Życiowy kataklizm, całe miasto zostało sparaliżowane przez śnieg, holly shit! Sięga mi do pasa i w ogóle to nie wiadomo skąd się wziął (chociaż na pytanie Asi odpowiedziałam, że z nieba, całkiem mądrze zresztą). Jest wszędzie, absolutnie wszędzie, pani od matematyki się spóźnia na lekcje (+nie dostałam dwói, mam tendencję spadkową ostatnio), ten śnieg jest moim zbawieniem i sprawia, że rzeczy absolutnie niemożliwe stają się naprawdę. Lubię ten śnieg, ślicznie iskrzy się w słońcu (oczywiście ten nie wydeptany przez przerażonych mieszkańców). Do szkoły chodzimy sobie środkiem ulicy. Autobusy i tramwaje gdzieś zniknęły. W szkole śnieg zasiał totalnie spustoszenie.
Świetny, jeden jedyny, śnieg, na początku grudnia, który wywołuje raczej obrzydzenie niż christmas time, ale to najcudowniejszy, wyjątkowy bohater el-o.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz