13 listopada 2010
thigs i love
Poznań nocą jeszcze nigdy mnie tak nie zachwycił, jak wczoraj, chociaż niemal każdego wieczora wpatruję się w ten zwykły krajobraz, ktoś go wczoraj zaczarował. Wieczór w teatrze, który jest moją małą miłością, kurz schowany w czerwonej welurowej tapicerce loży, kolorowe lampy na scenie i stary żyrandol na środku sali, który niespokojnie się kołysał. Deszcz, gorąca czekolada w małej knajpce przy moście i zimne schody filharmonii, gdzie siedziałam przez godzinę, wsłuchując się w cudowne nuty Chopina. Krople wody spływały mi po rzęsach, byłam taka szczęśliwa. Miałam przy sobie małe lomo, któremu wykręciłam obiektyw, aby zniekształcić perspektywę i zniszczyć dokładną ostrość, uwielbiam mlecznie rozbryzgujące się światło w twoich czekoladowych oczach, chciałam odtworzyć je takie samo.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz