Powiem Ci coś o sobie. Nie mam imienia. Nie nazywam się wcale. Jestem małą artystką, szeptem, całą iluzją, którą mam w sobie. I tysiącem miłości.
Jestem wiatrem, muzyką, perfumem, spojrzeniem, chwilą, kłamstwem, wodą i powietrzem, literą i całym zdaniem. Jestem poezją zatopioną w falach blond włosów.
Przecież nie ma mnie w rzeczywistości. Żyję w marzeniach. Nie, to też nieprawda, moje chyba naprawdę stały się jawą. Mam już wszystko. Mam moje obiektywy, moje hobby, niektórzy mówią, że mój talent. Mój jedyny i prawdziwy. Mam słodkie uczucie błogości, gdy chowam się w ramionach mojego chłopca, otumaniona jego pięknym zapachem. Mam moich rodziców, których kocham bezgranicznie; tatę, który pokazał mi jak chwycić chwilę i mamę, która kocha mnie mimo wszystko. Mam brata, który mnie rozśmiesza jak nikt inny. Mam przyjaciół, z którymi wypełniam wszystkie luki w liście wszystkich spraw, które trzeba załatwić przed wejściem w dorosłość, którzy są ze mną zawsze i wszędzie, z którymi robię naprawdę głupie rzeczy, ale które są najszczęśliwsze. Mam małe serce, ale wszystko w nim mieszczę. I wszystkich. Już nauczyłam się, gdzie mam kierować pokłady nieskończonej miłości.
Mam szesnaście lat, decyduję o całej swojej przyszłości, chociaż chciałabym zatrzymać teraźniejszość na zawsze. Nie potrafię jeszcze tylu rzeczy, chociaż odkąd pamiętam, zawsze magicznie oddychałam przez szkło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz