Dzisiaj szłam po ulicy i płakałam. Mamo, gdzie my jesteśmy?
Słońce patrzyło na mnie z lubością, a ja zwiesiłam głowę, żeby mnie nie widziało. Coś mokrego spływało mi zza okularów. Potem przypomniało mi się, że dzisiaj miałam straszy sen.
Słońce patrzyło na mnie z lubością, a ja zwiesiłam głowę, żeby mnie nie widziało. Coś mokrego spływało mi zza okularów. Potem przypomniało mi się, że dzisiaj miałam straszy sen.
Zamknęłam za sobą trzy ostatnie lata mojego życia, wywaliłam na śmietnik całe dziesięć kilo tego gimnazjalnego shitu. Nawet staram się pracować nad sobą i zapomnieć o mojej chujowej nienawiści do pani od polskiego, która kumulowała się we mnie przez ostatni semestr. Boże, jaką wielką ochotę mam tam iść i zaśmiać im się w twarz, chorzy pedagodzy. Nawet nie zauważyli jak krzywo na nich patrzyłam, gdy dyrektorzy wręczali mi świadectwo i mówili, że jestem chlubą ich szkoły. Ale w sumie to uwielbiam sobie robić jaja z ludzi. To trochę nie dobrze.
Zdarłam sobie lakier z paznokci i trochę mi smutno. Oh, jaki dziwny jest ten dzień. A za trzy mam urodziny. W tym roku pewnie nie, ale może kiedyś tata podaruje mi mamę, która mnie będzie kochać.
Zdarłam sobie lakier z paznokci i trochę mi smutno. Oh, jaki dziwny jest ten dzień. A za trzy mam urodziny. W tym roku pewnie nie, ale może kiedyś tata podaruje mi mamę, która mnie będzie kochać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz