Chłód, zaparowane szyby od tych wszystkich niewypowiedzianych słów. Szybko, szybciej. Boję się deszczu. Unoszę się nad tobą. Ale już nie pamiętam kim jesteś, wyglądasz nieznajomo, chociaż może wczoraj cię znałam. Ah, czy to ważne? Podoba mi się twój dwudniowy zarost i zapach perfum pomieszanych z papierosami. Nie, to nie ty, przecież ty nie palisz, to ja nimi śmierdzę. Ale nie przeszkadza ci, śmiejesz się, gdy z zawstydzonym uśmiechem cię za to przepraszam. Tak pewnie prowadzisz samochód. Gdy ściągasz bluzę, przez chwilę widzę twój umięśniony tors, szkoda, że nie widzisz mojego zachwytu w oczach. Ale ty kątem oka widzisz jak się czerwienię, gdy delikatnie gładzisz moje udo zmieniając bieg. Dobrze wiesz, że taka nie jestem. Kręci mi się w głowie. Nie pamiętam co robiliśmy wczoraj. Wschodzi słońce, zimny wiatr rozwiewa mi włosy, które teraz łaskoczą cię w twarz. Masz ładny głos i śliczny uśmiech. A ja czuję, że nie mam na sobie bielizny. Na ulicach jest pusto, kolorowe światła miasta powoli zlewają się z porannym powietrzem. Neony w mlecznej poświacie rozmywają mi się w oczach, wszystko staje się takie płynne, a ja staję się taka spokojna, tak niesłychanie spokojna, że już sama nie wiem co się dzieje, kim ty jesteś, skąd się wzięłam w twoim aucie i czy mnie dotykałeś, ale w ogóle mnie to nie obchodzi, wcale się ciebie nie boję. Jesteś zbyt piękny, abym nie mogła ci zaufać. Nie chcę, żebyś milczał, chcę, żebyś do mnie mówił, nienawidzę takiej ciszy, kocham twoją męską chrypkę. Ale ty tylko informujesz mnie, że musisz zatankować. Kiwam głową, co innego mogłabym zrobić. Gdy zatrzymujesz samochód, lekko dotykasz mojej dłoni i szepczesz "Chodź". Dopiero gdy jesteśmy na zewnątrz zauważam jaki jesteś wysoki i szybko lustruję co masz na sobie: biały t-shirt, granatowe dżinsy i sportowe buty, wyglądają markowo. W środku kupujesz dużą kawę i rogalik z czekoladą. Udaje mi się zauważyć kawałek twojego dowodu w portfelu, gdy płaciłeś. Szybko obliczam, masz dwadzieścia sześć lat. Nie wiem czy to dużo, czy mało. Wychodzimy, a ty delikatnie przyciągasz mnie do siebie w talii. Wszystko co robisz jest subtelne. Nie wiem dlaczego, ale wtulam się w twoją klatkę piersiową i wwąchuję się w twój cudowny zapach. Mam podarte rajstopy. Podchodzimy do samochodu, kładziesz kawę na dachu, a mi podajesz rogalik. Przez chwilę patrzysz na mnie intensywnie, a mnie zaczyna to bawić. Zakładam ci ręce na ramiona, a ty sam schylasz się, aby mnie pocałować. Masz miękkie i słodkie usta. Potem wspólnie jemy mój rogalik i pijemy twoją czarną, gorzką kawę, ale ja nie lubię kawy, mówię ci o tym. Wydajesz się być taki rozbawiony, gdy tego słuchasz. I znowu mnie całujesz. Podoba mi się jak mocno mnie trzymasz, jestem taka drobna w twoich ramionach. Głaszczesz moje włosy, a ja sama nie wiem czy ci na to pozwolić. Na twoim zegarku jest godzina piąta. Dyskretnie oglądam twój samochód i dziwię się, skąd możesz mieć tyle pieniędzy. Rozszyfrowuję tablice rejestracyjne, jesteś z mojego miasta. Proszę cię, abyśmy już jechali. Pytasz gdzie mnie odwieźć, a ja chcę jechać do domu. Podaję ci adres. Jedziemy w milczeniu, ja obserwuję ludzi na ulicach. Trafiasz bezbłędnie. I wtedy musimy się pożegnać. Składam delikatny pocałunek na twoim szorstkim policzku, czuję twoją dłoń na moich plecach. Twoje perfumy są tak intensywne. Całuję cię usta, ale ty nie oddajesz pocałunku. Dotykasz nosem mojego policzka i wolno całujesz moją żuchwę, potem szuję, skroń, usta na samym końcu. Uwielbiam, gdy dotykasz mojego karku. Śmieję się, gdy czuję twój język na mojej skórze. Muszę już iść. Odpycham cię lekko i szepczę "Cześć". Ty odpowiadasz "Cześć". I dodajesz moje imię.
Nie wiem jak się nazywasz. Ale pamiętam jaki kolor miały twoje oczy. Były niebieskie.
Wychodząc spod prysznica, w lustrze zauważam pod łopatką mały tatuaż wykonany czarnym długopisem. Moja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz