30 października 2015

osiem stopni

Nawet nie wiem co mogłabym tu napisać. Ten blog był po to, aby poukładać sobie myśli w głowie i nie zapomnieć o ważnych momentach, które były. Od dawna tutaj nic nie napisałam. Nie mam aż takiego chaosu w głowie. A może trochę mam. Jedyne, co jest pewne, to to, że już nie potrafię pisać i czytać w zasadzie też nie.
Nie napisałam nic na moje urodziny, a zawsze to robiłam. Może to dlatego, że w tym roku urodziny były dobre. Naprawdę było całkiem nieźle, bez żadnych krótkotrwałych depresji, tylko tortowe życzenie jak zawsze takie samo. Oczywiście naszły mnie pewne zwątpienia w związki, które zakończyły się/wcale nie istniały, ale ten rok nie był aż taki zmarnowany. Niemniej ten rosnący wiek jest trochę niepokojący. I dlatego, że już nie jestem nastolatką, w tym roku musi się dużo zmienić.
Niewiele pamiętam już z końcówki wakacji, tyle, że była ona jakaś taka nijaka. Dużo pracy, gorsza pogoda, przyjaciel wylatuje z kraju i już nie wraca. Nie muszę poprawiać egzaminów i ciągle mówię po niemiecku. Nie chce mi się trenować i właściwie do tej pory mi się nie chce. To może październik.
Początek był naprawdę zły. Powrót do wielkiego miasta. Jestem sama i pierwszy raz w życiu jest mi naprawdę źle. Ale to tak bardzo, że ciągle chce mi się ryczeć. Tak bardzo, że w środku tygodnia jadę poprzytulać mojego małego przyjaciela. Potem powoli przyzwyczajam się do tego wszystkiego, tego, że w sumie żyję w podróżnej walizce i nie mogę sobie znaleźć miejsca i płynę na typowej fali towarzyskiej, jak to zwykle bywa na początku października. Ale krótko, bo okazuje się, że nie potrafię się zorganizować i nauka średnio mi idzie. A w zasadzie mam jej tyle, że zaczynam wątpić w moje studia, i szczerze mówiąc - napiszę to, a to znaczy, że naprawdę dojrzałam, aby powiedzieć sobie prawdę - nie wiem co ja sobie myślałam jak na nie poszłam, bo to mnie wcale nie interesuje. Do bycia prawnikiem chyba też się nie nadaję. Ale o tym napiszę kiedy indziej, bo jednak mam problemy z logicznym myśleniem, pamięcią i ze zrozumieniem co się teraz ze mną dzieje, bo nie wiem czy zamieniłam się osobowością z kimś innym i czy naprawdę napisałam te dyrdymały u góry. Ok, przyjmijmy, że to napisałam, bo miałam mały problem ze wdrożeniem się, bo rzeczywiście strasznie długo niczego nie napisałam, a wiele, naprawdę wiele razy się do tego zbierałam.
W ostatnich tygodniach mój mały przyjaciel był bardzo chory i aż serce mi się krajało, gdy patrzyłam jak cierpi. Ale mój mały przyjaciel wyzdrowiał i wciąż myśli, że jest królikiem, a nie psem. W ostatnich tygodniach nie mam siły na dyskusje, ładną formę i intelektualizm. Nie interesuje mnie moda, popularność, serwisy społecznościowe, ani to, ile mam na koncie, starzy znajomi, co robi mój były facet z nową dziunią, co myślą o mnie koledzy ze studiów, gdy nie chce mi się wchodzić w marne dysputy o cywilistyce, kto wygrał wybory. Nie potrafię się do niczego zmobilizować, nawet do tego, żeby w końcu iść na trening. Kiedyś miałam jakieś marzenia, ale nie pamiętam jakie. Teraz po prostu nie chcę być dorosła, ale to się już stało. Nie chcę być prawnikiem, ale nie wiem co innego mogłabym robić. Nie chcę być sama, ale nie umiem się zaangażować.
 I jedyne, czego chciałabym się teraz nauczyć, to przestać wyczekiwać, na coś, co pewnie wcale się nie wydarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz