4 lutego 2012

jeśli Bóg istnieje, to dlaczego zabija?


Wczoraj umarł Kuba, syn przyjaciół moich rodziców. Kuba miał dziesięć lat. Gdy miał osiem, pewnego dnia zaczęła go boleć głowa. Lekarze wykryli u niego guza mózgu. Przestał chodzić do szkoły. Przeszedł operację, chemię, lampy. Po roku przepychanek między szpitalami, lekarze orzekli, że guz zniknął i Kuba jest wyleczony. Mały Kuba z łysą głową zaczął się uśmiechać. Jego zmęczeni rodzice odetchnęli z ulgą. Ale pół roku później okazało się, że choroba wróciła. Na rezonansowym zdjęciu było widać nacieki w środku głowy. Były tak głęboko, że nie można ich było usunąć chirurgicznie. Ciało Kuby było zbyt wycieńczone, aby ponownie zacząć maltretować je chemią. Kuba nie lubił szpitali. Został w domu. Znowu bolała go głowa. Zaczął mieć problemy z koncentracją. Zapominał jak nazywają się poszczególne przedmioty. Tracił równowagę. Pewnego dnia obudził się i już nic nie zobaczył. Ciągły ból głowy zabierał mu tyle energii, że nie miał już siły, aby samodzielnie się poruszać. Leżał w swoim łóżku, w swoim pokoju, w swoim małym hospicjum. Jego rodzice organizowali pieniądze na kosztowne leki przeciwbólowe. Ale Kuba cały czas cierpiał. Czasami zastygał w agonii. Krzyczał i płakał swoim dziesięcioletnim głosikiem. Kiedyś w nocy wyznał swojej mamie, że wie, że umrze. Jego mama też to wiedziała. Potem Kuba przestał słyszeć. Przestał czuć. Przestało bić jego serce. 
Dzisiaj pochowano jego dziecięce ciałko. Kuba miał dziesięć lat.
Piekło mnie gardło, gdy to pisałam. Trzy lata temu umarł mój Dziadek. Cierpiał tak mocno, że mama nie pozwalała mi go odwiedzać. 
Wstydzę się, że kiedykolwiek wierzyłam i słuchałam tego całego bullshitu o miłosierdziu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz