14 sierpnia 2008

Niestabilna.


Boże... Zjadłam loda waniliowego w czekoladzie... Teraz mam taką wielką gulę w gardle. Chyba trawię tylko lody owocowe.
Ganzer się skończył. 
Skończyła się era opowiadań blogowych.
Nie mam czasu nic tu napisać, bo kombinuję na wszystkie strony z NY. Ta strona pochlania teraz większość mojego życia (jak Deviant). Po prostu już piszę na siłę.
Przyznaję, to co ja tu wyprawiam jest beznadziejne. Pisanie, ot tak sobie. To nie wyraża prawdziwej mnie i naprawdę zdaję sobie z tego sprawę. Gdzie jest ten poetycki styl, z którego była znana tylko ta z trzeciej ławki pod oknem?
Naprawdę czasami nie mam siły. Kiedyś zauważyłam, że jeżeli dłużej siedzę nad książkami od języka obcego to nie mogę się skupić. Jakiś slang mi wchodzi w umysł. Wtedy chce mi się szwargotać z Leą i zmuszać brata, abyśmy sobie pogadali po angielsku.
L. gdy mnie wczoraj zobaczyła podbiegła, zaczęła się witać i dodała: "Martusiu... Ale ty jesteś śliczna...". Ja zaszczycona uśmiechnęłam się szeroko, zrobiłam swoje słodkie oczęta, a L. nawet westchnęła, chociaż wyglądałam jak rodem z Przystanku Woodstock w czarnych rurkach, czerwonej bluzce i arafatce na szyi. Nagle zmarszczyła nos i zapytała: "A spod jakiego znaku zodiaku jesteś?". Wystraszyłam sie i szybko wypaliłam: "Panna". L. wytrzeszczyła oczy tak jakby chciała wyprostować sobie wszystkie zmarszczki. Po chwili jednak całe powietrze z niej uszło. Położyła mi rękę na ramieniu i zrobiła tę swoją minę 'przekazywanie smutnych wiadomości'. "Ale szczęścia w miłości to ty nie będziesz miała...". Chyba poczuła, że robi mi się gorąco i szybko dodała: "Nie martw się, kariera jest teraz najważniejsza!". Szybko uciekam z pola widzenia. 
Chyba jej nikt nie powiedział, że jestem niestabilna emocjonalnie.
muzyka: "Nobody's home" Avril Lavigne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz