10 lutego 2010

gleich da

Unser Himmel ist gleich da. 
Nie wiem kim chcę być. Nie wiem co chcę robić. Nie wiem czego szukać. Nie wiem jaką wybrać szkołę, gdzie zamieszkać, jak się zachowywać, z czym sobie zrobić kanapkę. Zbyt wiele konfliktów. Za dużo muzyki, która chyba jest tu tylko po to, aby przykryć nieprzyjemnie dodatki. 
Codzienna rutyna. Wstaję, układam włosy, używam bezbarwnego podkładu, nie mogę przełknąć śniadania, idę do szkoły, w mrozie, bez czapki, w ulubionych reebokach, zamiast kozaków, trochę się śmieję, nie uczę się wcale, pięknie używam swojego niewyparzonego języka, wracam do domu, jem obiad, postanawiam, że zostanę wegetarianką, robię lekcję, oglądam seriale, ciągle jem, zastanawiam się w co się ubrać jutro, nałogowo boli mnie gardło. Raz na tydzień mam za wysoką temperaturę ciała. 
A powinnam budzić się promieniami słońca, a nie pustym echem budzika w nocy, połykać tony musli, czuć woń Warty przy porannych biegach. Boże, czasami jestem taka beznadziejna, że nie mogę zrealizować sowich prostych marzeń. Ale może tak jest lepiej. Może gdyby wszystko było zbyt płynne, nie miałabym zielonego spojrzenia mordercy. 
Przecież staram się odetchnąć świeżym powietrzem każdego dnia, przefiltrować czysty tlen i azot pomieszanych z urokiem miasta. Staram się robić wszytko naraz, bo boję się, że kiedyś zabraknie mi czasu. 
No i jeszcze sobie tradycyjnie kpię ze wszystkich. Pustych i bez wyobraźni.
Nie wiem o co i chodzi, już sama się zgubiłam, od jutra będę normalna. Całkiem normalna. Przynajmniej się postaram. 
Przecież nasze niebo jest takie samo.