Jest tyle utworów, które o czymś przypominają. Szczypią mnie nadgarstki. Kupiłam mamie kwiaty, a ona mi żelki. Sobie spódnicę, która jest mi za duża i miętowy lakier. Nie bolała mnie głowa. Nikt nie zauważył jak pół nieprzytomna wemknęłam się do domu. Szumiało mi w głowie. Parzyły mnie ubrania. Gitarowe brzmienia i metalowe bity. Męska chrypka. Noc, długie włosy, gwiazdy, dżins, stylon, koronka. Planimetria. Pióro. Atrament. Cola z rumem. Skrzypce. Pusty portfel. Perfumy. Wiatr, liście. Sny. Pianino. Zgrabny nos. Pełne usta. Ostro zarysowana szczęka. Żurawinowe piwo. Wystające kości. Gryf, struny. Napięte mięśnie. Szepty. Lateks. Wódka. Bicie serca. Jedwab. Wilgotne wargi. Ból. Płacz. Śmiech. Serca i westchnienia. Tęsknoty. Gorące skóry. Granatowe spojrzenia. Cierpkość, słodkość. Grzmoty. Błyski. Rany. Krew. Mleczne oddechy. Papierosowy dym. Miętowy oddech. Brudna pościel. Podarta bielizna. Żebra i piersi. Wilgotny kark. Słowa. Księżyc. Woda. Miękkie włosy. Szerokie barki. Długie palce. Piękne dłonie. Ze mną. We mnie. Jestem głupia. Nie potrafię nienawidzić. Wtedy wszystko rozmazywało mi się przed oczyma. Mistycznie szczęśliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz