kiedy zimny wiatr mierzwi mi włosy i szlag nie trafia kiedy deszcz ze śniegiem tworzy mi rożne kędziorki wokół twarzy. Po szkole, w drodze do domu wpatrujemy się z Aśką w wielki oświetlony poster z napisem "Nowe Lodowisko - już w grudniu" i aż się przykro robi, że ferie są dopiero na końcu lutego.
W szkole totalny rozpierdol. Kolejne przedstawienia, dużo nauki, dodatkowe lekcje, lecz ochoty brak. Jest cienko, matury chyba nie zdam. Siedzenie nad książkami już nie nudzi, nie chce mi się wkuwać regułek na blachę i już nie mogę znieść tak zwanego "sapania" na oceny. But z chemii jest mój i kogo to obchodzi co ja mam zamiar z nim zrobić?  
Konkurs humanistyczny już za tydzień, mam zamiar napisać piękny reportaż w sto dwadzieścia minut, ale kto w to uwierzy? Ja już sama w to nie wierzę. Ja nawet nie wiem jak ja się znalazłam na liście zapisanych. Moja polonistka też chyba już nie wie. 
Fotografika poszła w odstawkę. Doszłam do wniosku, że Canon Eos jest do dupy, a Olympus mnie nie zadowala.
muzyka: "Hello Beautiful" Jonas Brothers

10 listopada 2008

fotofotofotofotobum

Ja nie wiem czego się spodziewałam. Wróciłam do fotografowania po dość długiej przerwie i chyba liczyłam, że pierwsza sesja będzie cud, miód, galeria na cafe itp. 
A tu tymczasem moja lustrzanka mnie trochę zaskoczyła. Nie wiem czy to jej nieumiejętne zatrzymywanie tego czego się nie powinno zatrzymywać na obrazie, lub właśnie to moja nieumiejętność fotografowania w znacznym momencie sprawiły, że nawet mój drogi tato umilkł. 
Jak miło, że istnieje takie coś jak Photoshop, aczkolwiek eosowa mentalność też nie wygląda tak źle :).

3 listopada 2008

Jak płaczą martwi?


Tak naprawdę to kiedyś chciałabym, aby ktoś mi powiedział jak to się dzieje, że nagle się jest, a potem się "nie jest". Przeczytałam stare Focusy i te różne filmy na Discovery i to już naprawdę mnie zaczyna przerażać.
Tak naprawdę to szkoda, że to całe Wszystkich Świętych już się skończyło. Lubię tę długą podróż na cmentarze, to chodzenie między grobami w mroku nocy i ciepło zapalanego znicza.
Dziwnie jes kidy ktoś cię nagle zaczepia przechodząc obok, a ty po kilku minutach stwierdzasz, ze to chyba była babcia twojej kuzynki. Dziwne jest to, ze wszyscy oczekują ode mnie współczucia, ale ja nie potrafię im go okazać, bo tak naprawdę nie wiem co to jest.

Wróciłam do Polski, grzecznie chodzę do szkoły, trochę się uczę, nie przyjaźnie się z zbyt wieloma osobami. Nie robię zdjęć, nie biegam, nie piszę pamiętnika (i nie piszę w ogóle nic), nie chodzę na niemiecki, nie robię zadań z angielskiego i nie lubię kiedy się do mnie mówi "Martusiu".
Za to bardzo śmieszy mnie społeczność blogowa.
Ah, dziwny ten świat?


Zwei Dinge sind unendlich,
das Universum und die menschliche Dummheit,
aber beim Universum bin ich mir nicht ganz sicher.
 Albert Einstein

19 października 2008

Konsternacja


Czuje się jakaś pusta w środku. Uświadomiłam sobie, że już nie umiem pisać tak jak kiedyś. Nie mogę nabrać natchnienia, nie mogę nic wymyślić.
Mój humanizm obumiera.
Wczoraj podsłuchałam rozmowę mamy przez telefon. Szybko ściemniłam, że wychodzę, wzięłam Eosa pod pachę i poszłam do parku. Ale nie wytrzymałam. Usiadłam na jakiejś ławce i się poprostu rozryczałam.
Operacja już nie pomoże.
No i co Ty... Boże?!
"Nie musiała rozumieć sensu życia, wystarczyło spotkać Kogoś, kto go zna. A potem zasnąć w Jego ramionach jak dziecko, które wie, że ktoś silniejszy od niego chroni je przed wszelkim złem i niebezpieczeństwami."
Brida
Paulo Coelho
Ludzie nie mogą na mnie liczyć, bo w stanie roztrzęsienia wypominam imtylko, że nie potrafią rozróżnić fotografiki od fotografii.
Zaczęłam coraz więcej biegać. Wtedy jakoś zapominam.
Kocham to kiedy moje pulchne nóżki w krótkich spodenkach od Adidasa śmigają chodniczkiem, a ich gorąco styka się z mroźnym powietrzem października.
Julia ślicznie wyrecytowała mi zagrożenia towarzyszące biegaczkom długodystansowym.
Jula, czasami ty jesteś naprawdę, ale to naprawdę... głu.pia.
No bo więc czy wszyscy musimy umierać tak bezczelnie, pogardliwie, w bezustannym lęku o to co zastaniemy z drugiej strony...?
Chyba to już nam zostało pisane...
muzyka: "Paper planes" Mia

20 września 2008

Poczekasz na mnie?


Nie mogę trafić w klawiaturę.
Nowotwór.
Rak.
Rak.
Rak.
Rak.
Rak.
.
.
.
.
Rak.
Dlaczego w tym domu nikt mi nic nie mówi?
Oni myślą, że "chronią dzieci".
Bo "dzieciom" nie pozwala się myśleć.
"Dzieci" mają cieszyć się i biegać po parku.
Dopiero później pozwala im się poczuć jakiego wielkiego kopa w dupę może sprzedać to życie.
Ale czy warto mieć takie "życie"?
Chyba muszę sobie znaleźć prawdziwych przyjaciół.

8 września 2008

Brak tytułu lub Tytułu brak


Dzisiaj na polskim dużo myślałam. Nauczycielka mówiła coś o marginesach społecznych i szpanerach z naszej-klasy. Mówiła coś o tym, że czuje sympatię do tych, którzy siedzą tak cicho i nikomu nie przeszkadzają. Patrzyła na mnie. 
Jak bardzo chciałabym żeby tak było.
Dzisiaj Ciapek na lekcji się tak dziwnie na mnie gapił, chyba wyczuł, że żułam gumę. W ogóle to nie lubię jego lekcji. Drogi Panie, skąd mam wiedzieć co ten klocek chce zrobić, czy sobie spaść czy ruszać się skoro mi nie powiedział? Na fizyce mają być fakty, a nie snucie sobie poglądów ^^.
Mamuśka poszła na wywiadówkę. Ale chyba nie zrobiłam nic złego w tym pierwszym tygodniu, prawda?
Ostatnio zauważyłam, że kiedy biegam robię się szczęśliwsza. To chyba dlatego tak bardzo lubię to robić :).
muzyka: Beat it Michael Jackson feat. Fall Out Boy

5 września 2008

Kolejny pierwszy dzwonek


Chodzę do szkoły. Trochę się uczę. Nie przyjaźnię się z zbyt wieloma osobami. Codziennie biję się z Ulką kto ma siedzieć pod oknem.
Są pierwszaki. Trochę ich skociliśmy. Trochę ich nastraszyliśmy. Panoszą się, chodzą środkiem korytarza, śmieją się, żeby pokazać kto to niby idzie i cały tydzień noszą arafatki, które w ogóle nie pasują do ich stroju... Ah... To zwykłe koty.
Nie jestem jeszcze przyzwyczajona do tego szkolego zgiełku: dwa zadania z matematyki robię w dwie godziny, bo cały czas coś zwraca moją uwagę. Wstać o szóstej też nie mogę... Na pierwszej lekcji to niemal że śpię, ale ktoś mnie co jakiś czas szturcha. Chemiczka chce znam zrobić sprawdzian z całego zeszłego roku... Nasza wychowawczyni odeszła (bo już chyba nie mogla wytrzymać ze słynną 'i') i dali nam w zastępstwie matematycę (o zgrozo). Ciapek się trochę pluje, nowa babka od historii jest troche niestabilna emocjonalnie (co już moja klasa wyczuła i zrobila cyrk na pierwszej lekcji).
Nauka pochłania cały mój czas. Chcialam się trochę zająć portretówką, ale gdy stałam ze statywem przed dziewczynami to pomyślalam, że chyba nie zrobiłam zadania z chemii i sobie poszłam. Pisać tutaj też nie mam czasu, a to co się już uda naklepać na klawiaturze, to i tak się nie nadaje do przeczytania. O Augenie już nie wspomnę.
muzyka: S. O. S. Jonas Brothers

30 sierpnia 2008

Tartyl me on


Wszystko się toczy dalej. Kolejny rok życia i zarazem kolejny rok szkolny (z którego nie jestem zadowolona, ale nic na to nie poradzę...).
Kilka postanowień na nowy rok:
Zakocham się.
Nie będę sobie robić wrogów z ludzi.
Nie dopuszczę do sytuacji, w której babcia mogła by powiedzieć "jesteś zepsuta do cna". 
Zmienię swój styl pisania.
Nie będę się z nikim kłócić o byle co.
Wymuszę na tacie klucz do ciemni.
Zajmę się fotografią portretową.
Przestanę denerwować pana od muzyki.
Wezmę się za chemię, tak, aby nie zawalić fizyki.
Przestanę nadawać jak głupia z Mateuszem na matematyce.
Ne będę ignorować pani od angielskiego.
Nie będę się śmiać z pani od wosu.
Wezmę się za anglika i za niemca tak, żeby żaden nie był na pierwszym planie.
Nie pozwolę, aby moje lenistwo doprowadziło do rezygnacji z biegów długo dystansowych dla krótkich, bo mniej meczące (bo albo z nich też jestem taka szybka, abo zawsze mam falstart). 
Nie będę ściągać.
Przestanę zwracać uwagę na ciuchy i zaprzestanę tę modę na markowe ciuchy w mojej klasie (no bo to naprawdę wkurzające, że co druga osoba ma tę bluzkę z żółwikiem Turtle me on z New Yorkera za 9,95€ i moja mamuśka mówi, że jestem snobem).
Nie będę nadużywać gościnności i chusteczek higienicznych Pani Pedagog (jak to zrobiłam w zeszłym roku).
W ramach Światowego dnia bloggera
Zostałam bloggerem, ponieważ na lekcji informatyki nie było nic ciekawego do roboty więc koleżanka pokazała mi swojego bloga. Blogi, lub ich autorzy dali mi dużo do myślenia, a raczej ich chamstwo i arogancja. Blog daje mi... miejsce gdzie mogę wypełnić moją grafikownię, bo ten pamiętnik to taka iluzja. Dzięki blogom nie przeżyłam nic ciekawego, chyba że wielki skok ciśnienia, kiedy nagle ktoś wkradł się na moją pocztę. Czy poznałam ciekawych ludzi? Ludzie fajni "byli, ale się zmyli".
Ulubieni: kazali.nam.się.kochać ganzer.tom dreamsland
muzyka: "Say" One Republic

21 sierpnia 2008

Wszyscy mają oczy. Ja mam zakłamane


Niektórzy ludzie są naprawdę dziwni. Ale tak naprawdę, naprawdęA ja nie lubię takich ludzi. Wpierdalanie się w czyjeś życie to ich ulubiona rozrywka. Na początku mnie to wkurwiało  ale teraz... Chyba trochę smutno mi się robi.
Ci niepozorni potrafią najbardziej ranić. Tak celowo.
Tak, wytłumaczcie mi czy można przez gadu gadu, będąc 1200 km od siebie stwierdzić po blogu czy ktoś kłamie. Umiecie tak? Podziwiam. Bo ja nie potrafię.
A ja tak ślicznie potrafię kłamać w żywe oczy. Wgapiać się w czyjeś źrenice, nie przytupywać i mówić takim przekonywującym tonem. Dziwi mnie tylko, ze moi znajomi tak bezgranicznie mi ufają. Kiedyś gryzły mnie wyrzuty sumienia i powiedziałam wszytko przyjaciółce, ale ona potraktowała to jako dobry żart. Szkoda, że nie ma takiej konkurencji na Igrzyskach Olimpijskich, bo wygrałabym tysiąc złotych i samochód.
Wszystko się pieprzy. Tak powoli, powolutku  prawie niezauważalnie, ale doszczętnie. Wczoraj dzwoniła babcia. Powiedziała, że głos mi się zmienił i prawie mnie nie poznała. Dziwne. To kłamanie ma takie skutki?
Dzisiaj byłam na zakupach. Kupiłam sobie dżinsy za 60 €, a po powrocie do domu, przed lustrem stwierdziłam, że mi się nie podobają.

Za trzy dni urodziny.
grafikownia:
  
  
  
 
muzyka: "Wo sind eure Hände" Tokio Hotel
Psssyt, czy ktoś wie co się stalo z Julią z THBiJ?

20 sierpnia 2008

Przygotowania.


Ostatnio było dziwnie. Teraz wszystko wraca do normy, ale coś jest nie tak, a ja nie potrafię idealnie sprecyzować co.
    Nieuchronnie zbliża się koniec lenistwa. Chodzę po księgarniach, kupuję zeszyty... Ale za ch*ja mi się nie chce. Wczoraj byłam sprzedać trochę starych podręczników do skupu, obok mojego gimnazjum. Zajrzałam do środka. Jak zwykle wypastowane podłogi, charakterystyczny zapach unoszący się w powietrzu i tylko... tak pusto. Na tablicach wywieszono nazwiska świeżych kotów z przydziałem do klas. Kiedyś też tu wisiałam...
Telefon:
    - Rezydencja państwa *, w czy mogę pomóc?
    - Yyy... A Marta jest?
    - Panienka? Tak, tak, bawi się z paniczem. Zawołać?
    - Nie, nie... A kto mówi?
    - Gosposia.
Telefon:
    - Dzień Dobry, chciałabym się umówić do pani Sylwii na uczesanie w piątek.
    - Przykro mi, ale pani Sylwia już tu nie pracuje...
pomyłka.
4 dni do urodzin xD
grafikownia
  
 
muzyka: "Viva la Vida" Coldplay

18 sierpnia 2008

Sms vs call.


Kocham moje przyjaciółki. Przez nie rano mam wory pod oczami.
Godzina 23:30. Joanna i Dominika. Short Message System.
    - Nie uwierzysz, kogo spotkałyśmy...! R. jak się lizała z takim jednym gościem!
    - Co to za jeden?!
    - Taki brzydal, do mnie też się przystawiał :D.
    - Zróbcie jej zdjęcie!!! 
    - Docha zrobiła.
    - Zemsta będzie słodka ^^.
Godzina 2:45. Julia. Telefon.
    - Tuchaaaa!!!
    - Co się stało...?
    - Nic, tylko ryczeć mi się zachciało...
    - Julaaaa...
    - Nienawidzę Berlina.
    - Julaaaa...
    - Wszyscy faceci są do dupy.
    - Julaaaa...
    - No co?
    - Prześpij się. Zrobi Ci się lepiej.
    - Myślisz?
    - No.
    - Wiedziałam, że na Ciebie można liczyć!
(* kiedy ludzie zapominają języka pieprzą co im się przypomni)
Godzina 8:30. Zuzanna. Telefon.
    - Maartaaa, masz drugą część Władcy Pierścieni?
    - Nie mam.
    - Aha. Trudno. To masz w niedzielę urodziny, co nie?
    - No, za tydzień.
    - Ale w tą niedzielę, co nie?
    - A co dzisiaj jeeest? (+ziewnięcie)
    - Poniedziałek.
    - Możliwe.
Ja naprawdę nie wiem dlaczego ludzie tak lubią przedłużać 'a' w moim imieniu.
No dobrze, za tydzień mam urodziny, ale muszę udawać, że nic nie wiem, żeby spełniły się 'zawodowo' i zrobiły mi mega niespodziankę ;).
muzyka: "Neustart" Nevada Tan

17 sierpnia 2008

No heloł.


    Widziałam w peezesach moją byłą fizyczkę, tą która kiedyś powiedziała, że pozwoliłaby mi żuć gumę na lekcji, ale potem podklejam nią jej ławki i to nie jej sprawa jak ja niszczę swoje zdrówko. Natknęłam się na nią przy kasie kiedy na taśmie jechały dwie paczki cudownej gumy Orbit. Spojrzała na mnie spod grzyba, a ja mruknęłam pod nosem jakieś dzieńdobry. Przy wyjściu zaczekałam za nią i bezczelnie wpakowałam sobie listek do ust.
W tym roku będę komuś innemu podklejać ławki.
    Wczoraj coś spierdzieliło z prądem i musiałam myć włosy pod zimną wodą. Chyba mi mózg zamarzł, bo w nocy pisałam esemesy z Aśką i byłam taka jakaś ogłupiała, że zaczęłam czytać słownik niemiecki.
    Dzisiaj grzecznie poszłam z braciszkiem do kościółka. Wszyscy tak myślą, ale chciało mi się tę godzinę spędzić w McDonaldzie na szejku truskawkowym i chyba tak zrobiłam.
Telefon, godzina 23:52.
    - Słucham?
    - Martaaaaa...
    - No co znowu chciałaś?
    - Sprzedasz mi tę książkę od angielskiego?
    - Jaką znowu książkę...?
    - No tę taką zieloną... Tę co mówiłaś, że po całym mieście się za nią nalatałaś... No Enerdżi czy jakoś tam.
    - Nie masz jej w szkole.
    - A ty miałaś tylko na priwach! Skończyłaś już ją dawno temu, no to daj.
    - No to po co ci ona?
    - No, bo chciałam się trochę pouczyć...
    - To sobie jedynkę kup, a nie po czwórkę lecisz.
    - Wredna jesteś.
    - No heloł, powinnaś mi się podlizać!
    - No ale Martaaaa...
    - Ile dasz za nią?
    - No tak z dwie dychy może...?
    - A bujaj się!
Bip, bip, bip...
To takie okropne jak gimnazjum zmienia ludzi.

14 sierpnia 2008

Niestabilna.


Boże... Zjadłam loda waniliowego w czekoladzie... Teraz mam taką wielką gulę w gardle. Chyba trawię tylko lody owocowe.
Ganzer się skończył. 
Skończyła się era opowiadań blogowych.
Nie mam czasu nic tu napisać, bo kombinuję na wszystkie strony z NY. Ta strona pochlania teraz większość mojego życia (jak Deviant). Po prostu już piszę na siłę.
Przyznaję, to co ja tu wyprawiam jest beznadziejne. Pisanie, ot tak sobie. To nie wyraża prawdziwej mnie i naprawdę zdaję sobie z tego sprawę. Gdzie jest ten poetycki styl, z którego była znana tylko ta z trzeciej ławki pod oknem?
Naprawdę czasami nie mam siły. Kiedyś zauważyłam, że jeżeli dłużej siedzę nad książkami od języka obcego to nie mogę się skupić. Jakiś slang mi wchodzi w umysł. Wtedy chce mi się szwargotać z Leą i zmuszać brata, abyśmy sobie pogadali po angielsku.
L. gdy mnie wczoraj zobaczyła podbiegła, zaczęła się witać i dodała: "Martusiu... Ale ty jesteś śliczna...". Ja zaszczycona uśmiechnęłam się szeroko, zrobiłam swoje słodkie oczęta, a L. nawet westchnęła, chociaż wyglądałam jak rodem z Przystanku Woodstock w czarnych rurkach, czerwonej bluzce i arafatce na szyi. Nagle zmarszczyła nos i zapytała: "A spod jakiego znaku zodiaku jesteś?". Wystraszyłam sie i szybko wypaliłam: "Panna". L. wytrzeszczyła oczy tak jakby chciała wyprostować sobie wszystkie zmarszczki. Po chwili jednak całe powietrze z niej uszło. Położyła mi rękę na ramieniu i zrobiła tę swoją minę 'przekazywanie smutnych wiadomości'. "Ale szczęścia w miłości to ty nie będziesz miała...". Chyba poczuła, że robi mi się gorąco i szybko dodała: "Nie martw się, kariera jest teraz najważniejsza!". Szybko uciekam z pola widzenia. 
Chyba jej nikt nie powiedział, że jestem niestabilna emocjonalnie.
muzyka: "Nobody's home" Avril Lavigne

9 sierpnia 2008

Mature Content


    Dzisiaj zrobiłam sobie auto sesję. Postawiłam statyw na środku pokoju i pokręciłam śrubką, żeby aparat się na nim trzymał. Rozwiesiłam sobie wielki, biały arkusz papieru na ścianie. Pomalowałam sobie usta na niebiesko błyszczącą kredką do oczu i po prostu… wyszło mało przyzwoicie.Aparat uchwycił nawet to czego nie chciałam. Chyba dam to na dA z Mature Content.
    Czerwona opalenizna  na nogach powoli zaczyna brązowieć (a to, ze schodzi mi skóra z ud to całkiem inna sprawa). Założyłam dzisiaj bardzo krótkie, bardzo obcisłe spodenki i wyszłam do sklepu. Sąsiadka stała pod drzwiami. A się patrzyła…
Kaśka powiedziała, że to jest seksowne. Ale Kaśka urodziła się na Katowickiej.

    Zauważyłam, że ostatnio życie układa mi się wyjątkowo świetnie. Żadnej chujni pod grzybnią. Nie klnę, nie palę, nie piję. Ta cała nota ta tylko pozory, bo tak naprawdę jestem grzeczną dziewczynką.
Ale mnie napadło na takie wypociny…


Znowu czytałam BeeMkę i napisałam esemesa do Aishy.
M: Od tygodnia spóźnia mi się okres i od trzech dni mam mdłości…Wiesz co to znaczy…? Sama się zapłodniłam! Haha, xD.
A: A co, chciałabyś^^?

Igrzyska Olimpijskie Pekin 2008 uważa się za otwarte.
Szlag, bieganie leci o 3 nad ranem!

Dzisiaj idę na jakąś rodzinną imprezkę. No dobra, lubię tę moją rodzinę. Ola nie może się doczekać kiedy zabiorę ją na sesję.


muzyka: „I kissed a girl” Katy Perry

8 sierpnia 2008

Krople.


Wpatruję się w okno. Szare chmury otoczone jasnym niebem w odcieniu brudnego błękitu. Co chwila słuchać szelest kałuż, po których przejeżdżają samochody.
Tvn Meteo informuje, że Poznaniu okropnie leje. Krople rozbiją się z jękiem o asfalt.
Postawiłam sobie laptopa na parapecie i obserwuję deszcz. Wiem, to tak banalnie brzmi. Ale lubię to. Wtedy nic się nie dzieje. Świat jest jakby powolniejszy. A ja? Ja jestem jak gdyby…wolna… Nikt nie potrafi mi przerwać, bo wie, że to tylko chwilowy stan. Bo potem znowu będę zła.
Dochodzę do wniosku, że świat cholernie szybko się zmienia.Ledwo wróciłam z wakacji, a za dwa tygodnie będę musiała zapieprzać szkolnymi korytarzami do sali 212, bo ktoś powiedział jakim pięknym przedmiotem może być fizyka.
A ja nie chcę do szkoły! Chcę leżeć na kanapie i trzymać nogi w górze opierając je o oparcie. Chcę wyciągnąć aparat i robić sobie zdjęcia z góry, bo w obecnym czasie to bardzo popularne. Chcę godzinami siedzieć w łazience i prostować sobie włosy i malować powieki na fioletowo.
To co, że nie lubię blogów. Ale lubię pisać. Ale nie chcę się tym chwalić na około. I tak nikt nie zauważy.
To jest taka pasja. 
Pasja tworzenia.

To jest ta chwila, w której nie umiem nic napisać. Wgapiam się w klawiaturę i godzinami potrafię  zastanawiam się, który klawisz teraz przycisnąć.

Oni powiedzieli, że w pierwszej notce wypadałoby się przedstawić.
Chcecie poznać mój bajzel na biurku? Mapy, Going For Gold, mp4, rozmówki niemieckie, długopisy, kolorowe kredki, baterie, lusterko, aparat cyfrowy w futerale i dużo zapisanych papierów.
Kolor oczu: zielony.
Zastanawiacie się dlaczego Spiegel Kind? A próbowaliście nauczyć się kiedyś innego języka niż angielski…?
Marta powiedziała, że to tak głupio wpierdalać się w czyjeś życie.

muzyka: „Almost Lover” A Fine Frenzy