Nie zajrzę do klucza.
You can do it, girl.
Jest jeden człowiek, którego nienawidzę, mam maturalnego doła, a jutro walentynki. Środa popielcowa = kruche ciastka z nadzieniem + czekolada.
Żeby tylko jutro się udało.
Czasami wszystko się kumuluje, smutek, frustracja, żal, do siebie, do innych, zmęczenie, desperacja i to całe upokorzenie, niespełnienie i ta myśl, że grasz o całe życie, choć może nic nie warte. Że gdy płaczesz już wcale nie jesteś taka ładna. Jakie ma znaczenie to, co sądzą o tobie inni? Jakie ma znaczenie to jak sama się wykończysz? Nic nie boli bardziej, gdy zawodzisz siebie samą.
To wręcz absurdalne jak można samemu wepchnąć się w wyścig szczurów. To było ze mną od kiedy pamiętam, to poczucie wszechogarniającej dumy, znowu pierwsza. A nawet gdy nie, lekko aroganckie unoszenie się inteligencją, zawsze budziło podziw, czasami zmieszany ze złością wynikającą z niemocy. A tak na prawdę nie interesuje mnie nic. Trochę nauka, trochę literatura, trochę sztuka, trochę podróże. Kompletne wszystko, czyli nic. Ignorant. Przeogromny. Chamski. Jednocześnie mistrz dyplomacji.
Wszystko się zmienia, a ja ciągle nie wiem czy to wszystko ma jakiś sens. Cokolwiek. Wszystko mnie przeraża.
Na nowo oswoić zwierza. Nie bać się. Nie płakać. Dbać o włosy. Przyzwyczaić się do bólu głowy. Nie złamać się. Żyć szybko.
Ostatnio wszystko jest takie trudne, chociaż tak bardzo chcę. Zawsze być górą; może się nie da? Jeśli pokazanie, że jestem mała i słaba coś da, zrobię to. Bo nie mam siły i po prostu się boję. Ciągły szum w głowie i niewiara, nic się nie kończy, nic nie zaczyna, ja jako najwyższa istota. Wszędzie alkohol, cynizm, spłaszczony intelekt. Ale ja lubię tonąć w absurdzie i nic nie pamiętać. Byłam w kościele i bardzo śmieszyło mnie jak ksiądz pieprzył o wartościach nie umiejąc posłużyć się poprawną skladnią. Chwila na sarkazm, potem na smutek i marzenia, marzenia o zapachach. Za mało jem, za mało ważę i ciągle mi zimno. Skrada się za mną choroba, obgaduje mnie za plecami. Chory mózg w chorym ciele, przeplatany nową materią, samopoczętą. Tęsknię za sztuką, za ciepłem, za obiektywami, tak bardzo, tak mocno.
Wyniki z próbnej matury nawet spoko, ale dla mnie chujowe, jak zwykle, wszystkiego za mało. Za mało wysiłku, tak, żeby się zmęczyć. I jakoś lepiej się zorganizować. Jak się nie dostanę na te studia to przysięgam, strzelę sobie w łeb. Przecież to niemożliwe, żebym nie była najlepsza, to po prostu sprzeczne z naturą. Tylko ta myśl to ostatnio zbyt słaba motywacja.
Miały być trzy rozszerzonka, ale będą cztery. Ambicje mnie trochę gryzły, gdy sobie myślałam, że zostawiłam tyle pustych rubryk na deklaracji.
Ok, koniec pierdolenia, zacznij się wreszcie uczyć.