22 października 2010

i can't make it out myself

Niepokój w tyle głowy. Myślałam, że wtedy się najlepiej tworzy, ale dreszcze unieruchamiają moje ciało. Jest mi zimno i nie wiem o co chodzi. Jest piątkowy wieczór. Zeszyt z fizyki i jechane. 
Szkoła wypełnia cały mój czas, moje drugie życie skryło się gdzieś w szufladzie. Schowałam obiektywy gdzieś głęboko, nie będę ich używać. Pękło mi lustro w aparacie, a ja jutro mam słodki zamiar wydać wszystkie pieniądze na Malcie. No, i zapomnieć o szkole. Ci nade mną poczuli władzę. Nawet się nie wyżywają jakoś specjalnie, alee mamooo, matura już niedłuugooo! A ja ten miesiąc zaliczam jako wielkie opierniczanie w skalo od jeden na dziesięć, jakoś tak na osiem. 
Ja to chyba mam ochotę z Simsy sobie pograć. I herbatkę zieloną piję, bo niby na chudnięcie działa czy coś (sukienka w zarze, rozmiar xs, za mała na mnie o jakieś siedem centymetrów!!).
O matko, naprawdę dostaję na łeb.
Zaraz przyjdzie mój mężczyzna zrobić mi zadania z matmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz