17 sierpnia 2008

No heloł.


    Widziałam w peezesach moją byłą fizyczkę, tą która kiedyś powiedziała, że pozwoliłaby mi żuć gumę na lekcji, ale potem podklejam nią jej ławki i to nie jej sprawa jak ja niszczę swoje zdrówko. Natknęłam się na nią przy kasie kiedy na taśmie jechały dwie paczki cudownej gumy Orbit. Spojrzała na mnie spod grzyba, a ja mruknęłam pod nosem jakieś dzieńdobry. Przy wyjściu zaczekałam za nią i bezczelnie wpakowałam sobie listek do ust.
W tym roku będę komuś innemu podklejać ławki.
    Wczoraj coś spierdzieliło z prądem i musiałam myć włosy pod zimną wodą. Chyba mi mózg zamarzł, bo w nocy pisałam esemesy z Aśką i byłam taka jakaś ogłupiała, że zaczęłam czytać słownik niemiecki.
    Dzisiaj grzecznie poszłam z braciszkiem do kościółka. Wszyscy tak myślą, ale chciało mi się tę godzinę spędzić w McDonaldzie na szejku truskawkowym i chyba tak zrobiłam.
Telefon, godzina 23:52.
    - Słucham?
    - Martaaaaa...
    - No co znowu chciałaś?
    - Sprzedasz mi tę książkę od angielskiego?
    - Jaką znowu książkę...?
    - No tę taką zieloną... Tę co mówiłaś, że po całym mieście się za nią nalatałaś... No Enerdżi czy jakoś tam.
    - Nie masz jej w szkole.
    - A ty miałaś tylko na priwach! Skończyłaś już ją dawno temu, no to daj.
    - No to po co ci ona?
    - No, bo chciałam się trochę pouczyć...
    - To sobie jedynkę kup, a nie po czwórkę lecisz.
    - Wredna jesteś.
    - No heloł, powinnaś mi się podlizać!
    - No ale Martaaaa...
    - Ile dasz za nią?
    - No tak z dwie dychy może...?
    - A bujaj się!
Bip, bip, bip...
To takie okropne jak gimnazjum zmienia ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz