19 grudnia 2009

czesc


Wymyśliliśmy sobie wczoraj w nocy, to znaczy ja, Dżonny, Matt i Tomasz, że w ferie kopsniemy się do Berlina, bo dawno nie byliśmy, a fajne to miasto. Ale coś jest nie halo, bo przypomniało mi się, że kiedyś w Hanno byłam bez paszportu, więc szukamy z Majksem mój paszport, super ekstra, nie ma go w najbardziej prawdopodobnych miejscach w domu, ba, nie ma go także w miejscach nieprawdopodobnych, toteż czat na farta, co by tam nas specjalnie zatrzymywali, niby Schengen, niby wspólna Europa, a dali Bog coś się przytrafi i będzie mnie musiał Jarosław z granicy odbierać, o nie. No i plus mój stan psychiczny jako uchodźca.
Dziś sobota, moje elo ziomy pojechały tramwajem do teatru, a ja jestem pięć dych w plecy, bo mam grypę i piję zakichaną polopirynę es, co mi sie od niej rzygać chce, ale przynajmniej nie mam już czterdziestki na termometrze, oglądam Misję na ekstra elsidi 42 cale. Nadrabiam sobie zaległości, to, czego nie chciało mi się nauczyć rok temu, i mogę szczerze rzec, że chemia to pedał. 
Dzisiaj miałam dużo przemyśleń i złotych myśli, ale coś w głowie mi się poprzewracało i nie napiszę nic.
Mój tato odebrał mi okulary od optyka, żebym wyglądała jak seksi sekretara w dresie nike.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz