28 stycznia 2016

1/12

Pisanie stało się tak trudne. Nawet nie wiem kiedy się to stało. Nie piszę, a moje życie powoli pogrąża się w chaosie i bezsensie wynikającym z podejmowania durnych decyzji. Może czas wreszcie napisać coś o poprzednim roku. Ale już go słabo pamiętam.
Zeszły styczeń zaczął się dobrze, po fajnym sylwestrze, z moim małym przyjacielem, zdane wszystkie egzaminy, flirtowanie z chłopakiem, o którym marzyłam, robienie zdjęć, które pozwalają mi wypłynąć i powrót do starej pasji. I potem wszystko zaczyna się pieprzyć. Trochę złamane serce. Życie zaczyna się toczyć w obcym języku. Odcinam się od ludzi, niszczę przyjaźnie. Zatracam się w sporcie do tego stopnia, że prawie niszczę sobie zdrowie. Przez kilka miesięcy tylko bieganie i mój mały przyjaciel sprawia, że jestem szczęśliwa. Te dwa dni, w którym potraktowałam najgorzej osobę, którą najbardziej kocham. Męczy mnie szkoła, nie widzę większego sensu w studiowaniu. Nie chcę być prawnikiem, a zawsze wydawało mi się, że to idealny zawód dla mnie. Nie piszę, nie czytam. Bardzo dużo wysiłku, mam ładne ciało, ale ciągle jestem wymęczona.
Przełom - czerwiec. Kolejny cios w moje chore serce, ale tym razem szybko się zabliźnia.  Zdane egzaminy. Codzienny trening, który znowu zaczyna mnie cieszyć. Odkrywam, że jazda samochodem to chyba coś, co najbardziej lubię robić. Lato na wsi. Lato nad morzem. Rakija i nurkowanie. Zakochana w Austrii. Sukienka na wesele. Przyjaciele. Dużo filmów. Fajna praca. Moje urodziny, podczas których jestem trochę smutna, że zmarnowałam kolejny rok. Ale i tak wszystko jest dobre, bo dużo biegam.
I potem skończyło się lato i przyszedł październik, znowu byłam samotna i zrozpaczona, przestałam biegać, zamknęłam się w mojej małej norce, nie zaczęłam się uczyć, mój mały przyjaciel zachorował. Codziennie chce mi się płakać. Ale mały przyjaciel zdrowieje i wszystko powoli staje się lepsze. Obcinam włosy i znowu staję się pewna siebie.
Koniec roku? Najpiękniejsze miasto w Europie. Jestem sama i szczęśliwa. Święta, które zawsze są dobre. I ten smutny sylwester, który całkiem trochę zmienił.

Nowy rok. Jestem otwarta, tak mocno, że sama nie wierzę, że to możliwe.  Na wszystko odpowiadam tak. Powoli wracam do treningów. Ogląda się za mną wiele facetów i z wieloma się umawiam, ale przy żadnym nie czuję motylków w brzuchu. Mam trochę wyrzuty sumienia, ale już nie zmarnuję kolejnego roku. Teraz to ja łamię serca. Nie myślę o złych rzeczach. Mam fajnych znajomych, mało siedzę w domu. Uczę się i prawo nawet trochę mnie interesuje. Myślę o wyjeździe. Nie chcę się bać niczego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz