30 października 2009

sweet friday


Już chyba nie ma dnia bez myśli o przetrwaniu, bez myśli bólu głowy, bez myśli jak bardzo dziś smakowała mi twoja szyja, bez tych miliardów myśli, które w istocie odgrywają bardzo istotną rolę w życiu nastolatka. 
Żyję od piątku do piątku, lubię w poniedziałek myśleć, że za 4 dni będę mówiła o piątku jutro. Dziś piątek. Fajny dzień. Jedyny, który ratuje mnie przed utonięciem w książkach od niemieckiego. Przychodzisz do domu, rzucasz torbę w kąt, zakładasz legginsy w panterkę, trochę sprzątasz w kuchni, co bardzo cieszy mamę <ave zmywarka>, bierzesz telefon, kładziesz się przed telewizorem i mtv 2, wisisz na telefonie przez godzinę z Johnnym, może ktoś zrobi obiad, a może nie, telepizza, potem jakiś czilajt i gadugadu. Boże, bless guys who have created the world.
Nie wiadomo czy istnieje coś takiego jak Halloween, anyway, Johnny przychodzi po mnie w nocy i wymykamy się na cmentarz, łaaa, lubię Johnnego, krzyczy nawet przy tak beznadziejnych horrorach jak Gdy dzwoni nieznajomy. 
W ogóle to uwielbiam z nim być w nocy. Urok miasta, jego śmiech, mroźne powietrze, taki dreszcz przechodzi po ciele, gdy miliony świateł rozbryzguje się w oczach.
Jutro akcja Znicz, fajnie, lubię Hannover, niezłe to miasto. Lubie słuchać radia w samochodzie i ciepły podmuch klimatyzacji.

26 października 2009

the most


Jak się powinno zachować kiedy się wie, że coś co się robi jest złe, bardzo złe, ale nie może się przestać? Ja po prostu nie mogę przestać o tobie myśleć i zastanawiam się dlaczego tracę czas. 
Jak gdyby dwóch serc było za mało, ale ja już w to nie wierzę. Idiotyczne krzywe na papierze.
Boli mnie już od tego głowa i kręgosłup, i tak dziwnie się czuję, jakbym znów była zamknięta w tej całej owodni, którą ktoś mi kiedyś pokazał, jakbym się czegoś bała. Calikiem przyjemne to uczucie.
Wszystko jest w superlatywach, dotyk w kanalikach czuciowych skóry, w sześćdziesięciu kościach stopy, jak głos Dżeksona w balladzie, który rozchodzi się w ciepłym dreszczu.
Podobało mi się gdy ukradłeś mi ciastko z ręki, chociaż udawałam, że jestem na ciebie zła. Ale kocie, wiem, że  tobie podobał ci się truskawkowy zapach moich ust, miałeś taki śmieszny wyraz twarzy.
Chyba cierpię na zmęczenie materiału.
muzyka: Cry - Michael Jackson

23 października 2009

czterdzieści osiem


Na rogu hot-dog śmierdzi gównem, kiedy jest gorąco, paruje cały smród.
Smród stoi w mieście, mdli mnie, ale lubię moje miasto. 
 Nasza sprawa, tu między nami, więc zaczyna śmierdzieć,
jak hot-dog u tej starszej pani, co sprzedaje je z warzywami;
za trzy złote bułka z błotem.
Jutro spektakl, do którego przygotowywałam się niecałe dwa tygodnie, mam kiecę, w której moja talia ma dokładnie czterdzieści osiem centymetrów w obwodzie, a moje włosy, natapirowanie, stoją we wszystkie strony. Moja miłość do przedmiotów ścisłych ogranicza się tylko do grania Skłodowskiej-Curie.
Nie lubię marynarki mojego męża, kurde, co to jest, jakaś dziwna wełna, gryzie.

2 października 2009

paranoidalna


Jestem szamanem i robię focie, a także nie lubię żółtego sera i pieprzu też. 
Mam obiektyw tamrona, który się nie trzyma, ale uwielbiam wszystko co ma pięćdziesiąt w opisie i przysłonę mniejszą niż dwa.
Pada deszcz i świeci słonce, świat jest popieprzony.
Mam ochotę na romansidło i białą czekoladę.