Dzisiaj był fajny dzień. Taki zamulasty. Nic nie robię w te wakacje. Jutro na jakieś zdjęcia wyruszam z modelkami z agencji hook. Mam nadzieję, że to jakieś sensowne modeleczki będą...
Jutro także wieczorem wielka biba. Będę musiała wyglądać jakoś trzeźwo i przyjść dość wcześnie, bo tata będzie w domu. Cieszę się niezmiernie, bo zobaczę te moje kochane mordeczki z podstawówki. Stęskniłam się za nimi. Nawrzuca im trochę bajerów z mojego sucharskiego życia, niech zobaczą jaka jestem super i zaczną żałować, ze tak rzadko na siebie wpadamy. Nie potrafię się spotkać z ludźmi inaczej niż na jakiejś imprezie u mojego byłego/obecnego/przyszłego chłopaka. To dziwne.
Wieczorem nogi jakoś tak same zaprowadziły mnie nad Wartę. Usiadłam sobie na promenadzie i słuchałam muzyczki, tak długo, aż ipod mi nie padł. Poszłam dalej i spotkałam chłopaków z mojej dzielnicy. Nie znałam ich, ale czułam się jakoś samotnie, przedstawiłam się, znali mnie, usiadłam między nimi. Palili faje. Nie chciałam, brzydzę się nimi, ale bezmyślnie się nimi zaciągałam. Niezły kolor ma ten dymek... Jak przyszłam do chaty to tak ode mnie brzydko pachniało. Jebało papierosami po prostu, nie lubię takich określeń, ale no cóż... Śmierdziałam. Na szczęście nie musiałam się nikomu tłumaczyć, bo na nikogo nie wpadłam w domu. Wywaliłam moją nową koszulkę z zary na śmietnik. Zła byłam okropnie. No i jaki sens jest poznawać nowych ludzi, skoro człowiek po prostu od nich śmierdzi?
Chyba zakochać bym się chciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz