Te święta miały być dobre. Wcale dobre nie są.
Nie wiem czy to nie zabrzmi dość groteskowo, ale czułam, że coś się posypie. Nie mogło być tak lajtowo. W noc przed wigilią obudziłam się z płaczem. Śniło mi się, że miałam krzywe zęby. Moje zęby oczywiście były okej, bielutkie i prościutkie, ale jakoś tak mnie to poruszyło o tej czwartej nad ranem. Próżność, próżność. Coś mnie tknęło, żeby sprawdzić to w senniku, bo tak mi się wydawało, że to nie jest dobry znak i w ogóle to rzadko pamiętam, co mi się śni, albo śnią mi się takie rzeczy, których wolałabym nikomu nie opowiadać. Nie żebym wierzyła w takie bzdury. Oups, ale coś się sprawdziło. Damn it.
Wiecie, ja ogólnie jestem bardzo ugodową osobą, chociaż często głośno mówię, to co myślę. Nie mam wrogów, ani nic takiego. Ale teraz wywinę komuś ostry numer. Nikt, kto burzy szczęście i spokój mojej rodziny, nie będzie spał spokojnie. I teraz naprawdę zdecydowałam się na jakie studia będę zdawać.
Ten post brzmiałby inaczej, gdyby był pisany wczoraj, ale nikt jeszcze nie opracował aplikacji na Andoida, która umożliwiałaby pisania bloga na Onecie.