30 kwietnia 2016

m

Właśnie dlatego, że mnie nie kochasz powinieneś się ze mną przespać.

Nie będziesz miał żadnych zobowiązań, żadnych przyziemnych obowiązków. Nie będziesz musiał przynosić mi kwiatów i pamiętać o urodzinach. Niczego nie będę od ciebie wymagać. Nie zmuszę cię do chodzenia po sklepach, ani oglądania komedii romantycznych, których nie znosisz. Nie będziesz musiał trzepać dywanów, nosić moich zakupów, ani odkurzać. Nic nie będzie cię przy mnie trzymać. Będę ci przypominać tylko rozkosz i sam będziesz chciał do mnie wracać.

Nie będę cię chciała zmieniać, nie będziesz musiał się do mnie dostosowywać i zmieniać dla mnie swoich przyzwyczajeń. Nie każę ci ścielić łóżka, spłukiwać włosów z wanny, nie zostawiać brudnych naczyń na stole, zdejmować buty przed wejściem do domu, czyścić zębów nitką...

Nie będę chciała z tobą zamieszkać. Cały czas będziesz miał swoje królestwo tylko dla siebie. Nie przemaluję twoich ścian na różowo, nie poustawiam wszędzie kwiatków, które każę ci podlewać, nie sprowadzę do ciebie swojego kota, na którego sierść masz alergię, nie będę się barykadować w twojej łazience i nigdy nie zamknę gerdy na dwa razy, gdy będziesz w środku.
Nie będę miała dostępu do twoich pieniędzy. Cieszysz się prawda?

Nie będę zbyt absorbująca. Zawsze będziesz mógł wyskoczyć z kolegami na piwo i z niczego nie będziesz mi się musiał tłumaczyć. Nigdy ci nie wypomnę, że wypiłeś o jedno piwo za dużo, albo że wydałeś pół pensji na kretyńską grę. Nie usłyszysz ode mnie, że jesteś niedojrzały i nieodpowiedzialny. Nie obchodzi mnie to.

Będziesz dalej mógł oglądać w telewizji wszystko co chcesz. Nie będę marudzić, że pól dnia spędzasz grając na konsoli, ani krytykować twoich ulubionych filmów. Nie będę też okupować twojego telewizora w porze serialowej. Mam swój.
Skoro jesteśmy przy telewizorze, to nie będę ci żałować kolejnego worka chipsów, ani dziesiątego big maca. I tak się ze mną nie zestarzejesz, więc jeśli chcesz mieć zawał przed trzydziestką, to wyłącznie twoja sprawa.

Nie będę się upierać, żebyś wreszcie kupił sobie coś przyzwoitego do ubrania, żebyś nie chodził w tych cholernych trampkach. Wiesz, że dobrze wyglądasz. Inaczej nie proponowałabym ci tego, co proponuję.
Nie będziesz musiał się dla mnie starać. Wiem, że ci na mnie nie zależy, więc nigdy ci nie wypomnę, ze o mnie nie dbasz i że w ogóle cię nie obchodzę. Nigdy nie będziesz miał przeze mnie wyrzutów sumienia. Nigdy nie poczujesz się przy mnie źle.

Nie będziesz mi bliski. Nie będziesz musiał mnie rozumieć i znosić moich humorów i być ze mną w trudnych momentach. Nie oczekuję od ciebie żadnego wsparcia. Nie potrzebuję go. Żaden mój problem nie będzie cię dotyczył, a ty nie będziesz miał żadnych problemów ze mną.

Zawsze będę na ciebie czekać w dobrym nastroju, a ty zawsze będziesz opuszczać mój dom szczęśliwy.
Nigdy ci się nie znudzę. Nie poznasz mnie dobrze, więc nigdy nie wyjdziesz poza etap pierwszego zauroczenia. Zawsze będę dla ciebie fascynującą nowością. Będziesz umierał z ciekawości, a to tylko podsyci twoje pragnienie. Zawsze będę cię mogła czymś zaskoczyć, a ty przecież lubisz niespodzianki.

Nie ma nic gorszego niż dostać wszystko i wiedzieć, że nie pozostało już nic więcej do zdobycia. Ty posiądziesz tylko moje ciało, a wszystko inne zostawię dla siebie. Nie poznasz moich tajemnic, w pewnym sensie zostanę więc dla ciebie niezdobyta, a to co nie zdobyte pociąga najbardziej. (...)

Miłość ma tendencję do komplikowania tego, co zazwyczaj jest proste. Narzuca cały pakiet niewygodnych konwencji.

Sięgnij pamięcią do ostatniego „poważnego” związku i przypomnij sobie ten wszechobecny teatralny patos, i to, jak bardzo starałeś się sprostać wymaganiom „ukochanej”. Nie czułeś się przypadkiem osaczony rolą księcia, która być może nieźle sprawdza się w bajkach, ale w rzeczywistości jest piekielnie trudna do realizacji?

Seks bez miłości wciąż jeszcze wyłamuje się z konwencji i daje Ci możliwość bycia sobą. Zabijmy księcia i świetnie się bawmy na poziomie czystego freudowskiego pożądania. Żadnego przykrawania charakteru do rozmiaru zero. Będę Twoją partnerką, a nie tiulową królewną oddającą się ukochanemu.

Miłość jest nudna. Eksploatuje wciąż te same rytuały i symbole, ocieka uszlachetnionym kiczem. Będąc ze mną, będziesz całkowicie zwolniony z podniosłych deklaracji o niegasnącym uwielbieniu mojej osoby i z konieczności nieustannego budowania romantycznej atmosfery. Gwarantuję zero piosenek o miłości i ani grama poezji (nawet grafomańskiej). Ze standardowej oferty bierzemy tylko to, co najlepsze, czyli seks.

Miłość jest niewygodna, ale wcale się tym nie przejmuj, bo Ciebie to nie dotyczy. Możesz zasnąć „tuż po” (i nie zaprowadzę Cię do terapeuty dla ratowania naszego „związku”), a nawet wybrać się do kuchni po kanapkę. Możemy dyskutować o polityce zagranicznej, oglądać telewizję, albo się pożegnać bez zbędnego kombinowania usprawiedliwień. Wszystko, na co tylko będziemy mieć ochotę, ale żadnego osaczania dyskusją o urokach małżeństwa i komunikatami o niezapłaconych rachunkach.

Miłość zaślepia. Pozbawia zdolności do racjonalnego myślenia i zawłaszcza 90% myśli na dywagacje w stylu: czy zadzwonić, kiedy zadzwonić, kto ma zadzwonić, gdzie się spotkać, zastosować wskazówki z Cosmopolitana czy nie, co zrobić, żeby to nie było jeszcze tak zupełnie na poważnie, ale nie nazbyt niepoważnie, etc. Czegóż pragnąć więcej ponad spokój duszy? (Odpowiedź brzmi: seksu, który został omówiony wcześniej więc nie będę się powtarzać).

Summa summarum, przez te wszystkie sznureczki ról, sprzączki konwencji, supełki rytuałów i guziki obowiązków, miłość podstępnie odbiera wolność. Bez wolności nawet fizyczne aspekty miłości stają się bledsze i przestają cieszyć.

Dlatego myślę, że zgodzisz się ze mną, że Beatlesi nie mieli racji śpiewając „All you need is love”. Hasło następnej dekady „Sex, drugs and rock&roll” brzmi dużo bardziej atrakcyjnie. (...)

Nie musisz się o mnie martwić – nie kochasz mnie. Jak coś nam nie wyjdzie w łóżku, luz.... nie będzie łez, ani cichych dni. Po prostu już się nie zobaczymy. A pomyśl, co by było, jakby nie wyszło Ci z dziewczyną w której się zakochałeś... masakra!

A myślałeś kiedyś, że seks może być przyczyną rozstania? Nie boisz się czasem, że Twoja wyśniona pani uzna Cię za słabego kochanka? A przecież chcesz być ogierem, bogiem seksu! Więc może lepiej.Tak jak brak jest sensownych powodów aby popadać w szaleństwo, tak też brak jakichkolwiek, aby się zakochiwać. Znajdzie się jednak przynajmniej pięć tysięcy powodów, dla których warto uprawiać seks.

Namiętna noc znosi napięcia, usprawnia intelekt (do mózgu dopływa duża dawka tlenu!), przestajemy zamartwić się własnymi kompleksami, spalamy kalorie, wyostrzają nam się zmysły, z dnia na dzień bardziej się lubimy. No i jest jeszcze orgazm! Nawet jeśli myślisz, że seks bez miłości to puste doświadczenie, to wśród pustych doświadczeń (jak mawia Allen), nie ma sobie równych.

No i jak się okazuje, namiętność to najlepszy składnik tego chaosu zwanego miłością. Lepiej więc porzucić całą resztę i oddać się słodkiej rozkoszy. I właśnie dlatego, że mnie nie kochasz powinieneś się ze mną przespać. (...)

Kiedy kogoś kochamy, często wstydzimy się przy nim robić wiele rzeczy. Kasia Nosowska śpiewa : „początek miłości to czas udawania, że wszystko, co ludzkie jest nam obce”. Często trudno poprosić partnerkę o coś, co jest trochę bardziej pikantne niż zwykła misjonarska pozycja. W erotyce jest tyle magii, tyle tajemnic, wiele można stracić tkwiąc w stałym związku, gdzie przez to, że się wstydzimy boimy się realizować swoje pragnienia. Nie kocham Cię, więc nie będę się przy Tobie niczego wstydzić. I Ty przy mnie będziesz mógł puścić wodze fantazji. Jestem tu po to, żeby dać Ci rozkosz. Nie kocham Cię, więc sypiam z Tobą, nie z obowiązku, ale tylko dla wielkiej, wspólnej rozkoszy. (...)

Kochaj się ze mną nie mimo tego, że Cię nie kocham, ale właśnie dlatego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz