22 stycznia 2012

czytanie cudzych pamiętników


Dziewiętnastego stycznia, około wpół do dziesiątej rano, niemalże zginęłam pod kołami czerwonego Seicento prowadzonego przez starszą panią, której pomylił się pedał gazu z hamulcem (żeby było absurdalnie, na pasach, na rondzie). Zła byłam okropnie. Poszłam do szkoły, zapomniałam, wróciłam do domu, rozryczałam się jak jakaś beksa. Kurde, no.
Ale to nie o tym chciałam dzisiaj napisać, to było tylko tak, dla potomnych, mogłoby mnie już dzisiaj nie być, albo mogłabym leżeć w domu w nogami w gipsie (co nie byłoby takie znowu złe, mając na uwadze wizję mojego wtorkowego sprawdzianu z fizyki, z który nie umiem nic, kompletnie nic, siajlajlajlaj). Chodzi o to, że Olsi dostała kilka lat temu, na Gwiazdkę, taki różowy pamiętniczek, z napisem Super Girl, z brokatem, ze złotym zameczkiem i kluczykiem. Olsi ma na półce stosy różnych gazet, słowników, notesów i kilka pamiętników właśnie, ale takich, które kiedyś dawało się koleżankom. Czasami bierzemy sobie te pamiętniki i czytamy, jakie też głupoty wypisywałyśmy w podstawówce. No i zawsze na półce leżał ten kiczowaty zeszyt, ale zawsze zbywała mnie, że on jest pusty, nic w nim nie ma. Okej. Myślałam, że zapisała kilka stron będąc w czwartej klasie o swojej platonicznej miłości, nic mi do tego. Ale dzisiaj go na półce nie było. Znalazłam go głęboko w jej szafce, szukając nożyczek. Potem ona wyszła. Wyciągnęłam pamiętniczek i wsuwkę do włosów. Otworzyłam kłódeczkę. 
Jest mi teraz trochę źle. Bardzo, bo wiem, że nie powinnam była tego robić, ale nie mogłam przestać. Są takie rzeczy, których po prostu nie można przestać czytać, na przykład subtelne sceny erotyczne. No wiecie, to było coś takiego. A ja kocham Olsi bardzo, to moja najlepsza przyjaciółka. Zeszycik nie miał zapisanych kilku stron. Był niemalże cały zapisany. Ostatnia data to kilka dni po Nowym Roku. Rozczuliło mnie to, bo ja też zawsze piszę moje denne egzystencjonalne przemyślenia po dwunastu miesiącach. Ale tam było wszystko. Wszystkie uczucia, emocje, wydarzenia. Takie, o których nie miałam pojęcia. Żale i radości. Współczucia. Łzy. Wzruszyłam się, chociaż teraz myślę, że to dość paradoksalnie, wzruszam się robiąc tak podłe rzeczy. Ale jestem też dumna, mając ją obok siebie. W tym infantylnym, różowym dzienniczku. Żałuję, że kiedykolwiek zazdrościłam jej, że ma tak kochającego ją brata, bo teraz wiem, jakie okropne wydarzenia tak ich do siebie zbliżyły. Były też tam inne, sprośne sprawy, ale to nieważne. Ale to był piękny pamiętnik.
Cholera, a ja jestem do dupy. Chybabym się zabiła, gdyby ktoś bliski przeczytał mój pamiętnik, albo te chore mini powieści, które sobie ukrycie piszę. Nie wliczając w to tego bloga. Ale to śmieszne, nie, piszę bloga, a nie chcę, żeby ktokolwiek go przeczytał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz