Kończę gimnazjum. Dziwne. Zaczynam liceum. Jeszcze bardziej dziwne.
Mimo iż wydawało mi się, że zjebałam testy, nie poszło tak źle, wyszłam na wynik najlepszy i bardzo wysoki, czyli że jestem całkiem niezła i ludzie wodzą za mną zazdrosnym wzrokiem, bo jestem tą, która zapierdalała przez cały rok i dostanie się do każdej szkoły średniej, którą tylko sobie wymarzy. Ale ja już wybrałam moje el-o, kontynuując tradycję rodzinną; mówi się, że od września spędzę w grubych murach tego zamku najlepsze lata swojego życia.
Ale czuję, że nie wytrzymam i nie wiem co dalej. Mam czas do piętnastej, aby jeszcze zmienić swoją przyszłość. Właściwie co to za idiota wymyślił, aby w liceum ogólnokształcącym kształcić się w wybranym kierunku, w wybranej klasie? Gdybym wiedziała kim chcę być, poszłabym do zety, a nie kuła cały rok, aby dostać się do najlepszej szkoły w mieście. Tak w sumie to nie obwiniam systemu edukacji, ale chyba moich rzekomych rodziców, którzy nie mogą, tudzież wcale nie chcą zrozumieć, że jako ich córka, umysł ściśle humanistyczny, nie chcę iść w ślady mojej matki i studiować medycynę, aby potem zapieprzać z dyżuru na dyżur, aby do trzydziestki nie być na ich utrzymaniu. Szczerze mówiąc (przecież się nie przyznam, bo wyjdę na kretynkę) ciało ludzkie mnie obrzydza.
Chcę być adwokatem, zdać rozszerzoną maturę z matematyki, polskiego, angielskiego i niemieckiego, podeprzeć się podstawową historią i spędzić pięć cudownych studenckich lat na prawie w pięknym gmachu UAMu (zakochałam się w tej fontannie), dlatego, palnijcie mnie w łeb, ale przepisałam się do klasy matematyczno-fizycznej (a ile tam jest chłopaków! ;), joł, bo (słowa mojej matki) klasa językowa i artystyczna będą mnie ograniczać (dlatego też powinnam iść na biol-chem i wkuwać igły w czyjeś dupy).
Także wakacje, głowa pusta, a dzisiaj to uciekłam z lekcji ;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz