Z dumą oświadczam, że od września jestem uczennicą klasy matematyczno-fizycznej w najlepszym liceum w Wielkopolsce, i nic i nikt tego nie zmieni, już za późno, aby wepchnąć mnie na listę do biol-chemu i jestem taka szczęśliwa z tego powodu, że zaraz mi wyleci uchem, ałć. Moje nazwisko zajmuje czołowe miejsce na liście i głupio by było, gdyby rodzicie zmusili mnie, aby się go stamtąd pozbyć.
Nigdy się nie obawiałam, że mogę być wpisana na listę rezerwowych, ale to, że już oficjalnie jestem w najlepszej klasie, ha, to jest no super :).
Przez te dwa miesiące pozostaje mi jedynie powtarzać materiał z fizyki i wariować ze szczęścia, bo mam mózg, taaa, mam mózg, potrafię nie tylko pisać, ale także logicznie myśleć, no i liczyć, jea xD
30 czerwca 2010
27 czerwca 2010
a lato jest gupie
Usunęłam wszystkie duperele w internecie i doszłam do wniosku, że można by się zająć swoim nieoficjalnym blogiem i wylać wszystkie swoje żale.
No więc ludzie, jestem absolwentką gimnazjum i jestem zadowolona, nic więcej, że już wakacje. Wiecie, kurwa, w tym roku nie ma żadnej popijawy z męskimi dziwkami w Turcji tudzież Tunezji, bo mój tatuś postanowił ufundować mi laptopa z najwyższej półki na koniec roku, którego defacto wcale nie potrzebuję i czy go mam, czy też nie mam, nie robi różnicy, bo chyba bardzo mu się podobało stanie na scenie za swoją córką i odbieranie listu gratulacyjnego. Uczyłam się dla siebie, a nie dla rodziców to też prawda (a szczerze to trzy lata sobie bimbałam z Johnnym u niego na balkonie i przepisywałam zeszyt na sprawdzianie u Aldony). Kupił i sobie pojechał, a ja bym wolała zaśmiecać jego komputer i żeby się na mnie wściekał, niżeli go wcale nie było.
Zakończenie roku było najszczęśliwszym dniem wśród tego tysiąca, które przeminęły z klasą i. Było, gdy wreszcie dobiegło końca i z ulgą zrobiłam sobie zdjęcie ze świadectwem i najlepszym wychowawcą świata, i dziwnymi ludźmi, z którymi nic mnie nie łączy, jednakże warto mieć z nimi dobre układy, bo mają dobry wpływ na wskaźnik popularności. No bo wcześniej to miałam wielką ochotę napluć na pana dyrektora. Cieszę się, że już nigdy (mam nadzieję, bo będę go unikać jak ognia) nie wejdę do tego obskurnego gimnazjum, bo bycie niedocenianym i niewidocznym dla zadufanych w sobie pedagogów absolutnie mi się przejadło.
Wakacje. Tak. Lato, które jest za gorące, ale upojnie szczęśliwe. Kolejne niezapomniane historie z ludźmi, których lubisz, ale tak naprawdę ich los jest ci zupełnie obojętny. Brudna woda w jeziorze i bikini z jakiejś sieciówki poplamione kremem z filtrem. Zapach polskiego morza i tysiące spoconych ludzi, są obleśni, ale wszyscy uwielbiają wakacje. Ja też bym je uwielbiała, gdym mogła. Ale nie potrafię i nie chcę. I się z tego cieszę.
Teraz idę się poparzyć na słońcu i oszaleć od perfum mojego faceta na mojej szyi. Niewiarygodne jak to mi się podoba.
No więc ludzie, jestem absolwentką gimnazjum i jestem zadowolona, nic więcej, że już wakacje. Wiecie, kurwa, w tym roku nie ma żadnej popijawy z męskimi dziwkami w Turcji tudzież Tunezji, bo mój tatuś postanowił ufundować mi laptopa z najwyższej półki na koniec roku, którego defacto wcale nie potrzebuję i czy go mam, czy też nie mam, nie robi różnicy, bo chyba bardzo mu się podobało stanie na scenie za swoją córką i odbieranie listu gratulacyjnego. Uczyłam się dla siebie, a nie dla rodziców to też prawda (a szczerze to trzy lata sobie bimbałam z Johnnym u niego na balkonie i przepisywałam zeszyt na sprawdzianie u Aldony). Kupił i sobie pojechał, a ja bym wolała zaśmiecać jego komputer i żeby się na mnie wściekał, niżeli go wcale nie było.
Zakończenie roku było najszczęśliwszym dniem wśród tego tysiąca, które przeminęły z klasą i. Było, gdy wreszcie dobiegło końca i z ulgą zrobiłam sobie zdjęcie ze świadectwem i najlepszym wychowawcą świata, i dziwnymi ludźmi, z którymi nic mnie nie łączy, jednakże warto mieć z nimi dobre układy, bo mają dobry wpływ na wskaźnik popularności. No bo wcześniej to miałam wielką ochotę napluć na pana dyrektora. Cieszę się, że już nigdy (mam nadzieję, bo będę go unikać jak ognia) nie wejdę do tego obskurnego gimnazjum, bo bycie niedocenianym i niewidocznym dla zadufanych w sobie pedagogów absolutnie mi się przejadło.
Wakacje. Tak. Lato, które jest za gorące, ale upojnie szczęśliwe. Kolejne niezapomniane historie z ludźmi, których lubisz, ale tak naprawdę ich los jest ci zupełnie obojętny. Brudna woda w jeziorze i bikini z jakiejś sieciówki poplamione kremem z filtrem. Zapach polskiego morza i tysiące spoconych ludzi, są obleśni, ale wszyscy uwielbiają wakacje. Ja też bym je uwielbiała, gdym mogła. Ale nie potrafię i nie chcę. I się z tego cieszę.
Teraz idę się poparzyć na słońcu i oszaleć od perfum mojego faceta na mojej szyi. Niewiarygodne jak to mi się podoba.
22 czerwca 2010
nie lubię szkoły już
Kończę gimnazjum. Dziwne. Zaczynam liceum. Jeszcze bardziej dziwne.
Mimo iż wydawało mi się, że zjebałam testy, nie poszło tak źle, wyszłam na wynik najlepszy i bardzo wysoki, czyli że jestem całkiem niezła i ludzie wodzą za mną zazdrosnym wzrokiem, bo jestem tą, która zapierdalała przez cały rok i dostanie się do każdej szkoły średniej, którą tylko sobie wymarzy. Ale ja już wybrałam moje el-o, kontynuując tradycję rodzinną; mówi się, że od września spędzę w grubych murach tego zamku najlepsze lata swojego życia.
Ale czuję, że nie wytrzymam i nie wiem co dalej. Mam czas do piętnastej, aby jeszcze zmienić swoją przyszłość. Właściwie co to za idiota wymyślił, aby w liceum ogólnokształcącym kształcić się w wybranym kierunku, w wybranej klasie? Gdybym wiedziała kim chcę być, poszłabym do zety, a nie kuła cały rok, aby dostać się do najlepszej szkoły w mieście. Tak w sumie to nie obwiniam systemu edukacji, ale chyba moich rzekomych rodziców, którzy nie mogą, tudzież wcale nie chcą zrozumieć, że jako ich córka, umysł ściśle humanistyczny, nie chcę iść w ślady mojej matki i studiować medycynę, aby potem zapieprzać z dyżuru na dyżur, aby do trzydziestki nie być na ich utrzymaniu. Szczerze mówiąc (przecież się nie przyznam, bo wyjdę na kretynkę) ciało ludzkie mnie obrzydza.
Chcę być adwokatem, zdać rozszerzoną maturę z matematyki, polskiego, angielskiego i niemieckiego, podeprzeć się podstawową historią i spędzić pięć cudownych studenckich lat na prawie w pięknym gmachu UAMu (zakochałam się w tej fontannie), dlatego, palnijcie mnie w łeb, ale przepisałam się do klasy matematyczno-fizycznej (a ile tam jest chłopaków! ;), joł, bo (słowa mojej matki) klasa językowa i artystyczna będą mnie ograniczać (dlatego też powinnam iść na biol-chem i wkuwać igły w czyjeś dupy).
Także wakacje, głowa pusta, a dzisiaj to uciekłam z lekcji ;>
Mimo iż wydawało mi się, że zjebałam testy, nie poszło tak źle, wyszłam na wynik najlepszy i bardzo wysoki, czyli że jestem całkiem niezła i ludzie wodzą za mną zazdrosnym wzrokiem, bo jestem tą, która zapierdalała przez cały rok i dostanie się do każdej szkoły średniej, którą tylko sobie wymarzy. Ale ja już wybrałam moje el-o, kontynuując tradycję rodzinną; mówi się, że od września spędzę w grubych murach tego zamku najlepsze lata swojego życia.
Ale czuję, że nie wytrzymam i nie wiem co dalej. Mam czas do piętnastej, aby jeszcze zmienić swoją przyszłość. Właściwie co to za idiota wymyślił, aby w liceum ogólnokształcącym kształcić się w wybranym kierunku, w wybranej klasie? Gdybym wiedziała kim chcę być, poszłabym do zety, a nie kuła cały rok, aby dostać się do najlepszej szkoły w mieście. Tak w sumie to nie obwiniam systemu edukacji, ale chyba moich rzekomych rodziców, którzy nie mogą, tudzież wcale nie chcą zrozumieć, że jako ich córka, umysł ściśle humanistyczny, nie chcę iść w ślady mojej matki i studiować medycynę, aby potem zapieprzać z dyżuru na dyżur, aby do trzydziestki nie być na ich utrzymaniu. Szczerze mówiąc (przecież się nie przyznam, bo wyjdę na kretynkę) ciało ludzkie mnie obrzydza.
Chcę być adwokatem, zdać rozszerzoną maturę z matematyki, polskiego, angielskiego i niemieckiego, podeprzeć się podstawową historią i spędzić pięć cudownych studenckich lat na prawie w pięknym gmachu UAMu (zakochałam się w tej fontannie), dlatego, palnijcie mnie w łeb, ale przepisałam się do klasy matematyczno-fizycznej (a ile tam jest chłopaków! ;), joł, bo (słowa mojej matki) klasa językowa i artystyczna będą mnie ograniczać (dlatego też powinnam iść na biol-chem i wkuwać igły w czyjeś dupy).
Także wakacje, głowa pusta, a dzisiaj to uciekłam z lekcji ;>
Subskrybuj:
Posty (Atom)