Nie ma już niczego, co mogłoby zachwycić. Ze wszystkim przeszliśmy do porządku dziennego, który został przemianowany z chaosu. Przestań marzyć, to nie marzenia, to egoistyczne projekcje, fałszywe, sztuczne omamy w twojej głowie. To jak życie w społeczeństwie. Prymitywna gra. Każdemu wydaje się, że prowadzi, kiedy to główne zasady ustalam ja. Ja, ja, ja, JA. Ja, kreator dźwięku i wirtuoz snu. I moje granice, które przestały już istnieć. Ja ze wszystkim, z przestrzenią, pustką, ludźmi zduszonymi i niedumnymi. Z talentem i słodkim śmiechem. Kłamstwem. Oh, inteligencjo. Nawet nie spostrzegłaś się, gdy zuchwalstwo przemieniło się w lekką arogancję. Gdy wspomnienia zatonęły w miksturze nowego podniecenia. Gdy sztuka została nauką, straciła sens, a o wszystkim zaczęło decydować nowe piękno. Jeszcze nie wiesz jak ono wygląda, czym jest; powiem ci. Piękno jest bezwzględne i jest potworem. Nie ma serca, myśli spazmami, pachnie cyprysem, sądzą i oliwką. Nie ma rytmu ani wytchnienia. Piękno jest zwinne, szybkie, smukłe, ciche, jest świadome i gardzi, przecież to ono jest jedyne i najpiękniejsze. Ma barwę złota, a w deszczu mieni się jak szmaragdy, chociaż jest od nich o wiele cenniejsze. Nie szanuje, nikogo, niczego, siebie. Jest zaszyfrowane i niecierpliwe. Nie można go zostawić na chwilę bez uwielbienia. Wtedy piękno złości się i niszczy. Próżność kłóci się z rozumem. Powoli rani, lekko szczypie, razi w oczy, podgryza genitalia, jakby umiało stopniować rozkosz. Ale ono jest zbyt przebiegłe i nie rozprasza się. Tępym ostrzem rozcina umysł, patroszy sumienie i liczy żebra. Bazgrze krwią na neoromantycznych budowlach i ozdabia nadgarstki. A na końcu całą potęgę tej destrukcji kieruje na swoje płuca. Tylko jakie ma to znaczenie, skoro ono wcale nie oddycha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz