9 września 2009

czilajt


Latam sobie po domu w bluzce I :heart: MJ, białych skarpetkach i superturkusowej oldskulowej bluzie Najki, którą znalazłam u babci z strychu, wylewa mi się uchem, ałć. Ale mam w nich siłę, czuję to ;).
Jesus loves me. On lubi lajt.
W domu trwa prawdziwy roz.pier.do.land., śmiać mi się chce, ale naprawdę mam ściany w kolorze śliwka węgierka.
Pijemy sobie kawę z automatu ecoland, nie lubię kawy, ale tylko ona nie śmierdzi grzybem. Nie udało mi się wywinąć z niemieckiego, poziom zaawansowany wita, mniam. Mam śliczny niedostateczny w dzienniczku za zbyt duży sarkazm, pani nie zrozumiała mojej autoironii, powiedziała coś o marginesach, nie zrozumiałam jej dokładnie, ale się uśmiechnęłam nawet, wiem, że widzi moją przyszłość na UAMie, ha!
Idę spać, mózg mi chyba wybuchnie, jeśli na chwilę nie zapomnę od fizyce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz