Boli mnie ucho. Może mi się wydaje, mam jeszcze nierówny oddech, przebiegłam dzisiaj pięć kilometrów. Dziwnie się czuje siedząc w ławce pod oknem, bo świeci mi w oczy i grzeje mi w twarz, i nic nie widzę na fizyce. Śmiać mi się chce, bo dopiero teraz dowiedziałam się, że chodzę do klasy o profilu dwujęzycznym, dwujęzycznym, że ja pierdziele. Mam mało ambitnych planów na ten rok, nie umrzeć przed egzaminem matematycznym i dostać się do wymarzonego liceum, do klasy o profilu trójjęzycznym, takim prawdziwym, że ja pierdziele, super human, super innowacja, a po tym super filologia, super facet, super samochód i super domek w super mieście. Gadałam z Kłestowskim i coś gadał o marzeniach, chyba go nie słuchałam uważnie, ale coś mi się wydaje, że mówił, że to jest najważniejsze.
Gówno prawda, teraz najważniejsze są białe skarpetki i jakieś szkiełko do Olka.
Gówno prawda, teraz najważniejsze są białe skarpetki i jakieś szkiełko do Olka.
Włożyłam dwie godziny temu zdjęcie na naszą klasę i mam już czterysta wejść, czuję się mega-popularnym-ziomem. Czilajcik, oni kochają wszystko co nazywa się lustrzanką.
Wszystkiego najlepszego, kochanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz