1 grudnia 2012

angel

Rozwój intelektualny to dość wynaturzona forma. Podobno składa się na maturzystę. Od kiedy chodzę do liceum mam wrażenie, że uczę się schematów rozwiązywania zadań i walę różne filozoficzne ściemy. Nie ma w tym żadnego tworzenia, nie mówiąc już o sztuce. A ja tęsknię za sztuką niemiłosiernie. Za teatrem, za literaturą. Odpadły mnie masowce, jestem teraz hipsterem, nie ma we mnie nic autentycznego. Nie fascynuje mnie już nawet światło. Tak naprawdę to mnie nic już nie interesuje, oprócz mody i romansów. Swoich własnych, oczywiście. Które istnieją/nie istnieją. Nic oprócz durnej i chwilowej przyjemności, ubrań, na które raczej mnie nie będzie stać i słodkiego odmóżdżania się podczas weekendów. Tak właściwie to nie interesuje mnie nawet moja matura, do której tylko pięć miesięcy, a ja zdaję trzy rozszerzania i myślę o prestiżowych studiach. Nie, naprawdę, już mnie nic to nie obchodzi, chociaż po brutalnym zdeptaniu mojej dumy na egzaminie na prawo jazdy, podobno mam już trochę pokory. Marzenia. Odbiłam chłopaka koleżance, ale sama nie wiem czego od niego chcę. Nie wiem czego od siebie. Nic nie wiem. Oprócz tego, że wszyscy inni chcieliby być mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz