Jest tak zajebiście świetnie, zatraciłam się w fotografii, zgubiłam się w natłoku iluzji i naprawdę mi z tym dobrze. Shit, chyba coś ze mną już nie jest okej. Spoko, lubię taki stan, jest mega lajtowo.
Po jutrze jadę ze starymi gdzieś nad jakieś chore niesłone morze, heeeelp!, nieeee chcęęęę! Naprawdę było mi tak przyjemnie mistycznie, gdy cały miesiąc się prawnie z nimi nie kłóciłam. No, mistycznie to chyba było, gdy uciekałam z domu i spędzałam noc u Dżenksa, ale, wiara, ja umrę tam od wiatru, słońca, groźnej miny, braku luźnego hajsu i starego szejka z maka. Tylko dwa dni wolności. OBoże.
Anyway, obeszłam całe miasto i nigdzie, w żadnej księgarni nie ma Maturalnie, że zdasz! Fizyka rozszerzona, fak. Oni chyba naprawdę myślą, że oszalałam z tą fizą, ale fiza to sacrum, sala od fizyki to świątynia itp itd. Będzie gut, i tak moja była pani od polskiego myślała, że jestem głupiom cipom z ironicznym spojrzeniem i fajnym stylem, której ciotką jest konkurencja (nooł fenks, dobrych ocen nie dajemy w takim razie), więc fizyko, uwielbiam cię, kochanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz