21 czerwca 2011

why not a tumblr?


Na dwa dni odpuściłam sobie trochę triphopowanie (oprócz IAMX, z nich nie mogę zrezygnować, są cudowni) i utonęłam drżeniu gitarowych strun, jak za dawnych czasów (Radiohead + Foo Fighters + The Pretty Reckless = love for ever). Jest fajnie. Jutro idę sobie po moje śmieszne świadectwo, bez czerwonego paska, typowo matfizowskie, z którego łatwo można się doczytać, że sensem mojego pierwszego roku w liceum były tylko lekcje matematyki i fizyki, na inne nie chciało mi się nauczyć (lub chodzić). Ale i tak lubię tę szkołę. Nawet lubię ją za to, że od półtora roku mam chaos w głowie i nie wiem, co mam robić.
Jest cudownie. Mam czas na buszowanie po bibliotekach i księgarniach, jestem taka stęskniona literatury, chociaż ostatnio nic mnie nie zachwyciło. Uciekłam od tłumów i znajomych i delektuję się słowami. Nawet nie chce mi się fotografować.
Witaj, lato.
Berlin -> Rodos -> Gdańsk -> Lwów -> Hamburg -> Amsterdam
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz