7 grudnia 2012

I against I

Absurdalnie, niedorzecznie, ale jednak to, jak traktujesz innych, prędzej czy później wraca do ciebie. Uwierz mi, mam rację. To musiało się wreszcie stać. Po co dalej udawać, że nic cię to nie obchodzi. Bo cię obchodzi i boli, i jeśli się nad tym bardziej zastanowisz, dojdziesz do wniosku, że jesteś bestią, wcale ci nie jest przykro, tylko jesteś taka wściekła, taka zła, że ktoś miał czelność potraktować tak ciebie. Że to przecież twój sposób. Że jak ktoś śmiał tknąć twoją dumę. Bo jednak wcale nie jesteś taka wielka i niewzruszona, jesteś mała i wrażliwa, a ta cała powłoka jest tylko po to, aby nikt cię nie skrzywdził. Jak teraz. Chce ci się płakać? Dobra, wiem, że wcale nie. Jesteś zbyt podła na łzy. Nawet, gdy uderza w ciebie ktoś podlejszy niż ty. Aha, racja. Nie ma takich ludzi. To ty jesteś w tym najlepsza. Ale wiesz, trochę mi ciebie żal. Nie zasłużyłaś na to. To nie twoja wina, że boisz się ludzi. Zaufałaś mu wtedy, prawda? Ale czekaj, czekaj. Przeprosił cię? I naprawdę słyszałaś skruchę w jego głosie? I co mu powiedziałaś? Poszłaś sobie? No to nie wiem. To jednak nie zrobił ci tego, co ty tak często serwujesz innym. Tego cynicznego uśmiechu i lekceważącego spojrzenia. Okej, wiem, że tym razem miało być inaczej. Ale przyznaj, ty nigdy nie przepraszasz. Nie potrafisz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz