22 sierpnia 2011

happy oh dear

Pojutrze są moje urodziny. Boję się. Nie lubię mieć urodzin, chociaż jestem jeszcze ze mnie dzieciak. Wstaję rano, a przy łóżku czekają na mnie prezenty, których wcale nie chciałam. Albo jakaś kasa. A ja nienawidzę dostawać pieniędzy. Potem zostaję wyściskana przez mamusię i tatusia. Żenada. Na co dzień mój ojciec pyta się mnie ile mam lat. "No tak, moja córka teraz do liceum". Teraz było rok temu. Okej. Potem do pracy. Ah tak, w tym roku obudzę się jednak sama, chyba, że mama obdaruje mnie kawowym buziakiem o szóstej rano. Po południu przyjdzie ciocia i kuzyn, zadzwoni babcia. Nawet lubię, gdy przychodzą. Na moje urodziny, w które jemy tort z cukierni. Gdy byłam mała, mama zawsze piekła kolorowe ciasto ze świeczkami. 
Lubię też czekać na telefon od babci. Znaczy się, nie czekam na niego, ale moja babcia zawsze do mnie dzwoni. Czasami nawet przyjedzie. Jest taka ciepła. Czasami mama przypomina mi, że babci może kiedyś zabraknąć. Ryczeć mi się wtedy chce. Mam jeszcze jedną babcię, ale ona się nie liczy, bo nigdy nie pamięta kiedy mam urodziny albo imieniny. Za to, kiedy obchodzi je mój brat wie idealnie. Nie żebym była zazdrosna czy coś, ale czasami po prostu mi przykro. Eh...
Przez cały dzień będę musiała siedzieć w sukience, bo to tak cieszy mamę no i przecież dzisiaj moje święto. Będę musiała posprzątać mój burdel. Wszystko na pokaz. Przecież to mój dzień, nie mogę go świętować gnijąc w łóżko, cholera? 
Tysiąc życzeń na Facebooku. Znajomi zawsze chcą mnie wyciągnąć do jakiegoś klubu. Albo liczą na to, że ich gdzieś zaproszę. W tym roku się nie dam. Kiedyś robiłam imprezy w ogrodzie dla porno wróżek. Ale ja już nie lubię ludzi tak jak kiedyś. 
Co roku mam urodziny w lato, osiem dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, co roku jest piękna pogoda. W tym roku może będzie padać. Nie mogę mieć psa, ale kupię sobie chomika. Jadę nad morze. Kurde, ale gorąco. Co jest z tym światem? Nie może być normalnie w moje ostatnie dwa dni bycia szesnastolatką? Pusto w tym domu... Jak codziennie.

19 sierpnia 2011

plastik


Zrobić z tego twittera?
A tak w ogole to rzygam internetem, zabrali mi całą radość z fotografowania. jestem martwym egzemplarzem na fotoblogu. nie stać mnie na hasselbalda h4d-60, to prawda. ja nawet nie mam obiektywów z autofokusem, oprócz lekkiego kitu. szkoda mi siana, ja kocham ciężkie heliosy z brudnymi szkłami. kocham owijać się zużytą kliszą, gotować ją w starym garnku i gwałcić ją w ostrej chemii. lubię też bawić się w fotoszopa ołówkami, mieć dużo czasu, nie bawić się w zlecenia. give me hands, give me eyes, give me fifty mm.
czy pogoda naprawdę wpływa na stan duszy? kocham cię, nieustający deszczu o zachodzie słońca. 
muszę nakarmić szczura. to naprawdę ciekawy przyjaciel.
hehehe, zbliżają się moje urodzimy, mama obiecała mi tarzanie się w ciuchach z zary, zaiste święto. schowam się w szafie czy coś. zboczeniec modowy?
szczur zdycha z głodu. a to nawet nie mój szczur. 

13 sierpnia 2011

lovely shutter


Szukam inspiracji. Beznadziejnie, jest ich tak dużo. Ale moja głowa buzuje od samego nawału moich własnych historii. Wracam do gry. Aparat w dłoń. Muszę dalej poszerzać swój warsztat. Przecież to jedyna rzecz, którą tak naprawdę kocham. Jak mogłam tak sobie odpuścić. 
Będę dalej szukać sztuki. Jutro fashion o zachodzie słońca. Mam nadzieję, że uda się połączyć to z nutką ekspresji. Po cichu liczę na jakieś dobre zlecenie. I na wymianę puszki, ale najpierw muszę się wykazać.
A tak poza tym to kończą się wakacje, czytam książki tak mądre, że ich nie rozumiem, mam obsesję na punkcie ciuchów, znowu pokochałam sportową pływalnię, pada deszcz i jakoś tak... zrobiło się cicho...

7 sierpnia 2011

:)

Pada deszcz, nic nowego, ale kurde, co jest z tym latem w ogóle. Na dworze jak zwykle ponuro, ale ja jestem kolorowa, bo noszę zwiewne sukienki, które nadawały by się gdzieś do noszenia w jakiś śródziemnomorskich klimatach, a nie w Polsce. Mam pomalowane paznokcie, każdy na inny kolor i tatuaże z henny na plecach, haha. W słuchawkach Lykke Li, jest impreza. A tak nawiasem to wczoraj na zakupach wyhaczyłam jadowite zielone pióro Parkera za dychę, jaram się i piszę sobie piękne rzeczy, takie jak te, ze jutro wbija do mnie Olsi i będzie balanga przez cały tydzień i we wtorek jest wielka nocka filmowa u mnie w salonie i zbiera się cały mój milion kuzynów! O matko, jak ja się cieszę, że ich mam! Najlepsza zabawa jest zawsze z nimi, a nie z jakimiś tam przyjaciółmi na tydzień. A tak naprawdę tym razem będzie nas tylko sześciu, bo reszta smaży się na plaży w jakimś europejskim kurorcie. Będzie epicko, już to czuję ;).
Znacie jakieś dobre horrory?

1 sierpnia 2011

li lykke li


Uwielbiam Lykke Li! Kocham ją! Może głosowo to nie jest jakieś cudo. Ale to jest sama poezja w indie popie. Niech się schowa jakieś tam Coldplay. Ja oddam wszystko, no prawie wszytsko, jednakże bardzo wiele, żeby znaleźć się na jej koncercie. Naprawdę, nigdy nie zależało mi, aby zobaczyć na żywo jakiegoś artystę, nawet Gagę czy Jacksona. Ale teraz. Ohh.. ciekawe jak Lykke potrafi czarować muzyką na scenie. 
Wounded Rythmes pozostanie jednym z moich ulubionych albumów na zawsze. Kurczę, dlaczego nikt wcześniej nie wymyślił jak idealnie przejść z jednego utworu do drugiego, jak w I follow rivers do Love out of lust. A Silent my song... Rozpływam się normalnie ;).
Nie mogę wyjść z podziwu. Nie potrafię się uwolnić od tej muzyki. Niech się schowa jakaś Katy Perry czy nawet Adele. Wszystkie emocje w jednej nucie.
Co do tych koncertów to jednak przypomniało mi się, że więcej bym dała za bilet na Massive Attack, ale no cóż... To klasyka mojego ulubionego gatunku.
Jest sierpień, było słońce, ale już się schowało. Hmm... chyba urodziny mam niedługo.