Urodziny.
W tym roku jestem smutna. Zdziczałam z powodu braku matczynej miłości, nie pozwalam się nikomu do siebie zbliżać. Muszę na nowo zacząć oswajać swojego zwierza.
Dostałam tyle życzeń na nk i facebooku, że aż mi do nich nie dobrze. Pod łóżkiem śpią moi przyjaciele, dzięki nim wiem co to młodzieżowy, amerykański sen.
24 sierpnia 2010
21 sierpnia 2010
nie mam pomysłu na ten cholerny tytuł
Dzisiaj szłam po ulicy i płakałam. Mamo, gdzie my jesteśmy?
Słońce patrzyło na mnie z lubością, a ja zwiesiłam głowę, żeby mnie nie widziało. Coś mokrego spływało mi zza okularów. Potem przypomniało mi się, że dzisiaj miałam straszy sen.
Słońce patrzyło na mnie z lubością, a ja zwiesiłam głowę, żeby mnie nie widziało. Coś mokrego spływało mi zza okularów. Potem przypomniało mi się, że dzisiaj miałam straszy sen.
Zamknęłam za sobą trzy ostatnie lata mojego życia, wywaliłam na śmietnik całe dziesięć kilo tego gimnazjalnego shitu. Nawet staram się pracować nad sobą i zapomnieć o mojej chujowej nienawiści do pani od polskiego, która kumulowała się we mnie przez ostatni semestr. Boże, jaką wielką ochotę mam tam iść i zaśmiać im się w twarz, chorzy pedagodzy. Nawet nie zauważyli jak krzywo na nich patrzyłam, gdy dyrektorzy wręczali mi świadectwo i mówili, że jestem chlubą ich szkoły. Ale w sumie to uwielbiam sobie robić jaja z ludzi. To trochę nie dobrze.
Zdarłam sobie lakier z paznokci i trochę mi smutno. Oh, jaki dziwny jest ten dzień. A za trzy mam urodziny. W tym roku pewnie nie, ale może kiedyś tata podaruje mi mamę, która mnie będzie kochać.
Zdarłam sobie lakier z paznokci i trochę mi smutno. Oh, jaki dziwny jest ten dzień. A za trzy mam urodziny. W tym roku pewnie nie, ale może kiedyś tata podaruje mi mamę, która mnie będzie kochać.
9 sierpnia 2010
nononono speak polish
Jest tak zajebiście świetnie, zatraciłam się w fotografii, zgubiłam się w natłoku iluzji i naprawdę mi z tym dobrze. Shit, chyba coś ze mną już nie jest okej. Spoko, lubię taki stan, jest mega lajtowo.
Po jutrze jadę ze starymi gdzieś nad jakieś chore niesłone morze, heeeelp!, nieeee chcęęęę! Naprawdę było mi tak przyjemnie mistycznie, gdy cały miesiąc się prawnie z nimi nie kłóciłam. No, mistycznie to chyba było, gdy uciekałam z domu i spędzałam noc u Dżenksa, ale, wiara, ja umrę tam od wiatru, słońca, groźnej miny, braku luźnego hajsu i starego szejka z maka. Tylko dwa dni wolności. OBoże.
Anyway, obeszłam całe miasto i nigdzie, w żadnej księgarni nie ma Maturalnie, że zdasz! Fizyka rozszerzona, fak. Oni chyba naprawdę myślą, że oszalałam z tą fizą, ale fiza to sacrum, sala od fizyki to świątynia itp itd. Będzie gut, i tak moja była pani od polskiego myślała, że jestem głupiom cipom z ironicznym spojrzeniem i fajnym stylem, której ciotką jest konkurencja (nooł fenks, dobrych ocen nie dajemy w takim razie), więc fizyko, uwielbiam cię, kochanie.
Po jutrze jadę ze starymi gdzieś nad jakieś chore niesłone morze, heeeelp!, nieeee chcęęęę! Naprawdę było mi tak przyjemnie mistycznie, gdy cały miesiąc się prawnie z nimi nie kłóciłam. No, mistycznie to chyba było, gdy uciekałam z domu i spędzałam noc u Dżenksa, ale, wiara, ja umrę tam od wiatru, słońca, groźnej miny, braku luźnego hajsu i starego szejka z maka. Tylko dwa dni wolności. OBoże.
Anyway, obeszłam całe miasto i nigdzie, w żadnej księgarni nie ma Maturalnie, że zdasz! Fizyka rozszerzona, fak. Oni chyba naprawdę myślą, że oszalałam z tą fizą, ale fiza to sacrum, sala od fizyki to świątynia itp itd. Będzie gut, i tak moja była pani od polskiego myślała, że jestem głupiom cipom z ironicznym spojrzeniem i fajnym stylem, której ciotką jest konkurencja (nooł fenks, dobrych ocen nie dajemy w takim razie), więc fizyko, uwielbiam cię, kochanie.
5 sierpnia 2010
i wish i'd always be sixteen
Wakacje. Całomiesięczny melanż noc w noc. Awww, uwielbiam te moje dwie, dzięki którym nie mam wyrzutów sumienia, że kupuję tony ciuchów (każda imprezka w innym stylu) i mogę spać u nich pod łóżkiem gdy już wysiądę. Johnny położył mi materac i misia, kocham go za to. Nigdy go nie obrzygam.
Lipiec był dość dziwnym miesiącem, trochę ogłupiały, przyziemny upał w mieście. Połowę spędziłam siedząc w moim chłodnym pokoju słuchając śmiesznych wywodów zakochanego Johnnego przez telefon (który potem został porzucony, a ja dostałam największy zjeb na świecie za rachunek). Potem było już tylko gorzej, bo pewnego dnia obudziłam się i zdałam sobie sprawę, ze jestem w chuja sparaliżowana i nie mogę ruszyć głową, dlatego ryczałam jak głupia wyobrażając sobie, że do końca życia będę leżeć w łóżku, a mój brat udawał, że nie słyszy. Tak, ze oglądało mnie tysiąc neurologów plus kardiolog i pediatra, i razem stwierdzili, że takiego zapalenia mięśnia jeszcze nie widzieli. Potem zostałam porzucona przez rodziców (z krzywą szyją, ale babcia mnie kocha), którzy tłumaczyli się, że mam uczulenie na kurz i w domu jest remont łazienki (wtf?), ale tak naprawdę pojechali sobie do Grecji, a teraz są zbyt spłukani, aby mnie wziąć do Bułgarii, dlatego - polskie nibysłonebajoro - przybywam. Aha, no i jeszcze głupi incydent z Johnnym, który poszedł do pracy na czarno i zarobił dwieście złotych.
Hej, i zaczął się sierpień, miesiąc, w którym uświadamiasz sobie, że za dwa lata wyprowadzisz się z domu i zostały ci tylko dwa lata, aby podróżować sobie po świecie na koszt twoich rodziców. Że za miesiąc idziesz do szkoły, będziesz zgnębionym przez nauczycieli i nawiedza cię dziwne widmo kolejnych uświadomień, że za trzy lata idziesz na studia i będziesz najbiedniejszym człowiekiem na świecie, że ta torba, którą sobie wczoraj kupiłam za 200zł w Marks&Spencers tak naprawdę była za pieniądze moich rodziców, które mi dali, a za dwa lata przestaną mi je dawać! Dlatego mam wielką ochotę się upić na kolejnej wielkiej bibie, chociaż nigdy do tej pory moim drogim rodzicom tego nie zrobiłam.
Lipiec był dość dziwnym miesiącem, trochę ogłupiały, przyziemny upał w mieście. Połowę spędziłam siedząc w moim chłodnym pokoju słuchając śmiesznych wywodów zakochanego Johnnego przez telefon (który potem został porzucony, a ja dostałam największy zjeb na świecie za rachunek). Potem było już tylko gorzej, bo pewnego dnia obudziłam się i zdałam sobie sprawę, ze jestem w chuja sparaliżowana i nie mogę ruszyć głową, dlatego ryczałam jak głupia wyobrażając sobie, że do końca życia będę leżeć w łóżku, a mój brat udawał, że nie słyszy. Tak, ze oglądało mnie tysiąc neurologów plus kardiolog i pediatra, i razem stwierdzili, że takiego zapalenia mięśnia jeszcze nie widzieli. Potem zostałam porzucona przez rodziców (z krzywą szyją, ale babcia mnie kocha), którzy tłumaczyli się, że mam uczulenie na kurz i w domu jest remont łazienki (wtf?), ale tak naprawdę pojechali sobie do Grecji, a teraz są zbyt spłukani, aby mnie wziąć do Bułgarii, dlatego - polskie nibysłonebajoro - przybywam. Aha, no i jeszcze głupi incydent z Johnnym, który poszedł do pracy na czarno i zarobił dwieście złotych.
Hej, i zaczął się sierpień, miesiąc, w którym uświadamiasz sobie, że za dwa lata wyprowadzisz się z domu i zostały ci tylko dwa lata, aby podróżować sobie po świecie na koszt twoich rodziców. Że za miesiąc idziesz do szkoły, będziesz zgnębionym przez nauczycieli i nawiedza cię dziwne widmo kolejnych uświadomień, że za trzy lata idziesz na studia i będziesz najbiedniejszym człowiekiem na świecie, że ta torba, którą sobie wczoraj kupiłam za 200zł w Marks&Spencers tak naprawdę była za pieniądze moich rodziców, które mi dali, a za dwa lata przestaną mi je dawać! Dlatego mam wielką ochotę się upić na kolejnej wielkiej bibie, chociaż nigdy do tej pory moim drogim rodzicom tego nie zrobiłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)