Lubię czytać stare posty na blogu. I strasznie żałuję, że usunęłam stare (albo ktoś mi je usunął, w pewnym czasie byłam fotoszopową bloggerką i hasło do mojej poczty było na celowniku). Wayback Machine to niezły wynalazek.
Dzisiaj jest taki dzień, w którym tęsknię za tymi starymi. Jest styczeń, mróz, brak śniegu, tylko lód, ale słońce ostro świeci. Siedzę w domu i zachwycam się tym blaskiem, jest mi ciepło i wydaje mi się, że to niedługo wiosna. Chcę jej, bo potrzebuję czegoś, co mnie wypchnie do przodu. Nie możgę się tak cofać, chociaż lubię czytać te stare wpisy. Chciałabym być znowu młodsza, nie musieć tyle myśleć. Nie chcę być dorosła. Mam jeszcze siano w głowie. Nie chce mi się uczyć, a niedługo matura.
Jedyne o czym myślę, to to, że chcę być chuda. Naprawdę chcę. Od dzisiaj nie jem czekolady. Ok, jeszcze tylko kostkę. 40 kilo.
31 stycznia 2012
30 stycznia 2012
6369
Muszę robić zdjęcia. Inaczej umrę. Patrzę na fotobloga, gdzie kiedyś byłam gwiazdeczką w polecankach i im wszystkim zazdroszczę. Że mają pasję. A ja mam? Nie wiem. Obiektywy leżą w szafie. Chciałabym je wyciągnąć. Może się nie udać.
W szkole dobrze. Wygrałam olimpiadę z angielskiego, dziewczynka z mat-fizu. Poszłam tat utrzeć nosa tym z humana. Kurczę, nie cierpię klas humanistycznych. Plebs. Na dworze zimno. Znowu rozpieprzyły mi się kozaki. Nie mam siły się uczyć. Słucham za dużo muzyki. Chcę pisać i fotografować. Piosenka na dziś to "Only if for a night" Florence + The Machine.
Dużo kłamię. Nie potrafię przestać. To zbyt piękny nałóg.
Tymczasem, trygonometria.
W szkole dobrze. Wygrałam olimpiadę z angielskiego, dziewczynka z mat-fizu. Poszłam tat utrzeć nosa tym z humana. Kurczę, nie cierpię klas humanistycznych. Plebs. Na dworze zimno. Znowu rozpieprzyły mi się kozaki. Nie mam siły się uczyć. Słucham za dużo muzyki. Chcę pisać i fotografować. Piosenka na dziś to "Only if for a night" Florence + The Machine.
Dużo kłamię. Nie potrafię przestać. To zbyt piękny nałóg.
Tymczasem, trygonometria.
29 stycznia 2012
jeśli miłość isnieje
"My z drugiej połowy XX wieku, rozbijający atomy, zdobywcy księżyca, wstydzimy się miękkich gestów, czułych spojrzeń ciepłych uśmiechów. Kiedy cierpimy wykrzywiamy lekceważąco wargi. Kiedy przychodzi miłość wzruszamy pogardliwie ramionami. Silni cyniczni z ironicznie zmrużonymi oczami. Dopiero późną nocą przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce i umieramy z miłości".
Interpretowałam kiedyś ten wiersz jako wypracowanie z polskiego. Był piękny. Tęsknię za nim. Tęsknię za literaturą, za poezją, za pisaniem, za zapachami i ciepłym wiatrem. Ale żeby nie było, że jestem jakaś popieprzona, czy coś. Fajny wierszyk. Ale w sumie to jestem. Wczoraj wysłałam do kumpeli esa, że nie mogę iść do klubu z techniawką świętować jej osiemnastkę, bo jestem chora. Oczywiście, gówno prawda. Ja to ją nawet lubię. Ale już nie mogę znieść tych moich przyjaciółeczek-kretyneczek i ich chłopaczków-prostaczków. Przynajmniej dałam im powód do kolejnego objechania mnie. Spoko, akceptuję to. Jestem tolerancyjna. I zarozumiała. I totalnie wykończona głupotą ludzką. Mnie to nawet już nie smuci, nawet trochę bawi.
Ta sobota była cudowna. Mój niby facet zabrał mnie na domówkę do swojego kumpla. Po pokoju płynął szary dymek z fajki wodnej, szisza była truskawkowa. W tle mistyczne dźwięki Guns'n Roses. Przytulałam się do niego, gdy tańczyliśmy do Don't Cry. Alkohol strzelał nam po podniebieniach. Patrzyłam na jego twarz, gdy słodko wycieńczony, usnął na kanapie o czwartej nad ranem. Śmiałam się. Ostre kity wciskam tym moim przyjaciółeczkom. Że niby go nie kocham. Nie kocham, bo nie umiem, nie dlatego, że nie chcę. Ale on wie jaka jest moja ulubiona piosenka i że trwa szesnaście minut. Słuchałam jej leżąc na jego łóżku, ubrana w jego koszulkę. Bity w dziesiątej minucie brzmiały tak jak bicie jego serca.
Jestem dzisiaj zbyt ckliwa. Nie wiem dlaczego.
Chciałabym nauczyć się lubić ludzi.
Interpretowałam kiedyś ten wiersz jako wypracowanie z polskiego. Był piękny. Tęsknię za nim. Tęsknię za literaturą, za poezją, za pisaniem, za zapachami i ciepłym wiatrem. Ale żeby nie było, że jestem jakaś popieprzona, czy coś. Fajny wierszyk. Ale w sumie to jestem. Wczoraj wysłałam do kumpeli esa, że nie mogę iść do klubu z techniawką świętować jej osiemnastkę, bo jestem chora. Oczywiście, gówno prawda. Ja to ją nawet lubię. Ale już nie mogę znieść tych moich przyjaciółeczek-kretyneczek i ich chłopaczków-prostaczków. Przynajmniej dałam im powód do kolejnego objechania mnie. Spoko, akceptuję to. Jestem tolerancyjna. I zarozumiała. I totalnie wykończona głupotą ludzką. Mnie to nawet już nie smuci, nawet trochę bawi.
Ta sobota była cudowna. Mój niby facet zabrał mnie na domówkę do swojego kumpla. Po pokoju płynął szary dymek z fajki wodnej, szisza była truskawkowa. W tle mistyczne dźwięki Guns'n Roses. Przytulałam się do niego, gdy tańczyliśmy do Don't Cry. Alkohol strzelał nam po podniebieniach. Patrzyłam na jego twarz, gdy słodko wycieńczony, usnął na kanapie o czwartej nad ranem. Śmiałam się. Ostre kity wciskam tym moim przyjaciółeczkom. Że niby go nie kocham. Nie kocham, bo nie umiem, nie dlatego, że nie chcę. Ale on wie jaka jest moja ulubiona piosenka i że trwa szesnaście minut. Słuchałam jej leżąc na jego łóżku, ubrana w jego koszulkę. Bity w dziesiątej minucie brzmiały tak jak bicie jego serca.
Jestem dzisiaj zbyt ckliwa. Nie wiem dlaczego.
Chciałabym nauczyć się lubić ludzi.
Notka z dupy.
Wracam z teen bloga.
Wracam z teen bloga.
22 stycznia 2012
czytanie cudzych pamiętników
Dziewiętnastego stycznia, około wpół do dziesiątej rano, niemalże zginęłam pod kołami czerwonego Seicento prowadzonego przez starszą panią, której pomylił się pedał gazu z hamulcem (żeby było absurdalnie, na pasach, na rondzie). Zła byłam okropnie. Poszłam do szkoły, zapomniałam, wróciłam do domu, rozryczałam się jak jakaś beksa. Kurde, no.
Ale to nie o tym chciałam dzisiaj napisać, to było tylko tak, dla potomnych, mogłoby mnie już dzisiaj nie być, albo mogłabym leżeć w domu w nogami w gipsie (co nie byłoby takie znowu złe, mając na uwadze wizję mojego wtorkowego sprawdzianu z fizyki, z który nie umiem nic, kompletnie nic, siajlajlajlaj). Chodzi o to, że Olsi dostała kilka lat temu, na Gwiazdkę, taki różowy pamiętniczek, z napisem Super Girl, z brokatem, ze złotym zameczkiem i kluczykiem. Olsi ma na półce stosy różnych gazet, słowników, notesów i kilka pamiętników właśnie, ale takich, które kiedyś dawało się koleżankom. Czasami bierzemy sobie te pamiętniki i czytamy, jakie też głupoty wypisywałyśmy w podstawówce. No i zawsze na półce leżał ten kiczowaty zeszyt, ale zawsze zbywała mnie, że on jest pusty, nic w nim nie ma. Okej. Myślałam, że zapisała kilka stron będąc w czwartej klasie o swojej platonicznej miłości, nic mi do tego. Ale dzisiaj go na półce nie było. Znalazłam go głęboko w jej szafce, szukając nożyczek. Potem ona wyszła. Wyciągnęłam pamiętniczek i wsuwkę do włosów. Otworzyłam kłódeczkę.
Jest mi teraz trochę źle. Bardzo, bo wiem, że nie powinnam była tego robić, ale nie mogłam przestać. Są takie rzeczy, których po prostu nie można przestać czytać, na przykład subtelne sceny erotyczne. No wiecie, to było coś takiego. A ja kocham Olsi bardzo, to moja najlepsza przyjaciółka. Zeszycik nie miał zapisanych kilku stron. Był niemalże cały zapisany. Ostatnia data to kilka dni po Nowym Roku. Rozczuliło mnie to, bo ja też zawsze piszę moje denne egzystencjonalne przemyślenia po dwunastu miesiącach. Ale tam było wszystko. Wszystkie uczucia, emocje, wydarzenia. Takie, o których nie miałam pojęcia. Żale i radości. Współczucia. Łzy. Wzruszyłam się, chociaż teraz myślę, że to dość paradoksalnie, wzruszam się robiąc tak podłe rzeczy. Ale jestem też dumna, mając ją obok siebie. W tym infantylnym, różowym dzienniczku. Żałuję, że kiedykolwiek zazdrościłam jej, że ma tak kochającego ją brata, bo teraz wiem, jakie okropne wydarzenia tak ich do siebie zbliżyły. Były też tam inne, sprośne sprawy, ale to nieważne. Ale to był piękny pamiętnik.
Cholera, a ja jestem do dupy. Chybabym się zabiła, gdyby ktoś bliski przeczytał mój pamiętnik, albo te chore mini powieści, które sobie ukrycie piszę. Nie wliczając w to tego bloga. Ale to śmieszne, nie, piszę bloga, a nie chcę, żeby ktokolwiek go przeczytał.
Jest mi teraz trochę źle. Bardzo, bo wiem, że nie powinnam była tego robić, ale nie mogłam przestać. Są takie rzeczy, których po prostu nie można przestać czytać, na przykład subtelne sceny erotyczne. No wiecie, to było coś takiego. A ja kocham Olsi bardzo, to moja najlepsza przyjaciółka. Zeszycik nie miał zapisanych kilku stron. Był niemalże cały zapisany. Ostatnia data to kilka dni po Nowym Roku. Rozczuliło mnie to, bo ja też zawsze piszę moje denne egzystencjonalne przemyślenia po dwunastu miesiącach. Ale tam było wszystko. Wszystkie uczucia, emocje, wydarzenia. Takie, o których nie miałam pojęcia. Żale i radości. Współczucia. Łzy. Wzruszyłam się, chociaż teraz myślę, że to dość paradoksalnie, wzruszam się robiąc tak podłe rzeczy. Ale jestem też dumna, mając ją obok siebie. W tym infantylnym, różowym dzienniczku. Żałuję, że kiedykolwiek zazdrościłam jej, że ma tak kochającego ją brata, bo teraz wiem, jakie okropne wydarzenia tak ich do siebie zbliżyły. Były też tam inne, sprośne sprawy, ale to nieważne. Ale to był piękny pamiętnik.
Cholera, a ja jestem do dupy. Chybabym się zabiła, gdyby ktoś bliski przeczytał mój pamiętnik, albo te chore mini powieści, które sobie ukrycie piszę. Nie wliczając w to tego bloga. Ale to śmieszne, nie, piszę bloga, a nie chcę, żeby ktokolwiek go przeczytał.
15 stycznia 2012
tatuaż na osiemnastkę
Może to banalnie brzmi, ale chodzi to za mną od kilku miesięcy a od wczoraj to po prostu nie mogę przestać o tym myśleć. Nie wiem, jak to będzie wyglądać za sześćdziesiąt lat (a może wtedy już dawno będę pod ziemią), ale chcę teraz, za kilka lat zobaczyć ten wyraz twarzy, gdy przeczyta to na moich żebrach. Postanowione. Nie boję się bólu, jestem silną dziewczynką, ale co jak co, żebra to mam cholernie wystające.
Dobro studio tatuażu w Poznaniu?
9 stycznia 2012
frustracja
Frustracja (łac. frustratio - zawód, udaremnienie) – zespół przykrych emocji związanych z niemożnością realizacji potrzeby lub osiągnięcia określonego celu. Czasem frustrację definiuje się jako każdą sytuację, która wywołuje nieprzyjemne reakcje: ból, gniew, złość, nudę, irytację, lęk i inne formy dyskomfortu. Frustracja może być na przykład reakcją na przeszkodę w osiąganiu celu, do którego się dąży.
Jak sobie rozpierdolicie gniazdo do ładowania w laptopie, to jest koniec. Po prostu kurwa koniec!
8 stycznia 2012
reblog and bold what applies to you
No dobra, dobra, ale wiecie, ja jestem nastolatką.
My personality:
• I’m loud.
• I’m obnoxious.
• I’m sarcastic.
• I’m cocky.
• I cry easily.
• I have a bad temper.
• For the most part i don’t like people.
• I’m easy to get along with.
• I have more enemies than Friends.
• I've smoked.
• I’ve smoked weed.
• I drink coffee.
• I clean my room daily.
• I’m loud.
• I’m obnoxious.
• I’m sarcastic.
• I’m cocky.
• I cry easily.
• I have a bad temper.
• For the most part i don’t like people.
• I’m easy to get along with.
• I have more enemies than Friends.
• I've smoked.
• I’ve smoked weed.
• I drink coffee.
• I clean my room daily.
My appearance:
• I wear makeup.
• I wear a piece of jewelry at all times.
• I wear contacts.
• I wear glasses. (sometimes)
• I have braces.
• I change my hair colour often
• I straighten my hair often
• I have a piercing
• I have small feet
• I wear makeup.
• I wear a piece of jewelry at all times.
• I wear contacts.
• I wear glasses. (sometimes)
• I have braces.
• I change my hair colour often
• I straighten my hair often
• I have a piercing
• I have small feet
Relationships:
• I’m in a relationship now.
• I’m single.
• I’m crushin’.
• I’ve missed an ex before.
• I’m always scared of being hurt.
• An ex has physically abused me at least once.
• I’ve told someone I loved them when I didn’t.
• I’ve told someone I didn’t love them when I did.
• I’ve been in love more than two times.
• I believe in love at first sight.
• I believe lust is more important than love.
• I’m in a relationship now.
• I’m single.
• I’m crushin’.
• I’ve missed an ex before.
• I’m always scared of being hurt.
• An ex has physically abused me at least once.
• I’ve told someone I loved them when I didn’t.
• I’ve told someone I didn’t love them when I did.
• I’ve been in love more than two times.
• I believe in love at first sight.
• I believe lust is more important than love.
Friendships:
• I have a best friend.
• I have at least ten friends.
• I’ve gotten a phone call in the last 48 hours from a friend.
• I’ve beaten up a friend.
• I’ve been in a serious fight with a friend.
• I can trust at least five people with my life.
Experiences:
• I’ve been on a plane.
• I’ve been on a train.
• Someone close to me has died
• I’ve taken a taxi.
• I’ve taken a city bus.
• I’ve taken a school bus.
• I’ve gone bungee jumping.
• I’ve made a speech.
• I’ve been in some sort of club.
• I’ve won an award.
• I’ve spent 24 hours on the computer straight.
• I’ve been in a physical fight.
• I have a best friend.
• I have at least ten friends.
• I’ve gotten a phone call in the last 48 hours from a friend.
• I’ve beaten up a friend.
• I’ve been in a serious fight with a friend.
• I can trust at least five people with my life.
Experiences:
• I’ve been on a plane.
• I’ve been on a train.
• Someone close to me has died
• I’ve taken a taxi.
• I’ve taken a city bus.
• I’ve taken a school bus.
• I’ve gone bungee jumping.
• I’ve made a speech.
• I’ve been in some sort of club.
• I’ve won an award.
• I’ve spent 24 hours on the computer straight.
• I’ve been in a physical fight.
Music:
• I listen to R&B.
• I listen to country.
• I listen to pop.
• I listen to techno.
• I listen to rock.
• I’m one of those people who play songs repeatedly until i hate it.
• I hate the radio.
• I download music.
• I buy CD’s.
• I listen to R&B.
• I listen to country.
• I listen to pop.
• I listen to techno.
• I listen to rock.
• I’m one of those people who play songs repeatedly until i hate it.
• I hate the radio.
• I download music.
• I buy CD’s.
Television:
• I spend at least six hours a day watching television.
• I watch soap operas daily.
• I’m in love with Days Of Our Lives.
• I’ve seen and liked the O.C.
• I’ve seen and liked One Tree Hill.
• I’ve seen and like Americas Next Top Model.
• I’ve seen and like Popular.
• I’ve seen and like 24.
• I’ve seen and liked CSI.
• I’ve seen and like Everwood.
• I spend at least six hours a day watching television.
• I watch soap operas daily.
• I’m in love with Days Of Our Lives.
• I’ve seen and liked the O.C.
• I’ve seen and liked One Tree Hill.
• I’ve seen and like Americas Next Top Model.
• I’ve seen and like Popular.
• I’ve seen and like 24.
• I’ve seen and liked CSI.
• I’ve seen and like Everwood.
Family Life:
• I get along with both of my parents.
• My biological parents are still together.
• I have at least one brother.
• I have at least one sister.
• I have at least one step brother/sister.
• I have at least one half brother/sister.
• I’ve been kicked out of the house.
• I’ve ran away from my home.
• I’ve sworn at my parents.
• I’ve made my parents cry.
• I’ve lied to my parents.
• I’ve lied to my parents about where I am.
• I’ve lied to my parents about what I’m doing.
• I’ve lied to my parents so I’d be allowed out.
• I’ve walked out when I’ve been grounded.
Hair:
• I’ve been brown.
• I’ve had streaks.
• I’ve cut my hair in the past year.
• I’ve dyed my hair in the past year.
• I’ve been blonde.
• I’ve had black.
• I’ve been red.
• I’ve been light brown.
• I’ve been medium brown.
• I’ve been blue/green.
• I’ve gotten my hair thinned.
• I use conditioner.
• I’ve used silk therapy.
• I’ve used hot oil treatments.
• I’ve curled my hair.
• I’ve straightened my hair.
• I’ve ironed my hair.
• I’ve braided my hair.
School:
• I’ve yelled at a teacher.
• I’ve been suspended.
• I’ve had an in-school suspension.
• I’ve been sent to the principals office.
• I’ve walked out of class.
• I’ve skipped an entire day of school.
• I’ve skipped a whole month of one certain class.
• I’ve failed a test.
• I’ve cheated on a test.
• I’ve helped someone else cheat on a test.
• I’ve failed Art.
• I’ve failed P.E.
• I’ve failed math.
• I’ve failed science.
• I’ve failed another class.
• A teacher has called my parents
• I get along with both of my parents.
• My biological parents are still together.
• I have at least one brother.
• I have at least one sister.
• I have at least one step brother/sister.
• I have at least one half brother/sister.
• I’ve been kicked out of the house.
• I’ve ran away from my home.
• I’ve sworn at my parents.
• I’ve made my parents cry.
• I’ve lied to my parents.
• I’ve lied to my parents about where I am.
• I’ve lied to my parents about what I’m doing.
• I’ve lied to my parents so I’d be allowed out.
• I’ve walked out when I’ve been grounded.
Hair:
• I’ve been brown.
• I’ve had streaks.
• I’ve cut my hair in the past year.
• I’ve dyed my hair in the past year.
• I’ve been blonde.
• I’ve had black.
• I’ve been red.
• I’ve been light brown.
• I’ve been medium brown.
• I’ve been blue/green.
• I’ve gotten my hair thinned.
• I use conditioner.
• I’ve used silk therapy.
• I’ve used hot oil treatments.
• I’ve curled my hair.
• I’ve straightened my hair.
• I’ve ironed my hair.
• I’ve braided my hair.
School:
• I’ve yelled at a teacher.
• I’ve been suspended.
• I’ve had an in-school suspension.
• I’ve been sent to the principals office.
• I’ve walked out of class.
• I’ve skipped an entire day of school.
• I’ve skipped a whole month of one certain class.
• I’ve failed a test.
• I’ve cheated on a test.
• I’ve helped someone else cheat on a test.
• I’ve failed Art.
• I’ve failed P.E.
• I’ve failed math.
• I’ve failed science.
• I’ve failed another class.
• A teacher has called my parents
7 stycznia 2012
lekko stronniczo w polsce i w europie
Witam. Powinnam się teraz uczyć na sprawdzian z fizyki, ale a) w ogóle nie chce mi się ruszyć tyłka i iść po mój rozszerzony zestaw (zeszyt, podręcznik, zbiór zadań #1, zbiór zadań #2, karta wzorów, mini książeczka z tablicami, kalkulator, ryza papieru w kratkę, coś do pisania), b) w ogóle nie chce mi się uczyć, c) myślę o tym, że sprawdzian się trochę przesunie w czasie, gdyż we wtorek zaczyna się maraton z próbnymi maturami (a ja się jeszcze słodko obiboczę) (od dzisiaj zaczęłam polować na białe bluzki na moją przyszłoroczną maturę, dzisiaj - jedwabna z river island za osiemdziesiąt pln, przeceniona z dwustu czterdziestu, czuję się jak bóg), d) oglądam Lekko Stronniczegoklik, taki fajny podcast na youtube takich dwóch zabawnych panów. Odkryłam ich już jakieś pół roku temu, ale wtedy byli dla mnie zbyt cyniczni i zbyt poważni, i zbyt kontrowersyjni, ale teraz są całkiem ok (myślę, że chodzenie do liceum rozwija we mnie wiele bardzo różnych cech, które nie pozwalają mi na poszerzanie światopoglądu). A więc, Lekko Stronniczy są supcio i wczoraj oglądałam ich do drugiej w nocy. Tylko nie wiem czy Włodek czy Karol jest bardziej przystojny. Om nom nom nom.
Ale na serio. Ile jeszcze czasu minie, zanim coś się w Polsce takiego stanie, że Europejczycy powiedzą "O, Polska, fajny kraj, z fajnymi ludźmi". Btw, teraz przychodzi mi do głowy jeszcze jedno pytanie, a mianowicie, czy my sami możemy się Europejczykami nazywać, mając na uwadze nasz gówniany wkład w kulturę Zachodu. Ile jeszcze czasu minie zanim Polacy zaczną tworzyć zajebistą muzę, będą pisać dobre książki (no sami pomyślcie!!! Czy tutaj się pisze o czymś innym o melancholijnym patriotyzmie czy sensie istnienia, pomijam romanse pisane przez nastolatki i jakieś tam nienasycone seksem, na co ostatnio przypadkiem trafiłam w internecie, oohhh, nieźle się przeraziłam), będą robić dobre filmy, bo tak naprawdę, jedyny w miarę ok polski wkład w kulturę światową to high fashion, którego większość Polaczków nie lubi. Ile jeszcze czasu minie, zanim wykaraskamy się z tej komunistycznej dupy, która de facto skończyła się dwadzieścia lat temu. Ile jeszcze czasu minie, zanim wyprodukujemy sobie przyzwoite PKB, zanim w tym kraju powstanie normalny Rząd (gdybym należała do służb mundurowych lub była lekarzem, wynajęłabym płatnego mordercę, bo moje własne ręce opadły z wrażenia). Ja się pytam, no. Ja chcę normalnie żyć w normalnym kraju.
I dlatego lubię Lekko Stronniczego. W tym roku mam osiemnaste urodziny. Nie chcę płacić podatku na rozwój Polski Wschodniej, I'm sorry. Chcę sobie pozwolić na tą jebaną bluzkę z River Island bez przeceny.
Ale na serio. Ile jeszcze czasu minie, zanim coś się w Polsce takiego stanie, że Europejczycy powiedzą "O, Polska, fajny kraj, z fajnymi ludźmi". Btw, teraz przychodzi mi do głowy jeszcze jedno pytanie, a mianowicie, czy my sami możemy się Europejczykami nazywać, mając na uwadze nasz gówniany wkład w kulturę Zachodu. Ile jeszcze czasu minie zanim Polacy zaczną tworzyć zajebistą muzę, będą pisać dobre książki (no sami pomyślcie!!! Czy tutaj się pisze o czymś innym o melancholijnym patriotyzmie czy sensie istnienia, pomijam romanse pisane przez nastolatki i jakieś tam nienasycone seksem, na co ostatnio przypadkiem trafiłam w internecie, oohhh, nieźle się przeraziłam), będą robić dobre filmy, bo tak naprawdę, jedyny w miarę ok polski wkład w kulturę światową to high fashion, którego większość Polaczków nie lubi. Ile jeszcze czasu minie, zanim wykaraskamy się z tej komunistycznej dupy, która de facto skończyła się dwadzieścia lat temu. Ile jeszcze czasu minie, zanim wyprodukujemy sobie przyzwoite PKB, zanim w tym kraju powstanie normalny Rząd (gdybym należała do służb mundurowych lub była lekarzem, wynajęłabym płatnego mordercę, bo moje własne ręce opadły z wrażenia). Ja się pytam, no. Ja chcę normalnie żyć w normalnym kraju.
I dlatego lubię Lekko Stronniczego. W tym roku mam osiemnaste urodziny. Nie chcę płacić podatku na rozwój Polski Wschodniej, I'm sorry. Chcę sobie pozwolić na tą jebaną bluzkę z River Island bez przeceny.
Dokładnie za miesiąc w Berlinie odbędzie się wystawa moich prac. Berlin nie jest w Polsce.
1 stycznia 2012
2012, be good to me
W nocy długo nie mogłam usnąć. Dobra, było już rano. Ale ja się ostatnio często budzę i mój długi sen przerodził się w kilka krótkich.
Nie będę się rozpisywać o moim jakże udanym sylwestrze, bo chyba taki nie był, zresztą, ostatnio w każde wielkie święto, w które powinnam ostro imprezować, włącza mi się jakaś blokada i rozmyślam o tym, jak to byłoby zajebiście, gdyby. Począwszy od moich urodzin. A w tym roku będą te osiemnaste. Nie czekam na nie, trochę się boję, co będzie po nich. Ale proszę, 2012, nie spierdol tego.
Nie zrobiłam żadnego rachunku sumienia, nie potrafię, zresztą, nie miałoby to większego sensu. Ale chyba się zdiagnozowałam, można to tak nazwać. Znalazłam moją własną chorobę cywilizacyjną. To absurdalne, ale takie prawdziwe. Zawsze byłam hiperkrytyczna wobec siebie, rozprawienie się z tym rokiem też przyszło mi bardzo łatwo. A więc tak, ja jestem cholernie samotna. Niesamowicie, przeraźliwie. No i tyle. No po prostu nic nie umiem z tym zrobić. To brzmi strasznie, ale ja czuję się nawet trochę dumna. Jestem wyjątkowa. Bo ja się tego nie boję. Ja to bardzo lubię.
Nie umiem się z nikim przyjaźnić, ja się umiem z kimś pośmiać. Nie umiem się na nikogo otworzyć. Nie umiem się zakochać. Nie potrafię nikogo nowego obdarzyć miłością. Kiedy to zrobię, to nie będzie prawdziwe. To wszystko jest wbrew mnie. Wokół mnie jest tyle ludzi, ciągle poznaję kogoś nowego, ale nie umiem się z nimi zaprzyjaźnić. A może prawdziwa przyjaźń nie istnieje? Nie wiem, przecież jej jeszcze nie poznałam. Ok, nie jest trudno kogoś polubić. Ale ja nie umiem zaufać. Nie wiem dlaczego, wszystko jest ze mną spoko, nie jestem żadnym psycholem.
Plan na ten rok? Nauczyć się żyć w tym świecie, w końcu będę dorosła. Być dla ludzi. Przystosować się, to chyba nie będzie takie trudne. W końcu jestem inteligentna (a co za tym idzie, piekielnie pewna siebie, wyniosła i zarozumiała). Ale umiem grać. Umiem, bo podobno jestem skromna i nieśmiała. Kolejny punkt, prawdziwie się zakochać, ale jeśli nie w tym roku, ok, przyjmuję to na klatę, mam dużo czasu. Jeszcze ze mnie gówniara. Uczyć się. Zdać prawo jazdy. Mówić po angielsku tak, aby inni myśleli, że jestem Brytyjką. Mówić po niemiecku tak, aby inni myśleli, że jestem Niemką. Słuchać muzyki. Dużo pisać. Dużo fotografować. Dużo marzyć. Być próżna. Być chuda. Być prawdziwa.
Nie będę się rozpisywać o moim jakże udanym sylwestrze, bo chyba taki nie był, zresztą, ostatnio w każde wielkie święto, w które powinnam ostro imprezować, włącza mi się jakaś blokada i rozmyślam o tym, jak to byłoby zajebiście, gdyby. Począwszy od moich urodzin. A w tym roku będą te osiemnaste. Nie czekam na nie, trochę się boję, co będzie po nich. Ale proszę, 2012, nie spierdol tego.
Nie zrobiłam żadnego rachunku sumienia, nie potrafię, zresztą, nie miałoby to większego sensu. Ale chyba się zdiagnozowałam, można to tak nazwać. Znalazłam moją własną chorobę cywilizacyjną. To absurdalne, ale takie prawdziwe. Zawsze byłam hiperkrytyczna wobec siebie, rozprawienie się z tym rokiem też przyszło mi bardzo łatwo. A więc tak, ja jestem cholernie samotna. Niesamowicie, przeraźliwie. No i tyle. No po prostu nic nie umiem z tym zrobić. To brzmi strasznie, ale ja czuję się nawet trochę dumna. Jestem wyjątkowa. Bo ja się tego nie boję. Ja to bardzo lubię.
Nie umiem się z nikim przyjaźnić, ja się umiem z kimś pośmiać. Nie umiem się na nikogo otworzyć. Nie umiem się zakochać. Nie potrafię nikogo nowego obdarzyć miłością. Kiedy to zrobię, to nie będzie prawdziwe. To wszystko jest wbrew mnie. Wokół mnie jest tyle ludzi, ciągle poznaję kogoś nowego, ale nie umiem się z nimi zaprzyjaźnić. A może prawdziwa przyjaźń nie istnieje? Nie wiem, przecież jej jeszcze nie poznałam. Ok, nie jest trudno kogoś polubić. Ale ja nie umiem zaufać. Nie wiem dlaczego, wszystko jest ze mną spoko, nie jestem żadnym psycholem.
Plan na ten rok? Nauczyć się żyć w tym świecie, w końcu będę dorosła. Być dla ludzi. Przystosować się, to chyba nie będzie takie trudne. W końcu jestem inteligentna (a co za tym idzie, piekielnie pewna siebie, wyniosła i zarozumiała). Ale umiem grać. Umiem, bo podobno jestem skromna i nieśmiała. Kolejny punkt, prawdziwie się zakochać, ale jeśli nie w tym roku, ok, przyjmuję to na klatę, mam dużo czasu. Jeszcze ze mnie gówniara. Uczyć się. Zdać prawo jazdy. Mówić po angielsku tak, aby inni myśleli, że jestem Brytyjką. Mówić po niemiecku tak, aby inni myśleli, że jestem Niemką. Słuchać muzyki. Dużo pisać. Dużo fotografować. Dużo marzyć. Być próżna. Być chuda. Być prawdziwa.
Mam chyba już jeden sukces w tym dwa tysiące dwunastym. Zdecydowałam się na studia. Wybieram moją przyszłość. Chyba będzie dobrze, mam nadzieję. Tylko jeszcze ta matura.
Subskrybuj:
Posty (Atom)