29 grudnia 2009

welur


Brakuje mi siebie.
Brakuje mi siebie w tej całej plątaninie słów, chciałabym się wreszcie nauczyć wyrażania siebie nie poprzez słowa, a poprzez obrazy, świecące i monochromatyczne, żebym mogła patrzeć i się sobą zachwycać, że potrafię odtworzyć ekspresję słabym obiektywem. 
Już po świętach. I dobrze, bo dziwnie się czułam siedząc wyprostowana w nylonowych rajstopach i w kozaczkach zamiast reeboków. Nowe słuchawki od nowej empeczwórki na uszach, super lans, dotykowa, dla kochanej córeczki od tatusia, dlaczego córciu się nie cieszysz, przecież lubisz szpanować kasą rodziców. Bluza nike za trzysta pięćdziesiąt złotych od tatusia, no i te śmieszne wisiorki z yes do bransoletki my charms, które mi się tak podobają. No już sama nie rozumiem czemu nie wzbudza to we mnie euforii, ale ludzie, proszę, rozbierzmy już tę choinkę i pozbądźmy się pozłacanych gwiazdorków z półki nad kominkiem. Plastik wzbudza we mnie wstręt. Jak i poliester i welur. 
Szykuje się gruba biba u mnie na sylwestra, moi kochani rodzice się zgadzają, frajerzy, bo ufają córeczce, że barek będzie w tej samej zawartości i że będzie się grzecznie bawić ze swoimi psiapsiółkami, ale prawda jest taka, że to jednak dobrze, dziewczynki w wieku dziesięciu lat są uświadamiane o hiv i różnych sposobach antykoncepcji.
W czasie świąt było mi bardzo smutno, bo nie spotkałam się z Johnnym i Matu, ale jutro sobie odbijemy w pizzerii, bo już obejrzałybyśmy wszystkie dobre filmy w kinie na ten rok, czytaj: bilet ulgowy w cinemacity kinepolis <tudzież plaza> poznań, co dwa tygodnie, bilet ulgowy - szesnaście polskich narodowych, nie jestem zbyt dobra z matmy, ale teraz wiem dlaczego zawsze jest u mnie tak ciężko z kasą. 
Stan aktualny, chociaż już nie ma filmów, w portfelu pięćdziesiąt złotych i dwadzieścia euro, to się równa absolutny brak hajsu. 
Ale nie przejmuję się kasą, najważniejsze to to, co ma się w środku, nie? Patrzę na swój brzuch i widzę tylko oparcie od krzesła, no trudno, gdzie podziało się moje wnętrze, gdzie podział się mój brzuch, moje jelita, mojej dwie nerki i moja całkiem dobrze działająca wątroba.
?

21 grudnia 2009

list

Drogi Święty Mikołaju!
Wszystko, co chciałabym na te święta, to nowy zestaw zmysłów i nowy zasób słów. Przyznaję szczerze, że używałam ich zbyt dużo, zbyt nieostrożnie, do złych celów. Dostałam już jednak przestrzeżona, nauczona, może nawet trochę doświadczona przez życie, że nie warto zmysłów marnować, ale moje zużyły się już, naprawdę. Nie mają żadnej wartości, nadają się tylko na śmietnik, tak jak i słowa, które nie są w stanie być bronią artysty.
Na drugim, albo i na piątym miejscu mojej listy jest taka wielka pralka, do której mogłabym włożyć głowę, od tak, kiedykolwiek najdzie mnie ochota, włączyć pranie, wirowanie, a może, w ostateczności, jakieś przemielenie. Wyciągnę całkiem czystą głowę, wypełnioną równie czystymi myślami i lśniące bielą sumienie, porozwieszam wszystko w łazience, jak fotografie w czerwonym świetle, i będę podziwiać moje obrazy, wyciśnięte - tak, żeby wszystkie problemy spokojnie powyciekały, będę wtedy naprawdę zadowolona.
Co do tych zmysłów to przypomniało mi się, że najbardziej to przydałyby mi się oczy. Tak, oczy, żeby nadal widziały tyle sztuki, żeby nic się nie zmieniło w środku, tylko żeby nie miały wady minus jeden, bo to trochę męczące. No i żeby nie miały takiej limonkowej barwy, bo nie chcę wyglądać jak tajemnicza czarownica, tylko trochę bardziej przyjazną, szmaragdową.
Poproszę Cię jeszcze o kilka momentów, może raczej chwil pełnych sentymentu, które jeszcze się nie wydarzyły, a bardzo bym chciała. Chciałabym, żeby mój tato był ze mnie dumny, gdy będzie patrzył na moje pierwsze, prawdziwe portfolio. Trochę dziwne to marzenie, wiem, może bardziej przydałoby się zadowolenie przyszłego pracodawcy, jednak to piękne móc uprawiać wolny zawód. Tego właśnie bym chciała.
No i już ostatnie, najbardziej samolubne, ale jeżeli Ciebie o to nie poproszę, to chyba nikt nie będzie w stanie tego zrobić. Drogi Gwiazdorku, czy mógłbyś wypierdyknąć tych wszystkich zakłamanych fotografów, którzy kupili lustrzanki dla szpanu i nie widzą w fotografowaniu żadnego artyzmu, no, gdzieś na koniec świata?  Jako potwierdzenie słuszności mojej prośby mogę powiedzieć, że są to osoby bardzo irytujące, gdy chcą dowieść, że potrafią, a tak w rzeczywistości nie potrafią nic, bo nawet nie stracili czasu na nauczenie się czegoś w tej dziedzinie, tacy są doskonali. Mógłbyś? Naprawdę dzięki.

19 grudnia 2009

czesc


Wymyśliliśmy sobie wczoraj w nocy, to znaczy ja, Dżonny, Matt i Tomasz, że w ferie kopsniemy się do Berlina, bo dawno nie byliśmy, a fajne to miasto. Ale coś jest nie halo, bo przypomniało mi się, że kiedyś w Hanno byłam bez paszportu, więc szukamy z Majksem mój paszport, super ekstra, nie ma go w najbardziej prawdopodobnych miejscach w domu, ba, nie ma go także w miejscach nieprawdopodobnych, toteż czat na farta, co by tam nas specjalnie zatrzymywali, niby Schengen, niby wspólna Europa, a dali Bog coś się przytrafi i będzie mnie musiał Jarosław z granicy odbierać, o nie. No i plus mój stan psychiczny jako uchodźca.
Dziś sobota, moje elo ziomy pojechały tramwajem do teatru, a ja jestem pięć dych w plecy, bo mam grypę i piję zakichaną polopirynę es, co mi sie od niej rzygać chce, ale przynajmniej nie mam już czterdziestki na termometrze, oglądam Misję na ekstra elsidi 42 cale. Nadrabiam sobie zaległości, to, czego nie chciało mi się nauczyć rok temu, i mogę szczerze rzec, że chemia to pedał. 
Dzisiaj miałam dużo przemyśleń i złotych myśli, ale coś w głowie mi się poprzewracało i nie napiszę nic.
Mój tato odebrał mi okulary od optyka, żebym wyglądała jak seksi sekretara w dresie nike.

18 grudnia 2009

fotoszlam


Ludzie są wkurzający. 
Dziewczątko zrobiło kompaktem typu panasonic pięć zdjęć, niestety, bez euforii na dewiancie, ale nie przejmuje się, już czas na lustrzankę! Głupia Marta (czyli ja) gdzieś powiedziała, że nie kupuje w tym roku żadnych nowych szkiełek, bo chce wymienić cały sprzęt na Canona Eosa 5d Mark II, i jest to bardzo dobry wybór, choć trochę kosztowny, bo po trzech latach dobrego fotografowania, przynoszącego dochody, no cóż, eos 5d się należy. Przeraża mnie to, że każdy kupuje lustro dla szpanu, chcociaż wcale nie wie jak się tym posługiwać, bo kiedy ja kupowałam Olka nikt nie wiedział co to jest.
Może jestem trochę przewrażliwiona, mam grypę, bedę w łóżku na święta, musiałam odwołać wszystkie sesje do końca roku. 
Szlag by to wszystko trafił, a najbardziej sony alfa i nikony de sześćdziesiąt. 
Mój aparat to już teraz szuszfol, ale jestem najlepsza, bo wiem jak się wkręca obiektyw do body, nie wiele nastolatek to potrafi. 
Nawet wiem jak przerobić tele canona, żeby się trzymał w olympusie i żeby jeszcze miał autofokus.
By the way, dostałam pięć plus za mój esej o fotografice.

16 grudnia 2009

rozważania typowo schizofreniczne


Dzisiaj, o piątej nad ranem miałam jakieś wiksy, że jestem na imprezie u Dżenksa, narajałam się grzybków i zrobiło mi się tak zimno i niedobrze, że musiałam się skulić w kłębek i nieźle jęczeć, bo mamuśka mi chciała wszczepić penicylinę w dupę (btw, czy lekarz może mi to dać w pośladek?).
No to sobie siedzę w domku i piszę, bo mi się nudzi, z laptopa taty na moim nowym stoliczku z ikea (ikei, ikeji? doesn't matter), bo ciepłota mojego ciala spadła już poniżej trzydziestu ośmiu stopni, ale Hannah Montana ma naprawdę słaby głos i nie mogę go ścierpieć.
No więc będę sobie odpoczywać do końca tygodnia, a mój tatuś (kocham cię, tato) będzie mi kupował mandarynki, kubusie i różne jogurciki, i nawet pozwoli mi kruszyć w swoim łóżku.
A teraz moja dear trzecia i ma chemię, ofiary!
Święta tuż tuż i może zacznę ten temat od czułego stwierdzenia: ja pierdolę. Od kilku dni dochodzę do wniosku, że zaczynam transcendentować, moje ciało mnie ogranicza i nie mogę sobie z tym poradzić, dlategoż cieszę się, że ciężko znoszę okres zimowo jesienny i chodzę po ścianach z gorączką trzydzieści siedem, może to jakaś okazja do powrotu do rozmiaru iks es. Teraz wszystko się kręci wokół szkoły, niedługo egzaminy, staram się, ale to tak syzyfowa praca, bo Ci ponad mną czują władzę, chociaż czasami się opierają mojemu urokowi osobistemu (frajerzy), ale się wyżywają, nie da się tego inaczej określić, i bynajmniej nie jest to narzekanie typowej trzecioklasistki, bo co ci ludzie ostatnio odpierdalają to skandal, ot co. Ale nie jest źle, semestr ten ukończę z średnią, mam nadzieję 5kropkajeden z tendencją wzwyż, co ze strony moich załamań nerwowo-szkolnych mnie zadowala. 
Święta coraz bliżej, a ja teraz nie mogę iść do apartu kupić mamuśce jakieś biżu pod choinkę, bo jeśli się wykuruję to chcę iść w sobotę do teatru wielkiego, a Dżony i Martu będą mi dzielnie towarzyszyć, bo się kochamy (wiem, słońca, że nie lubicie). Nie czuję tej bożonarodzeniowej atmosfery, ważne, że będzie wolne, czas do nadrabiania pustek w mózgu (czytaj, nic nie umiem z historii z drugiej klasy), jednakże moim zdaniem i tak będzie go za mało. Co do aspektu religijnego, w akcie predestynacji, zostałam umieszczona w grupie "nijacy, później się zastanowię".
Od rana się nie uczesałam i postanowiłam, że to będą takie moje dredy.

13 grudnia 2009

komin ap on prodżekt ranłej


Wszystkim wydaje się, że jestem taka inteligentna, a ja na nich patrzę i uśmiecham się słodko, chociaż nic nie rozumiem, żadnego wyrażenia i zwrotu padającego z uszminkowanych ust. Zachwyceni moim urokiem i tym, że tak namiętnie wkuwam chemię i fizykę, bo tak bardzo nie chcę skończyć na kasie w Dino, tudzież Biedronce, a na UAMie, wydział dziennikarstwa lub językoznawstwa, mierzą mi poziom IQ testami w Focusie, i zachwycają się wynikiem sto.sześćdziesiąt, nie kłamię. 
Niczego nie kumam, o co kaman, heloł? 
Mam słaby wzrok i widzę wszystko trochę inaczej, wszyscy o tym wiedzą, ale nie mówią, bo też nie rozumieją, a tego czego nie potrafią określić, jest złe i pozbawione jakiegokolwiek intelektu ze strony artysty. 
Jednakże kogo to obchodzi, mnie chyba już też nie, najważniejsze żeby spokojnie zdać testy z fizyki, iść do kina i ubrać się w bluzy adidas originals oldschool, buty nike high dunk i pory z krokiem w kolanach/bershka ma fajne/, i te ciuchy już są moje, bo jestem fajna i mam fajnego tatusia.
Święta tuż tuż, jednak wcale za nimi nie czekam, chociaż w tym roku jestem uzbrojona w całkiem niezłą sumkę na prezenty dla rodziców (babcia jest już stara i trochę jej się kręci jak daje wnukom kasę, ale co tam, jestem jej najlepszą wnusią, nie da się ukryć). No i oczywiście nie jestem wcale takim zimnym skurwysynem jak o tym myślałam. Ukochałam moją niziutką babcinkę całą miłością w moim małym serduszku (money money money makes me funny). Cale miasto udekorowane śmiesznymi świecidełkami, hepeningi na rynku, kolejny epizod pod tytułem martu foci, ejtikru tańczy hyphop, kręci się, będzie choinka, pierniki dobre, i całkiem fajne, że nie mamy kota, bo smutny byłby los Grizłoldów.

Ale na mnie jak zwykle czeka język polski, napisz sto rozprawek w tydzień i naucz się dwustuczterdziestusześciu środków stylistycznych, po jaką cholerę, ja się pytam. Więc soł tyz iz krismas and e hepi nju jer będzie obchodzone, jak co tydzień, w piątek z moimi psiapsiółkami, w sinemasiti kinepolis poznań, w sali numer sześć.