27 grudnia 2010

six.by.six

Jakaś miłość się we mnie tli, od dłuższego czasu rośnie, muszę ją kogoś obdarzyć. Już zbyt długo śnię samotnie. Trochę coś mnie boli w środku, było mi smutno, gdy wszystko umarło w święta, przecież ten czas powinien być magiczny. Dlaczego mój ulubiony zespół śpiewa ostatnio taką kichę, we live in a beautiful world, odechciewa mi się tegorocznego openera. 
Napisałabym coś mądrego, pięknego, romantycznego, ale mam w głowie zbyt wielki chaos. Trochę za duże serce, zbyt mokre oczy, za dużo nut coldplay. O boże, jak mi się teraz chce śmiać. Nie wiem już nic, nie wiem niczego, kocham moje nowe słuchawki, kocham mojego tatę, kocham toma kaulitza na zdjęciach markusa jansa, bardzo chce mi się iść na pifko, chcę fotografować, zatracić się we własnym świecie, nie chcę już żadnych spojrzeń, chcę być małą dziewczynką, o taką, kiedy mój tata mi robił zdjęcia w różowych sukienkach, a ja się wtedy zakochałam w jego aparacie i tak już mi zostało, a teraz odkrywam jego ciemnię i zostaję bankrutem po kupieniu stu kilogramów kliszy 6x6. no i jeszcze kocham coldplay, ten cały chris martin to mistrz nad mistrzami, ale vivaldiego ostatnio też sobie lubię posłuchać, a jego płyta kosztowała mnie na allegro sześć złotych, trochę jestem oburzona tym stanem, ale fajnie jest sobie podreperować budżet, c'nie. ja to chyba poświęcę notkę tokio hotel, bo ja lubię tych kolesi, naprawdę ich lubię, odkiedy świrowałam za małym kaulitzem w szóstej klasie, teraz ja też lubię jego egipskie warkocze, i lubię ich drugą płytę, a heilig zawsze będzie moją ulubioną piosenką. ej, jakoś za bardzo ckliwa się stałam ostatnio, a kiedyś byłam bardzo cyniczna. 
Święta w tym roku przeszły bez większego echa. Trochę było nudno. Prezentów już nie lubię dostawać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz